Artykuł powstał we współpracy z firmą ACAISOFT

Jakie były początki waszej firmy?

Doświadczenie zawodowe gromadziłem przez wiele lat, pracując m.in. w IBM, Motorli czy Software Mind. Sześć lat temu uznałem, że chciałbym wyjść z moimi pomysłami szerzej, w efekcie w 2015 r. powstało Acaisoft. Dzięki wcześniejszym kontaktom biznesowym łatwiej było nam pozyskiwać klientów i rozwijać firmę. Zatrudniamy obecnie ponad 220 osób. Głównym rynkiem stały się dla nas Stany Zjednoczone. Klientów mamy też w Europie Zachodniej i Skandynawii. Wszędzie tam biznes już się nie waha i wie, że chmura jest koniecznością.

Dlaczego?

Kiedyś, żeby przygotować oprogramowanie pod konkretny projekt, trzeba było poświęcić dużo więcej czasu i trzymać się stosunkowo sztywnych założeń. Firmy musiały mieć własną infrastrukturę, serwerownie. Rynek tak nie „pędził" i można było sobie pozwolić na dłuższy czas trwania projektu, a i tak niejednokrotnie zdarzało się, że w międzyczasie sytuacja rynkowa już się zmieniła i konieczne były modyfikacje.

Teraz rynek mocno przyspieszył. Trudno wyobrazić sobie, jak można funkcjonować i efektywnie dostosowywać się do zmiennych warunków rynkowych z innym modelem niż chmurowy. Oferuje on dużą elastyczność, zwinność, możliwość wykorzystania nieograniczonych wręcz zasobów. Uniezależniamy się też od kwestii infrastrukturalnych. Kiedyś, gdy pojawiła się potrzeba zwiększenia zasobów, trzeba się było zgłosić do działu IT, czekać na decyzję itp.

To wszystko trwało. Teraz, dzięki chmurze, po prostu zgłaszamy, że mamy zapotrzebowanie na większe zasoby, i w ciągu kilku minut uzyskujemy do nich dostęp.

Możemy je od razu przetestować i zdecydować, czy to jest właśnie to, czego potrzebujemy. W efekcie płacimy za rzeczywiście wykorzystywane w danym czasie zasoby, a nie na wyrost.

Wspomniał pan o bardzo dużej mocy zasobów. Jak można je wykorzystać?

To jest właśnie jeden z największych atutów chmury i ogromna możliwość, którą ta technologia ze sobą niesienie. Nie na darmo określa się dane mianem złota czy ropy XXI wieku. Analityka danych i data engineering, oparte na algorytmach sztucznej inteligencji, kryją olbrzymi potencjał.

W jakich branżach można go wykorzystywać, na przykład w handlu?

Tak, to jeden z przykładów. E-commerce jest motorem rozwoju analityki danych. Ale obszarów potencjalnego wykorzystania danych i technologii bazujących na sztucznej inteligencji jest zdecydowani więcej. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, w jak wielu miejscach nasze dane są zbierane, analizowane i jak wiele wniosków można z nich wyciągnąć. W przypadku handlu nasze wybory i decyzje pozwalają zaoferować nam propozycje kolejnych zakupów i spersonalizowanych ofert. Na analizie danych wyrósł też Facebook, dlatego jest darmowy. Dane to prawdziwa kopalnia. Aby nie być gołosłownym, podam może obrazowy przykład. Przeprowadzono badania, z których wynika, że dzięki analizie naszych wyborów Facebook zna nas lepiej niż najbliższe osoby. Po kilku „lajkach" znał nas lepiej niż znajomi, po kilkudziesięciu – lepiej niż rodzina, a gdy jeszcze zwiększano liczbę „lajków", okazywało się, że Facebook zna nas lepiej niż nasz życiowy partner. To pokazuje, jak duża moc tkwi w analizie danych i jak ważne jest, abyśmy byli świadomi, do jakiego celu dane są wykorzystywane. Problematycznym przykładem mogą być np. Chiny, gdzie analiza zachowań obywateli przesądza o tym, jak są oceniani przez państwo, i na tej podstawie podejmowane są decyzje dotyczące np. przyznawania (lub odbierania) różnego rodzaju benefitów.

Nie ulega wątpliwości, że w analizie danych tkwi olbrzymi potencjał. Oprócz wspomnianego już handlu mamy np. cały obszar medycyny i farmacji. Analiza danych, w oparciu o sztuczną inteligencję, pomaga w opracowywaniu leków. Tego typu analizy są teraz możliwe wszędzie tam, gdzie dawniej brakowało narzędzi i mocy przetwórczej, np. do przewidywania pogody, z którą wiąże się konieczność uwzględnienia bardzo dużej liczby zmiennych.

Jakie jeszcze wyzwania niesie ze sobą rozwój tych technologii?

Są one potężnym narzędziem i powinny być wykorzystywane przez osoby o odpowiednich kompetencjach. Zapotrzebowanie na specjalistów od IT mocno rośnie i niestety – tak jak w każdym zawodzie – część osób nie dysponuje odpowiednimi kompetencjami. To efekt „inflacji edukacji". Zaczyna pojawiać się przeświadczenie, że do zostania programistą nie trzeba wieloletniej nauki i że wystarczy krótki kurs.

W ostatnim czasie takich ofert na rynku przybywa. Oceniam je negatywnie. Praca w sektorze IT jest bardziej wymagająca, niż mogłoby się wydawać, i bez odpowiedniej bazy, fundamentu inżynieryjnego, kompetencji matematycznych i analitycznych trudno sobie wyobrazić dobrego programistę. Przybywa osób, które nie wiedzą, skąd biorą się poszczególne procesy, ponieważ teraz coraz częściej można tworzyć projekty z gotowych „klocków". Powinniśmy być świadomi, że przekazanie osobie o nieadekwatnych kompetencjach tak istnych narzędzi może być niebezpieczne i mieć negatywne skutki. Dlatego tak ważne jest dbanie o jakość kadry.

Wracając do chmury, czy przekonuje się do niej tylko biznes czy również administracja?

W USA chmura jest już wszędzie. Nawet rządowe kontakty przenoszą się do chmury. Ten trend jest nieunikniony, a wybuch pandemii jeszcze uwypuklił tę potrzebę.

Jak pandemia przełożyła się na funkcjonowanie waszej firmy?

Na początku, wiosną 2020 r., była duża niepewność, bo przedsiębiorcy nie wiedzieli, jak będzie radził sobie ich biznes. Obserwowaliśmy to również u nas w firmie, ale stosunkowo szybko biznes zdał sobie sprawę, że okres pandemii to dobra okazja, żeby wprowadzić zmiany, które i tak są nieuchronne – czyli żeby ucyfrowić mocniej firmę, zdigitalizować poszczególne działy i mocniej postawić na pracę zdalną. Po początkowych zawirowaniach przybyło nam kontraktów i ten trend obserwujemy również teraz. Zapotrzebowanie na usługi IT mocno rośnie. Widać to też po tym, jak przebiega rekrutacja w branży. Jeszcze kilka lat temu na jedno standardowe ogłoszenie rekrutacyjne w sektorze IT przypadało około 70 zgłoszeń.

Rok temu ta liczba spadła do około 30, a teraz do zaledwie trzech.

To pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na specjalistów. Biznes ma bardzo dobre perspektywy. Tym bardziej że tego typu usługi można oferować globalnie, czego nasza firma jest dobitnym przykładem. Kiedy zaczynałem ten biznes sześć lat temu, nie brakowało głosów: „to się nie uda". Początki nie były łatwe, ale czas pokazał, że wysiłek się opłacał, a perspektywy mamy bardzo dobre.