fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zamach w Paryżu

Wojna w centrum Paryża

Paryżanie składali w niedzielę hołd ofiarom zamachu przy placu Republiki, niedaleko miejsca tragedii
AFP
Co najmniej 132 osoby zginęły w pięciu miejscach stolicy. To największy atak terrorystyczny w historii kraju.

Uderzenie islamistów rozpoczęło się w piątek o 21.20. Wtedy jeden z terrorystów wysadził się w powietrze w okolicach Stade de France, gdzie trwał mecz reprezentacji Francji i Niemiec. Prawdopodobnie nie udało mu się dostać na stadion, gdzie znajdował się prezydent republiki. Po dziesięciu minutach doszło do kolejnej eksplozji, także spowodowanej zdetonowaniem przez terrorystę pasa szahida. A o 21.53 taki sam scenariusz powtórzył się po raz trzeci. Tu plan terrorystów się nie powiódł: zginęła tylko jedna osoba.

Ale już w tym momencie zaczęły działać kolejne ekipy islamistów, tym razem w położonych we wschodniej części Paryża dzielnicach X i XI. Przy bulwarze Woltera wysadził się kolejny terrorysta, raniąc kilku przechodniów. Jednocześnie trzech mężczyzn podjechało pod pobliski klub Bataclan, gdzie od godziny trwał koncert amerykańskiej grupy Eagles of Death Metal. To tu doszło do prawdziwej rzezi: zginęło przynajmniej 89 osób.

– Grupa zaczęła właśnie grać utwór „Kiss the Devil" („Pocałuj diabła"), kiedy usłyszeliśmy wybuchy przy drzwiach. Myśleliśmy, że to część inscenizacji. Było zupełnie ciemno. Dopiero chwilę później rozległy się strzały z broni automatycznej. Ludzie zaczęli padać na ziemię, było pełno krwi, fragmentów ciał, mózgów. Zrozumieliśmy, co się stało – relacjonowała dziennikowi „Le Monde" Alice, która była na koncercie.

Świadkowie opisywali młodych mężczyzn o bliskowschodnich rysach (nie zakryli twarzy), którzy zachowywali się z niezwykłym spokojem i determinacją.

– Systematycznie wymieniali magazynki i strzelali do każdego, kto się poruszył. Jeden z nich powiedział po francusku bez najmniejszego akcentu: „To z powodu waszego głupiego prezydenta, z powodu Syrii i Iraku". I dodał: „Allahu Akbar!" – opowiadał w „Le Figaro" inny świadek. Francja od wielu miesięcy prowadzi bombardowania pozycji Państwa Islamskiego w Iraku, a od września Syrii.

Tuż przed północą w specjalnym apelu telewizyjnym François Hollande zwrócił się do rodaków.

– Francja została zaatakowana w bezprecedensowy, nikczemny sposób. I odpowie z całą determinacją – powiedział prezydent, z trudem panując nad głosem. Rzecz bez precedensu: ogłosił stan wyjątkowy na terenie całego kraju i wydał polecenie przywrócenia kontroli na granicach.

Chwilę później specjalna jednostka antyterrorystyczna RAID rozpoczęła atak na Bataclan. Nauczony m.in. doświadczeniem Rosjan odbijających szkołę w Biesłanie, gdzie w 2004 r. zginęły 334 osoby, bo terroryści mieli czas, aby się okopać, Hollande wydał rozkaz do szturmu po dwóch godzinach od wejścia zamachowców do Bataclan. Dwóch terrorystów zdążyło się w tym momencie wysadzić w powietrze, trzeci został zastrzelony.

W sobotę wieczorem francuska prokuratura ujawniła tożsamość jednego z napastników, którzy brali udział w ataku na Bataclan. Udało się go zidentyfikować dzięki fragmentowi palca, który znaleźli śledczy. Należał do Ismaela Omara Mostefaia, 29-letniego drobnego chuligana, którego w 2010 r. francuska policja wpisała na listę osób z oznaczeniem „S" (Surete de l'Etat – bezpieczeństwo państwa). Później jednak Mostefai zniknął z radarów francuskiego wywiadu.

– Oceniamy, że przynajmniej 3 tysiące francuskich obywateli przeszło przez wojnę w Syrii i Iraku. Śledzimy ich, ale to niezwykle trudne zadanie. Wystarczy, aby jeden wymknął nam się spod kontroli, a dojdzie do tragedii – przyznawał rok temu „Rz" jeden z doradców ministra obrony Francji.

Mostefai był właśnie taką osobą: na przełomie 2013/2014 roku przeszedł szkolenie w obozach Państwa Islamskiego w Syrii, po czym został „uśpiony".

– Francuskie służby są w stanie przesłuchać dosłownie wszystkie połączenia elektroniczne. Ale wśród dżihadystów w Syrii nie mają żadnych szpiegów, nie wymieniają też danych osobowych ze służbami Baszara Asada. To błąd – tłumaczył w telewizji France 24 Chems Akrouf, ekspert w dziedzinie terroryzmu.

Francuska prokuratura podała także, że przy szczątkach jednego z terrorystów, którzy wysadzili się przy Stade de France, odnaleziono paszport należący do Syryjczyka urodzonego w 1990 r. Wiadomo, że przybył przez morze do Grecji, a następnie wystąpił o azyl w Serbii. Jeśli się potwierdzi, że dokument należał do zabójcy, może to zmienić całą debatę na temat uchodźców we Francji i – szerzej – w Europie.

Ale w Paryżu uderzyło także trzecie komando terrorystów, którzy prawdopodobnie zdołali uciec. To kilku mężczyzn uzbrojonych w karabiny maszynowe, którzy poruszali się czarnym seatem leonem. O 21.25 ostrzelali bar Le Carillon i restaurację Le Petit Cambodge w X dzielnicy Paryża, zabijając 15 osób, o 21.32 zabili pięć osób w Cafe Bonne Biere, a o 21.36 z ich rąk śmierć poniosło 19 osób przy barze przy ulicy Charonne 92.

Poszukując terrorystów, francuska policja zatrzymała trzech mężczyzn próbujących się przedostać do Belgii. Także w Belgii zatrzymano Francuza, który wynajął czarnego volkswagena polo, terroryści nim podjechali pod Bataclan. Dodatkowo belgijskie służby zatrzymały pięciu kolejnych podejrzanych w brukselskiej dzielnicy Molenbeek. To tu, zaledwie 5 kilometrów od siedziby Komisji Europejskiej, znajduje się jedno z najważniejszych centrów nauczania radykalnej islamskiej sekty salafitów.

Bilans paryskich zamachów może się jeszcze pogorszyć. W szpitalach stolicy przebywają 352 osoby, z tego 99 w stanie bardzo ciężkim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA