fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Sondaż Rz: 46,6 proc. Polaków za odwołaniem Rostowskiego

Bloomberg
Niemal połowa Polaków uważa, że minister finansów powinien odejść – wynika z sondażu „Rz". Na razie przekonuje on posłów do zmiany budżetu 2013 r.
Zdaniem 46,6 proc. badanych, minister finansów Jacek Rostowski powinien zostać odwołany z zajmowanego stanowiska, 27,5 proc. uważa, że powinien zostać, a aż 25,9 proc. nie ma w tej kwestii wyrobionej opinii.  Takie wyniki przynosi najnowszy sondaż Homo Homini wykonany na zlecenie „Rz".
– Widać w tym sondażu zdecydowaną przewagę tych, którzy uważają, że minister Rostowski powinien odejść – komentuje Krzysztof Rybiński, ekonomista, prezes uczelni Vistula. – I jest to przewaga osób, które mają rację. Od dawna ostrzegam przed negatywnymi efektami działań Rostowskiego dla gospodarki i finansów publicznych. Teraz zaczyna to dostrzegać coraz więcej Polaków – dodaje.
– Gospodarka rozwija się wolniej niż przypuszczano, mamy czas nowelizacji budżetu państwa, stąd większa skłonność, by obwiniać o to ministra finansów. Tymczasem ja nie widzę podstaw, by odwoływać ministra Rostowskiego – komentuje z kolei Dariusz Rosati, przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Finansów Publicznych, poseł PO. – Poza tym nie widzę ani alternatywny programowej, innego pomysłu działań w obecnych warunkach spowolnienia, czy alternatywny personalnej. Trudno na pierwszy rzut oka znaleźć osobę, która z marszu mogłaby zastąpić Rostowskiego – dodaje.
Informacje o potencjalnej dymisji ministra Rostowskiego zelektryzowały Polskę w ubiegłym tygodniu. Najpierw media donosiły, że to premier Donald Tusk chce odwołać swojego ministra, potem, że to sam Rostowski podał się do dymisji. Wczoraj premier zapewniał jednak, że temat dymisji Rostowskiego to tylko plotki. – Nie rozmawiałem z ministrem o dymisji – mówił podczas debaty o nowelizacji budżetu na 2013 r. Premier podkreślał, że wysoko ceni Rostowskiego, a jeśli ten podejmie decyzję o odejściu, to nie będzie o tym dyskutować.

Rostowski: Pomyliliśmy się

SLD poddaje w wątpliwość pomyłkę Rostowskiego. "Nie wiemy czy to nie było z premedytacją"

Sama debata o nowelizacji, podczas tzw. pierwszego czytania, miała w Sejmie burzliwy przebieg. Rząd przyznał, że zmiany są konieczne, ponieważ pomylił się w swoich prognozach dotyczących wskaźników makroekonomicznych.
Minister Rostowski podkreślał, że prognozując we wrześniu ub. roku wzrost PKB czy inflację na 2013 r., trudno było przewidzieć, iż tąpnięcie w strefie euro będzie tak głębokie. Wyjaśniał, że wyznacznikiem wówczas były szacunki  Europejskiego Banku Centralnego, że PKB w eurolandzie wzrośnie o  0,5 proc. PKB. Tymczasem w pierwszej połowie roku było to 0,9 proc. spadku, w Polsce zaś – 0,9 proc. wzrostu wobec oczekiwanych 2,2 proc. wzrostu.
– Pomyliliśmy się, ale pomylili się prawie wszyscy – podkreślał Rostowski. I dodał, że już 11 krajów znowelizowało swoje budżety, a do końca roku będzie ich 17.
Nowelizacja przewiduje, że dochody budżetu będą o 23,7 mld zł niższe od planu i wyniosą 275,7 mld zł. Największe ubytki spowodowane są niższymi wpływami z podatków – z VAT o 13,4 mld zł, CIT – 7,6 mld zł, akcyzy – 4,7 mld zł i PIT – 2 mld zł.
Wydatki budżetu mają zostać ścięte o 7,6 mld zł do 327,3 mld zł. Najmocniej – w obronie narodowej – o 3,1 mld zł, transporcie – 1 mld zł, obsłudze zadłużenia – 0,9 mld zł i rezerwach celowych – 1 mld zł.
Tym samym limit deficytu wzrośnie o 16 mld zł, do 51,6 mld zł. – Zwiększenie deficytu budżetowego o 16 mld zł dodatkowo wzmocni naszą gospodarkę – przekonywał Rostowski. Posłowie opozycji najwyraźniej mają inne zdanie, bo na rządowych pomysłach nie zostawili suchej nitki. I złożyli wnioski o odrzucenie noweli w pierwszym czytaniu.
– Pan jest od tego, żeby się nie mylić, tylko by planować budżet tak, by nie trzeba było przeprowadzać nowelizacji, która odbije się na różnych resortach i dziedzinach życia – wytykała Beata Szydło z PIS.
– Nowelizacja budżetu nic nie zmieni, tylko pogłębi kryzys – stwierdził Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD. – Mamy nowelizację budżetu i kontynuację dramatu w finansach publicznych. Jak to się stało, że bez jakiegokolwiek niespodziewanego kataklizmu, raptem zabrakło 28 mld zł w podatkach – pytał retorycznie.
Poseł Solidarnej Polski Andrzej Romanek podkreślił, że to, co obecnie dzieje się w polskich finansach, można określić gigantycznym chaosem, a minister finansów drenuje spółki Skarbu Państwa za pomocą dywidend. – Jedynym rozwiązaniem jest usunięcie tego człowieka z urzędu – stwierdził poseł. Nowelizacji bronili koalicyjni posłowie PO i PSL. – Nowelizacja budżetu nie ma znamion końca świata – ocenił Jan Łopata z PSL.
W trakcie sejmowych prac nad nowelą, rząd będzie zajmował się już budżetem na 2014 r. Projekt ma trafić na posiedzenie rządu w przyszły czwartek (5 września). Budżet ma się opierać na założeniach, że PKB wzrośnie o 2,5 proc., inflacja o 2,4 proc., a maksymalny limit deficytu – 55 mld zł.

Podyskutuj z nami na Facebooku

www.fa­ce­bo­ok.com/eko­no­mia
Czy minister finansów może się mylić w ocenie stanu gospodarki?

Spowolnienie dotknęło gigantów

W czasie spowolnienia najlepiej radzą sobie firmy produkujące dobra konsumpcyjne, przedsiębiorstwa transportowe, przemysłowe i energetyczne. Tak wynika z najnowszych badań firmy doradczej Deloitte wśród 500 największych firm w 18 krajach Europy Środkowej i na Ukrainie. Największe gospodarki regionu rozwijały się w minionym roku wolniej niż rok wcześniej, a mniejsze kraje popadły w recesję. Spowolnienie gospodarcze nadwerężyło kondycję największych przedsiębiorstw w Polsce i krajach naszego regionu. Ich przychody (z uwzględnieniem firm ukraińskich) wzrosły średnio w minionym roku jedynie o 3,3 proc. wobec wzrostu o 9,8 proc. rok wcześniej. Spadek przychodów odnotowało ponad 200 z 500 przedsiębiorstw, największe pogorszenie miało miejsce w sektorze budowlanym, wśród firm z branży technologicznej, medialnej i telekomunikacyjnej. Większe niż rok wcześniej przychody miały natomiast w 2012 r. firmy produkujące dobra konsumpcyjne, firmy transportowe, przemysłowe i energetyczne. Dynamika ich wzrostu była jednak znacznie niższa niż rok wcześniej. Polskie przedsiębiorstwa radziły sobie w ubiegłym roku lepiej niż np. czeskie, ale nieco gorzej niż ukraińskie czy węgierskie. Wzrost ich przychodów ukształtował się blisko średniej w regionie (wyniósł 3 proc.). – Największe gospodarki regionu rozwijały się wolniej niż w 2011 r., wpływ na to miało m.in. wyhamowanie eksportu wynikające z problemów krajów strefy euro, głównie Niemiec – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte. Pierwszy kwartał tego roku (na podstawie danych ze 160 przedsiębiorstw) pokazał dalsze pogorszenie kondycji największych przedsiębiorstw. Ich przychody spadły średnio o 0,5 proc. rok do roku wobec wzrostu o 4 proc. w I kw. 2012 r. Polskie firmy zanotowały głębszy spadek przychodów, bo o blisko 2 proc. – Spadki utrzymały się prawdopodobnie też w II kwartale, być może w drugiej połowie roku firmy zaczną notować zwyżki przychodów. Ten rok będzie jeszcze ciężki dla przedsiębiorstw, ale ostatnie dane z Europy mogą zwiastować przejście  gospodarek regionu w fazę lekkiego ożywienia – mówi Ochrymowicz. Według ekspertów Deloitte najszybciej z kryzysu będą wychodzić producenci dóbr konsumpcyjnych. Pełna lista największych firm regionu oraz dodatek do „Rz" „Europa 500" zostaną zaprezentowane 3 września podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy. —agmk
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA