fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Czekając na Steauę

Paweł Buzała przed chwilą zdobył zwycięską bramkę dla Lechii Gdańsk w sobotnim meczu z Legią na Łazienkowskiej
PAP, Bartosz Zborowski Bar Bartosz Zborowski
Druga z rzędu porażka Legii. Lechia i Górnik na szczycie tabeli.
Jeśli Helio Pinto miał być największym wzmocnieniem Legii, to Jan Urban może zacząć szukać nowego rozgrywającego. Piłkarz, który prowadził APOEL Nikozja w Lidze Mistrzów, przyjechał do Polski odcinać kupony. Na początku sezonu tłumaczono go tym, że nie jest przygotowany fizycznie, teraz trudno znaleźć przyczyny jego słabej dyspozycji, nawet Urbanowi.
Z porażki z Lechią Gdańsk 0:1 przy Łazienkowskiej nikt nie robi tragedii, bo teraz liczy się tylko wtorkowy rewanż ze Steauą Bukareszt. Tyle że ekstraklasa obala mity, które powstały w Warszawie przed rozpoczęciem sezonu.

Szaleństwa Kuciaka

Legia nie ma dwóch równowartościowych jedenastek, podział na podstawowy i rezerwowy skład jest już czytelny. Pierwszy raz w Polsce próbowano zrobić to, co nazywa się „rotacją" i na Zachodzie stosowane jest bardzo często. Eksperyment Urbana jest nieudany. Jedyna korzyść z szerokiej kadry Legii jest taka, że na mecz z Lechią trener może wystawić innych zawodników, bo boi się urazów piłkarzy, którzy mają wprowadzić klub do Ligi Mistrzów.
W porównaniu ze środowym meczem w Bukareszcie, w sobotę Urban zmienił aż dziesięciu zawodników w wyjściowej jedenastce. Zostawił tylko Duszana Kuciaka, wiedząc, że to najlepszy piłkarz  jego drużyny na początku sezonu. Słowak jest w świetnej formie, ale chyba także zdaje sobie sprawę, że to głównie od niego zależą wyniki. W końcówce meczu z Lechią bramkarz Legii dwa razy wbiegał w pole karne rywala, mając nadzieję, że nie tylko potrafi bronić, ale jeszcze zacznie strzelać gole.

Słabości Legii

Pinto przed sezonem nikt nie znał, a patrząc na grę Władimira Dwaliszwilego ciężko dopatrzeć się w nim zawodnika, który poprzedni sezon w Polonii i Legii miał więcej niż przyzwoity. Gruzin mistrzom Polski nie daje teraz nic, traci piłki, nie strzela, wydaje się nawet, że walczy bez specjalnego zaangażowania. W sobotę obrona Lechii radziła sobie z nim bez większego wysiłku.
Legia w ataku ma olbrzymią lukę, bo Marek Saganowski nie będzie grał wiecznie, a Patryk Mikita, który wczoraj drugi raz w tym sezonie wyszedł w pierwszym składzie, jest za młody, by brać na siebie odpowiedzialność za zdobywanie goli. Mikita w debiucie strzelił dwa, a później nie wystąpił przeciwko New Saints w kwalifikacjach Ligi Mistrzów tylko dlatego, że trener zaczął obawiać się, czy nie zacznie fruwać zbyt wysoko.
Urban latem próbował rozwiązać problem Marko Sulera. Nie udało się jednak skłonić go do odejścia – Słoweniec zarabia w Warszawie świetnie i nie ma ochoty nigdzie się ruszać. W każdym meczu, w którym wystąpił, grał jak dywersant wynajęty przez przeciwnika. Kiedy był kontuzjowany, Urban twierdził, że to poważne osłabienie drużyny. Może tylko żartował. Suler zagrał przeciwko Lechii i był jak zapalnik, po większości jego zagrań trzeba było gasić pożar.
Właściwie z sobotniego składu obroniło się tylko dwóch zawodników – Henrik Ojamaa i Łukasz Broź. Ten drugi występu przeciwko Steaule może być praktycznie pewny, bo kontuzjowany jest Tomasz Jodłowiec i Urban będzie musiał pomieszać w ustawieniu defensywy.
Stadion Legii już wczoraj był gotowy na Ligę Mistrzów – UEFA zainstalowała wszystkie swoje znaki. We wtorek dla Legii nadejdzie chwila prawdy. Jeśli po rewanżu ze Steauą nie będzie radości z pierwszego od 17 lat awansu polskiej drużyny do fazy grupowej, porażki z Ruchem i Lechią wcale nie będą traktowane jak wypadek przy pracy.

Śląska żal

Pierwszy mecz w tym sezonie ekstraklasy wygrał wreszcie Śląsk Wrocław. Drużyna Stanislava Levy'ego miała być zmęczona po podróży do Sevilli, ale na tle Widzewa wyglądała na bardzo świeżą. Goście przegrali 1:3, już po pierwszej połowie było jasne, że się nie pozbierają.
Śląsk szanse na awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej ma małe, bo pierwsze spotkanie z Sevillą przegrał 1:4. Brak tej drużyny w europejskich pucharach przez jesień, to wielka strata dla polskiej piłki.
Rzadko się zdarza, żeby po tak wysokiej porażce jak Śląska w Hiszpanii piłkarze byli chwaleni, a tak właśnie jest w przypadku Sebastiana Mili i jego kolegów. Śląsk swoją postawą w Europie nastraszył na pewno rywali w Polsce. Opowieści o tym, że w ekstraklasie jest Legia, a potem długo, długo nic, to bzdury.
Jeszcze w piątek w derbach Śląska pozycji lidera nie udało się utrzymać Górnikowi Zabrze. Ruch Chorzów wyrównał w ostatniej minucie po strzale Macieja Jankowskiego, który nie miał prawa zakończyć się golem. Fatalna gra bramkarza kosztowała trzy punkty także Zagłębie Lubin. Michał Gliwa nie potrafił sobie poradzić z uderzeniem Marcina Budzińskiego z Cracovii i klub z Lubina dalej pozostaje w strefie spadkowej.
Świetnie rozpoczęła sezon Pogoń Szczecin. Dariusz Wdowczyk nie ma w składzie wielkich gwiazd, ale japoński duet – Takafumi Akahosi i Takuya Murayama w polskiej lidze potrafi zmienić losy meczów.
W Białymstoku azjatycki zaciąg zepsuł święto otwarcia nowej trybuny – Jagiellonia przegrała 2:3, a Pogoń jest już na czwartym miejscu w tabeli z zaledwie jedną porażką. Wzmocniona transferem last minute Marcina Robaka nie powinna mieć najmniejszych problemów z utrzymaniem.

5.kolejka

GKGHM Zagłębie Lubin – Cracovia 0:1 (0:0)
Bramka: M. Budziński (72).
Żółte kartki: S. Bonecki, A. Rakowski, B. Rymaniak (Zagłębie); M. Żytko, D. Dąbrowski, K. Danielewicz (Cracovia). Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 5 500.
Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 2:2 (1:1)
Bramki: dla Górnika - M. Zachara (4), P. Nakoulma (50); dla Ruchu - M. Zieńczuk (41), M. Jankowski (90). Żółta kartka: M Szyndrowski (Ruch). Sędziował Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów 3 000.
Zawisza Bydgoszcz – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:2 (1:0)
Bramki: dla Zawiszy - J. Wójcicki (36), B. Vasconcelos (68); dla Podbeskidzia - M. Sokołowski (78), M. Wodecki (88 z karnego). Żółte kartki: Hermes, B. Vasconcelos, V. Gevorgyan (Zawisza); B. Konieczny (Podbeskidzie). Sędziował Paweł Pskit (Łódź). Widzów 6 000.
Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin 2:3 (0:2)
Bramki: dla Jagiellonii - M. Koj (47, samobójczy), D. Quintana (67); dla Pogoni - T. Murayama (7), T. Akahoshi (45), M. Pazdan (83, samobójczy). Żółte kartki: M. Pazdan (Jagiellonia); M. Rogalski, M. Koj, A. Frączczak (Pogoń). Sędziował Marcin Borski (Warszawa). Widzów 6 100.
Legia Warszawa – Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)
Bramka: P. Buzała (13). Żółte kartki: I. Vrdoljak, Ł. Broź (Legia); P. Wiśniewski, P. Dawidowicz, D. Matsui, J. Bieniuk (Lechia). Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 16 682.
Śląsk Wrocław – Widzew Łódź 3:1 (2:0).
Bramki: dla Śląska - D. Stevanovic (24), M. Paixao (29), S. Mila (60); dla Widzewa - E. Visniakovs (76). Żółta kartka: A. Kokoszka (Śląsk). Sędziował Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 11 000.
Mecz Wisła Kraków - Lech Poznań zakończył się po zamknięciu tego wydania gazety. W poniedziałek Korona Kielce zagra z Piastem Gliwcie (Canal+, Eurosport2).

I liga. Piąta kolejka

Bełchatów odniósł czwarte zwycięstwo i jest samodzielnym liderem. Tym razem drużyna Kamila Kieresia pokonała w niecodziennych okolicznościach Olimpię 2:0.
Obydwa gole strzelił Michał Mak w doliczonym czasie gry. Po czerwonej kartce dla bramkarza Bartosza Fabiniaka w 90. min zastąpił go zawodnik z pola Dariusz Gawęcki i to on puścił strzały Maka.
Mecz drużyn z czołówki, Wisły z Dolcanem zakończył się remisem 2:2. Piątą bramkę w sezonie zdobył dla Dolcanu Dariusz Zjawiński, który wraz z klubowym kolegą Grzegorzem Piesio prowadzi na liście strzelców.
GKS Katowice zwolnił w tygodniu trenera Rafała Góraka. Nowego jeszcze nie ma, ale z tymczasowymi Januszem Owczarkiem i Januszem Jojką Ślązacy pokonali 1:0 Miedź. Zespół z Legnicy nie wygrał jeszcze meczu. Jego trenerem jest Rafał Ulatowski, w przeszłości asystent Leo Beenhakkera i trener Cracovii.
—s.t.s.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA