fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

Jak bank ocenia klientów

Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Banki wolą pożyczać na mieszkania w dużych miastach. Wnioski analizują jednak tygodniami, badając pozycje na wyciągach z kart kredytowych.
Przeciętnie Polak pożyczał na mieszkanie w drugim kwartale tego roku 200 tys. zł. Ponad 99 procent nowo udzielonych kredytów stanowiły złotowe. W sumie banki zawarły  ponad 44 tys. nowych umów kredytowych - wynika z ostatnich danych Związku Banków Polskich.
Prawie 66 proc. kredytów mieszkaniowych banki udzieliły w kilku największych miastach w kraju. Blisko 25 proc. stanowiły te  zawarte w stolicy. Udział pozostałych, mniejszych aglomeracji wyniósł 34 proc. Dlaczego?

Duże miasto gwarantuje płynność

-  Bo to właśnie duże miasta, jak np. Warszawa, Wrocław czy Trójmiasto, stanowiące naturalny kierunek migracji wewnętrznej osób aktywnych zawodowo, mają największy potencjał do rozwoju rynku nieruchomości, a tym samym rynku kredytów hipotecznych. Duża mobilność klientów wpływa również na to, że mieszkania na tych rynkach są produktem stosunkowo płynnym, czyli łatwiej zbywalnym i z pewnością ich zakup stanowi interesującą alternatywę do najmu - wyjaśnia Krzysztof Kujawski, dyrektor  sprzedaży w firmie Aspiro.
Krzysztof Oppenheim, doradca finansowy, właściciel firmy Oppenheim Enterprise, mówi, że udzielając kredytu w wysokości stu czy nawet kilkuset tysięcy złotych, bank musi zwracać uwagę na zabezpieczenie kredytu.
- Liczy się przy tym nie tylko wartość rynkowa, ale także płynność zabezpieczenia. Co z tego, że za dane mieszkanie w miasteczku X trzeba zapłacić np. 100 tys. zł, skoro na klienta trzeba będzie czekać być może dwa lata - tłumaczy Krzysztof Oppenheim. - Druga sprawa to rynek pracy. W małych miasteczkach nie ma wiele osób, które tam pracują i mieszkają, a jednocześnie posiadają zdolność kredytową.
W konsekwencji rynek hipotek został zdominowany przez zakupy w dużych aglomeracjach miejskich, czyli tam, gdzie się dużo buduje i gdzie jest największy rynek pracy.

Za długie procedury

Krzysztof Oppenheim uważa, że w działaniach banków, nie tylko w bankowości hipotecznej, jest ogromna doza przypadkowości.
- Procedury kredytowe, także te w bankowości hipotecznej tworzą ludzie, którzy nie widzieli klienta na oczy. Nie znają więc ani jego oczekiwań, ani też  niuansów i tajników bankowości hipotecznej. W dobie dzisiejszej organizacji i techniki, decyzja kredytowa przy „hipotekach" w połowie przypadków nie powinna przekraczać kilku minut - uważa Krzysztof Oppenheim. -  Np. kiedy kredytobiorca zatrudniony jest na podstawie umowy o pracę i kupuje lokal na rynku wtórnym. Przecież mając w ręku zaświadczenie z miejsca pracy tej osoby, wyciąg z księgi wieczystej nieruchomości on line, orientacyjną wartość lokalu z Internetu oraz dane z Biura Informacji Kredytowej plus wyciągi z konta danej osoby, bank ma wszystkie informacje, aby podjąć decyzję w ciągu paru minut.
Tymczasem - jak mówi doradca finansowy - zdarza się, że także w przy takich standardowych transakcjach na decyzję banku trzeba czekać ponad miesiąc.
- O czym to świadczy? Otóż krajowa bankowość hipoteczna jest na poziomie kamienia łupanego. Stąd też tak duża przypadkowość działań i decyzji kredytowych - uważa Krzysztof Oppenheim.

Prześwietlani przez bank

Doradcy finansowi podkreślają, że coraz większą wagę banki przywiązują do analiz codziennych wydatków potencjalnego kredytobiorcy - np. badając wyciągi z ROR czy kart kredytowych.
- Klient starający się kredyt musi spełnić określone warunki, przedstawić konkretne dokumenty, np. zaświadczenie o zarobkach, o zatrudnieniu. Musi także poinformować bank o stałych zobowiązaniach oraz posiadanych kartach kredytowych. Nie bez znaczenia jest liczba tych kart, jak i wysokość limitów - zwraca uwagę Krzysztof Kujawski.
Dodaje, że to wyciągi bankowe z kart kredytowych lub rachunków bankowych bardzo wiele mówią o sytuacji finansowej klienta i mogą być jednym ze źródeł informacji na temat tego, jak w przyszłości może układać się współpraca klienta z bankiem.
- Każda karta kredytowa to dodatkowe obciążenie dla domowego budżetu kredytobiorcy, a zatem może wpłynąć na wypłacalność klienta, a zatem możliwość spłaty comiesięcznych rat. Dlatego też analiza rachunków pozwala oszacować nie tylko bieżącą zdolność klienta do regulowania zobowiązań, ale także jego profil behawioralny, czyli np. skłonność do spontanicznych, niekontrolowanych zakupów czy z drugiej strony - skłonność do akumulacji oszczędności - wyjaśnia Krzysztof Kujawski.
Także Michał Krajkowski z Domu Kredytowego Notus podkreśla, że bankowy analityk badając historię wydatków klienta - robionych przy użyciu karty lub bezpośrednio z konta - może tam wiele wyczytać. Podobnie z PIT, z którego dowie się, że klient ma  dzieci, o których nie wspominał.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA