fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Koronawirus: za zjedzenie loda na ulicy grozi mandat

Adobe Stock
Powoływanie się na astmę nie zawsze uchroni przed mandatem. Policja może weryfikować informacje o chorobie, kiedy ma wątpliwości, czy brak maseczki nie jest zwykłym lekceważeniem obowiązku.

Zaraza nie odpuszcza. Jednak po dwóch miesiącach obowiązywania różnego rodzaju zakazów i nakazów większość z nas zdążyła się już do nich przyzwyczaić. Niektóre generują obywatelski bunt i wykazują niekonsekwencje autorów. Przykład?

Nakaz poruszania się w miejscach publicznych z zakrytymi ustami i nosem. Chodzi o ulicę i zjedzenie loda czy gofra, który jest na niej sprzedawany. Odsłonięcie ust w celu zjedzenia smakołyku może się skończyć mandatem lub karą.

A może jednak przewidziano wyjątek?

Nic z tego. Wątpliwości rozwiewa główny inspektor sanitarny. – Nakaz zasłaniania ust i nosa obowiązuje wszystkich, którzy znajdują się na ulicach, w urzędach, sklepach czy miejscach świadczenia usług. Nie zawiera on odstępstw dotyczących spożywania posiłków, lodów, gofrów, hot dogów etc. w miejscach objętych nakazem noszenia maseczek. Aktualnie przepisy nie zabraniają prowadzenia działalności gastronomicznej „na wynos", ale mając na uwadze, że koronawirus SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową, jedzenie posiłków kupionych na wynos powinno następować w domu – twierdzi GIS.

Czytaj także:

Wynika z tego więc, że nie możemy jeść lodów na ulicy. Musimy je spożyć w miejscu, które nie jest objęte nakazem noszenia maseczek, a więc na przykład w samochodzie czy dopiero w domu.

W związku z obowiązkowymi maseczkami są też inne wątpliwości. Dotyczą one także podróżowania samochodem. Zasada jest prosta.

Przepisy narzucają obowiązek zakrywania ust i nosa na drogach i w miejscach ogólnodostępnych, również „w pojazdach samochodowych, którymi poruszają się osoby niezamieszkujące lub niegospodarujące wspólnie.

Nie ma zatem wątpliwości, że jeśli w aucie jest więcej niż jedna osoba, to obie muszą mieć maseczkę, chyba że mieszkają razem (np. małżeństwo lub rodzice z dziećmi).

Policjant ma prawo sprawdzić dokumenty nie tylko kierowcy, ale i współpasażerów. I tu zaczyna się problem. Jasne jest, że jeśli podróżują osoby przypadkowe, np. znajomi, to obowiązek jazdy w maseczce istnieje. Ale co zrobić, kiedy rodzice podróżują z dorosłymi dziećmi czy dzieckiem z narzeczonym lub mężem, którzy, choć w dowodach mają wpisane inne adresy, to na czas np. remontu mieszkania czy jego wykończenia od miesięcy mieszkają razem z rodzicami w domu rodzinnym.

Czy za podróż bez maseczki w takich okolicznościach też dostaniemy mandat?

Okazuje się, że nie jest to przesądzone. Należy jednak rodzinną sytuację wyjaśnić funkcjonariuszowi.

– Do każdej sprawy podchodzimy indywidualnie. Słuchamy wyjaśnień obywateli – zapewnia Radosław Kobryś z Komendy Głównej Policji. I przypomina, że zawsze też, kiedy nie zgadzamy się z decyzją funkcjonariusza, możemy odmówić przyjęcia mandatu. Wówczas policja sporządzi wniosek o ukaranie i sprawa trafi do sądu. To on zdecyduje, kto miał rację w konkretnej sytuacji.

Z noszeniem maseczki w aucie wiąże się jeszcze jeden problem, tym razem dla Inspekcji Transportu Drogowego. Chodzi o egzekwowanie kar za wykroczenia zarejestrowane fotoradarami. Kiedy samochód jest używany przez więcej niż jedną osobę, rozpoznanie konkretnego kierowcy z maseczką na twarzy przysporzy bowiem nie lada trudności.

I problem trzeci – także związany z obowiązkiem noszenia maseczek. Kto, bez kary, nie musi ich zakładać?

Otóż na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, mamy obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni publicznej.

Zwolnione z tego nakazu są: dzieci do lat czterech; osoby, które nie mogą zakrywać ust lub nosa z powodu stanu zdrowia; osoby z całościowymi zaburzeniami rozwoju; osoby z zaburzeniami psychicznymi; osoby z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym, znacznym albo głębokim oraz osoby mające trudności w samodzielnym zakryciu lub odkryciu ust lub nosa. W tym samym rozporządzeniu rząd przesądził, że orzeczenia lub zaświadczenia o stanie zdrowia nie są wymagane.

To oznacza, że lekarze nie muszą pacjentom wystawiać zaświadczeń o ich chorobach na potrzeby ewentualnego wylegitymowania się nim w czasie kontroli policji. Funkcjonariuszom pozostaje więc wierzyć na słowo tłumaczeniom obywateli.

Czy zawsze to robią?

– Słuchamy, co zatrzymany bez maseczki ma do powiedzenia. Tu także każdą sytuację oceniamy indywidualnie – wyjaśnia Radosław Kobryś. I mówi, że kiedy jednak mamy do czynienia z grupką młodych ludzi, w której nikt nie ma maseczki i wszyscy twierdzą, że są chorzy na astmę, funkcjonariusz ma prawo taką informację weryfikować... już na komisariacie. Może np. zażądać dostarczenia dokumentacji leczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA