fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kolumbijska wojna domowa zbliża się do końca

Sukces wojska: żołnierze niosą ciało Antonia Rosy, zabitego w lipcu komendanta FARC
AFP
Mimo zerwania rozmów pokojowych między rządem a marksistowską partyzantką szanse na wynegocjowanie porozumienia są wciąż duże.
W zamachu zorganizowanym w prowincji Arauca przez bojówkę FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) zginęło 13 żołnierzy sił rządowych. W tym samym regionie w lipcu poniosło już śmierć 15 żołnierzy. Armia kolumbijska nie pozostaje dłużna i w ostatnich tygodniach przypuściła kilka ataków na obszary kontrolowane przez partyzantów.
Największym sukcesem sił rządowych było zabicie na początku sierpnia Jesusa Antonia Platę Riosa, znanego jako „Zeplin", dowódcy południowo-wschodniego okręgu FARC.
Mimo działań zbrojnych obie strony aż do teraz kontynuowały rozpoczęte w listopadzie ubiegłego roku rozmowy pokojowe w Hawanie. Uzgodniony dotychczas plan zakłada przeprowadzenie w Kolumbii reformy agrarnej, rekompensatę dla ofiar wojny domowej, powstrzymanie nielegalnej produkcji i przemytu narkotyków, zakończenie walk zbrojnych i włączenie reprezentacji FARC do systemu politycznego państwa. Pierwszy punkt porozumienia – czyli zasady reformy rolnej – został już w pełni zaakceptowany przez obie delegacje.
Do zerwania rozmów na Kubie doszło dopiero w zeszły piątek. Delegacja FARC podała, że „zawiesza kontakty ze stroną rządową z przyczyn proceduralnych". Prawdopodobnie chodzi o to, że prezydent Juan Manuel Santos zapowiedział, że po uzgodnieniu w ogólnym zarysie planu pokojowego ma on zostać poddany pod ogólnonarodowe referendum. W zeszły czwartek przesłał już nawet formalną propozycję w tej sprawie do parlamentu w Bogocie. Przedstawiciele FARC uznali, że jest to naruszenie zasad pertraktacji, oni sami bowiem nie zdążyli się jeszcze wypowiedzieć w kwestii sposobu zatwierdzenia porozumienia.
Kolumbijscy analitycy są jednak przekonani, że ani kolejne ofiary starć, ani kwestie proceduralne podnoszone przez FARC nie doprowadzą do zerwania rozmów pokojowych i obie strony wkrótce powrócą do stołu obrad. Zarówno partyzanci, jak i przedstawiciele rządu zdają sobie bowiem sprawę, że Kolumbijczycy są skrajnie zmęczeni trwającą właściwie bez przerwy od 1964 roku wojną domową.
Według danych Kolumbijskiego Instytutu Pamięci Historycznej w jej trakcie zginęło blisko 200 tys. ludzi, a ponad milion musiało uciekać z objętych walkami prowincji, głównie na wschodzie kraju. Zakończenie wojny jest też priorytetem prezydenta Santosa, który obiecał wyborcom, że do końca bieżącej kadencji (pozostał mu jeszcze rok) doprowadzi do pokoju.
FARC, uważająca się za „armię rewolucyjną Ameryki Łacińskiej", została mocno osłabiona w ciągu minionej dekady wskutek ciągłych ofensyw sił rządowych wspomaganych przez Stany Zjednoczone. Amerykanie od dawna uważali FARC za najniebezpieczniejszych marksistowskich rebeliantów w Ameryce Łacińskiej, a dodatkowo usiłują przeciąć trasy dostaw produkowanej przez partyzantów kokainy do USA. Wielkim ciosem dla organizacji była śmierć w listopadzie 2011 r. jej przywódcy i głównego ideologa Alfonsa Cano, który zginął w strzelaninie z wojskiem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA