fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Dlaczego latem prawie nie chorujemy na grypę? Nie chodzi tylko o temperaturę

Większość szczepów wirusa grypy nie wymiera pod koniec sezonu grypowego, ale przemieszcza się do bardziej przyjaznego sobie środowiska.
Adobe Stock
Szczyt sezonu grypowego przypada zimą, a dla najsłabszych jednostek choroba może oznaczać śmiertelne zagrożenie. Dlaczego akurat wtedy? Kluczowym powodem jest niska wilgotność powietrza – czytamy w Onecie.

Ludzie częściej chorują na grypę, a nawet umierają z jej powodu w miesiącach zimowych nie tylko ze względu na niskie temperatury, ale przede wszystkim z powodu o wiele niższej niż latem wilgotności powietrza – informuje Onet, przytaczając najnowsze  badania naukowców z Yale University School of Medicine (USA).

Naukowcy już wcześniej wskazywali na taką przyczynę, ale nadal nieznany jest mechanizm, sprawiający że obniżona wilgotność powietrza wpływa negatywnie na zdolność naszego układu odpornościowego do obrony przed zakażeniem.

Jak czytamy w Onecie, zespół badawczy z Yale, kierowany przez prof. Akiko Iwasakiego, wykorzystał genetycznie zmodyfikowane myszy do prześledzenia reakcji zwierzęcego organizmu na infekcję wirusową. Wszystkie myszy trzymano w komorach o tej samej temperaturze, ale różnej - niskiej lub normalnej - wilgotności. Następnie poddano je działaniu wirusa grypy typu A.

Naukowcy odkryli, że niska wilgotność hamuje odpowiedź immunologiczną zwierząt na trzy sposoby. Po pierwsze - suche powietrze znacząco utrudniało usuwanie cząstek wirusowych i śluzu przez rzęski znajdujące się w górnych drogach oddechowych. Po drugie - w takich warunkach zmniejszała się także zdolność komórek dróg oddechowych do naprawy uszkodzeń, które wirus spowodował w płucach. Po trzecie - w środowisku o niskiej wilgotności upośledzeniu ulegał mechanizm odpornościowy, polegający na tym, że komórki zakażone wirusem uwalniają interferony i białka sygnalizacyjne, aby ostrzec o zagrożeniu sąsiadujące komórki.

- To badanie daje nam lepszy wgląd w przyczyny częstszego występowania grypy, kiedy powietrze jest suche - mówi prof. Iwasaki. - Dobrze wiadomo, że tam, gdzie spada wilgotność, pojawia się gwałtowny wzrost zachorowań na tę chorobę, a także zgonów z jej powodu. Jeśli nasze odkrycia dotyczące myszy potwierdzą się dla ludzi, nasze zrozumienie infekcji grypowych znacząco się poprawi - dodał.

Naukowiec podkreśla, że choć oczywiście wilgotność nie jest jedynym istotnym dla przebiegu epidemii grypy czynnikiem, to nie należy go bagatelizować, bo ma naprawdę duże znaczenie. - Zwiększenie ilości pary wodnej w powietrzu za pomocą nawilżaczy rozstawianych w domu, szkole, pracy, a nawet w środowiskach szpitalnych, jest potencjalnie skuteczną strategią ograniczania objawów grypy i przyspieszania powrotu do zdrowia - podsumowuje.

Zdaniem naukowców konieczne są dalsze prace, aby określić precyzyjny mechanizm, dzięki któremu ekspozycja na suche powietrze prowadzi do osłabienia sygnalizacji przeciwwirusowej.

Artykuł na ten temat ukazał się w najnowszym wydaniu pisma „Proceedings of the National Academy of Sciences”.

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA