fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Światowa gospodarka ma zapalenie płuc

materiały prasowe
Nie można dopuścić do sytuacji, w której zniknie znaczna część biznesu i po kryzysie będzie trzeba zaczynać od nowa. Jeśli lockdown zakończy się w kwietniu, to może obronimy się przed mocną recesją – mówi Iwona Kozera, partner w EY.

Jakie mogą być konsekwencje pandemii dla polskiej gospodarki?

Im dłużej będzie trwał lockdown, tym sytuacja będzie gorsza, a wpływ na polskich przedsiębiorców i ludzi pracujących będzie dużo większy. Jeżeli lockdown zakończy się w kwietniu, to być może obronimy się przed większymi skutkami i mocną recesją. To jest w tej chwili gdybanie. Rozwój sytuacji zdrowotnej i przygotowanie się do powrotu do pracy będą miały fundamentalne znaczenie. Powinniśmy się skoncentrować na tym, żeby pomóc sobie i naszej służbie zdrowia, żebyśmy jak najszybciej opanowali wzrost zachorowań i sytuację epidemiologiczną. Musimy też być gotowi, że niestety wirus zostanie z nami dłużej niż sobie tego życzymy i np. na jesieni będziemy mieli kolejny wzrost przypadków COVID-19. Kluczowe jest, abyśmy do tego czasu mieli wypracowane procedury, które zabezpieczą nas przed następnym wybuchem epidemii i równocześnie pozwolą uniknąć ponownego lockdownu.

Rządy na całym świecie będą stawać przed diabelską alternatywą. Z jednej strony zdrowie ludzi, z drugiej przez drastyczne ograniczenia prowadzące do kurczenia się gospodarki, co spowoduje skutki dramatyczne dla ludzi. Co wybierać?

To jest sytuacja bezprecedensowa i odpowiedź na nią też jest bezprecedensowa. Należy spowalniać wzrost zachorowań, ale jednocześnie kluczowe jest zwiększanie wydajności służby zdrowia, aby móc powoli powrócić do normalnej pracy. To zamknięcie nie może trwać w nieskończoność.

Wielkie programy rządowe i wlewanie pieniędzy do gospodarki ma sens?

Sens ma pomaganie firmom, aby przetrwały na rynku i utrzymywały zatrudnienie. Nie można dopuścić do sytuacji, w której zniknie znaczna część biznesu i po kryzysie będzie trzeba zaczynać od nowa. Tym bardziej, że nie wiemy, jak długo potrwa epidemia. Trzeba zapewnić społeczeństwu w miarę normalne warunki bytowe. W tej sytuacji rolą rządu jest, aby właśnie takie programy stymulacyjne uruchomić.

W jakiej skali je uruchamiać?

Musimy reagować na rozwój sytuacji, jak wiele przedsiębiorstw i jak długo będzie cierpiało z powodu zamkniętych branż. Rząd powinien pomagać. Tak też się dzieje w innych krajach. W różnym stopniu, bo różnie oceniają sytuację. Myślę, że będziemy widzieli jeszcze wiele różnych odsłon rządowych programów, które będą miały za zadanie zapewnić firmom pomoc i utrzymanie miejsc pracy, gdyż jak już mówiłam, to jest teraz najważniejsze.

Niektórzy ekonomiści twierdzą, że obniżanie stóp procentowych, zasypywanie rynków pieniędzmi sprawdziło się podczas poprzedniego kryzysu finansowego, ale teraz niekoniecznie, bo ludzie boją się wyjść z domu.

Warto się zastanowić, co by było, gdyby nie było żadnych programów stymulacyjnych. Jeśli zamykamy poszczególne sektory gospodarki, to powinniśmy dać coś w zamian. Zadajmy sobie pytanie, co by się działo w Polsce, Europie czy Stanach Zjednoczonych, gdyby takich programów nie było. Jaka byłaby stopa bezrobocia, ile firm by upadło i jak wielkie niepokoje społeczne mogłyby się zacząć? Należy zapewnić firmom warunki do walki z kryzysem. Post factum powstanie pewnie wiele analiz mówiących, które programy i metody były lepsze i zapewne wykorzystamy te doświadczenia w walkach z kolejnymi tego typu kryzysami.

Jak powinny w tej sytuacji zachować się firmy? Ograniczyć koszty i ściąć zatrudnienie, czy zachować jak najwięcej kadr, żeby po kryzysie wykonać gwałtowny skok rozwojowy, przejąć słabszych i wzmocnić swoją pozycję na rynku?

Rozmawiając z przedsiębiorcami z różnych branż, zauważyłam, że ich reakcja na samo poradzenie sobie z pierwszym uderzeniem rozwijającego się problemu jest podobna. Wszyscy starają się myśleć o tym, w jaki sposób ochronić swoich pracowników, aby – gdy kryzys się skończy – ich pozycja na rynku nie była osłabiona względem konkurencji. Jest też faktem, że mamy w tej chwili (w porównaniu do 2008 r.) zupełnie inną sytuację, bo ten kryzys dotknął prawie wszystkie branże. W pewnym momencie zasoby pozwalające na ochronę miejsc pracy się skończą. Przedsiębiorcy bardzo się obawiają, że będą musieli podejmować trudne decyzje. Działanie wszystkich firm w pierwszym momencie kryzysu jest podobne. Obniżają koszty jak mogą, wysyłają pracowników na urlopy, zmieniają ich formy zatrudnienia. Dla dalszego miejsca danej firmy na rynku zasadnicze będzie, w jaki sposób menedżerowie myślą o tym, co będzie po kryzysie. To zadanie jest utrudnione, bo nie wiemy jak długo kryzys będzie jeszcze trwał. Na pewno doprowadzi do jednego – zmieni się rzeczywistość działania przedsiębiorstw, zachowania konsumentów i całych społeczeństw. Trzeba już dzisiaj myśleć jak się w tym odnaleźć i być może pomyśleć nad zmianą modelu operacyjnego firmy. Podejmowane działania zdecydują o tym, czy firma wyjdzie z kryzysu silniejsza, czy słabsza niż konkurencja i czy w ogóle zdoła się utrzymać na rynku.

Czekają nas znacznie większe wyzwania niż po kryzysie sprzed 10 lat? Po bankructwie Lehman Brothers wydawało się, że świat się wali.

Kryzys roku 2008 zaczął się od sektora bankowego. Był to kryzys systemu finansowego, który przeniósł się w mniejszym lub większym stopniu na inne branże. Natura obecnego kryzysu jest zupełnie inna. To kryzys zdrowotny, wręcz humanitarny, dotykający ludzi fizycznie. Rządy próbując spłaszczyć krzywą zachorowań, wprowadzają lockdown, co z kolei powoduje kryzys gospodarczy. Dotyka on tzw. realnej gospodarki, prawie wszystkich branż. Od zakładów fryzjerskich do wielkich koncernów samochodowych. Kryzys ma katastrofalny wpływ m.in. na branżę turystyczną, linie lotnicze, branżę odzieżową, a także cały rynek konsumencki oraz rynki finansowe itd. Ten kryzys dotyka podstawowych potrzeb społecznych. Siedzimy w domu i martwimy się, czy nadal będziemy mieli pracę. Poprzedni kryzys to było „przeziębienie", teraz mamy „rozwijające się zapalenie płuc". W zależności jak szybko sobie z tym poradzimy i jakie skutki będzie miało dla całego organizmu, taki też będzie miało wpływ na światową gospodarkę.

Kryzys minie i wrócimy do z grubsza takiej samej gospodarki, jaką do tej pory mieliśmy?

Nie. Będziemy w innej rzeczywistości. Myślę, że biznes zdaje sobie z tego sprawę. Zmieni się wszystko, np. postawy konsumenckie, które mają wpływ na wiele branż. Będziemy mieli do czynienia z okresem, kiedy konsumenci będą zachowywali się ostrożniej, będą świadomiej decydować, gdzie i jak wydawać pieniądze. Zmienią się też modele działania firm. To, że gospodarki jakoś teraz funkcjonują, jest możliwe wyłącznie dzięki rozwojowi technologii. Gdyby kryzys miał miejsce w 2008 r., to byłoby nam znacznie trudniej funkcjonować w zmienionej rzeczywistości. Przejście z modelu operacyjnego na taki, który w większym stopniu wykorzystuje technologię, analizę danych, prognozy gospodarcze, będzie miało bardzo duże znaczenie.

Pewnie będzie też działalności zdalnej, np. opieki lekarskiej, pracy, czy nauki, bo ludzie się do niej przyzwyczają.

Tak. Część wróci z przyjemnością do pracy w biurze, ale część fantastycznie odnajduje się w pracy zdalnej. Już dzisiaj widzę, że firmy myślą, czy rzeczywiście potrzebują tak dużo miejsca biurowego do swojej działalności. Branża nieruchomości biurowej może mieć w przyszłości niemały problem.

Które kraje najbardziej ucierpią gospodarczo: Chiny, USA, kraje najbiedniejsze? Kto najmniej? I dlaczego?

To tak naprawdę okaże się, gdy epidemia się skończy i będziemy wiedzieć, jak bardzo są poobijane gospodarki poszczególnych krajów. Ze względu na historyczne doświadczenia z SARS, część krajów azjatyckich była lepiej przygotowana do wybuchu tej epidemii i była wstanie powstrzymać masowy przyrost chorych bez zamykania tak wielu branż. Te kraje na krótką metę będą w lepszej sytuacji. Chiny teoretycznie już podnoszą się z kryzysu epidemiologicznego, USA jest na początku tej drogi i tam sytuacja wygląda dramatycznie, podobnie jak w niektórych krajach UE. Wynalezienie szczepionki będzie miało ogromne znaczenie. Kraj, który pierwszy opracuje skuteczną szczepionkę i zaszczepi swoich obywateli zyska ogromną przewagę.

Dojdzie do zatrzymania globalizacji?

Będziemy mieli do czynienia z większą dywersyfikacją tego skąd i jakie produkty wybieramy w naszych globalnych łańcuchach dostaw. Zakłócenia w światowym łańcuchu dostaw, takie jak np. pandemia, będą brane pod uwagę w procesach decyzyjnych w większym stopniu. Nie oczekuję, żebyśmy mieli do czynienia z natychmiastową i fundamentalną zmianą. W codziennych decyzjach dla każdego przedsiębiorcy odgrywają rolą czynniki ekonomiczne. Zastąpienie dużo tańszych surowców i półproduktów z Chin przez droższe powoduje obniżoną rentowność. Myślę, że nastąpi pewna zmiana, ale nie będzie ona całkowita.

To może być szansa dla Polski? Możemy stać się „fabryką Europy"? Jakie warunki musielibyśmy spełnić?

Nie postrzegam tego jako wielkiej szansy. Obecny podział etapów produkcji w międzynarodowym łańcuchu pozwala na tańsze i efektywniejsze wytwarzanie określonych towarów. Z tego korzystają także polscy przedsiębiorcy, nabywając tańsze komponenty, np. z Chin, które następnie wykorzystują w swoim procesie produkcyjnym. Jeżeli w wyniku epidemii powstaną pewne bariery, zaburzające ten podział pracy, to będzie oznaczało obniżenie efektywności całego procesu produkcji. A jeśli ktoś twierdzi, że zmieni się nie tylko struktura, lecz także i nasz udział w produkcji światowej kosztem Chin, to warto pamiętać o skali przedsięwzięć realizowanych w Państwie Środka i ich przewadze kosztowej. Zdamy sobie wtedy sprawę, że trudno jest zbudować dla nich dobrą alternatywę. Dodatkowo pamiętajmy o strukturalnych ograniczeniach, z jakimi już zmagamy się po stronie podaży pracy, a które będą wzmacniane przez niekorzystne tendencje demograficzne w naszym kraju. Problem niedoboru pracowników do nas powróci, gdy tylko gospodarka ponownie wejdzie w fazę ożywienia.

Do tej pory wlekliśmy się w europejskim ogonie cyfryzacji. Czy obecny kryzys uświadomi wszystkim, że potrzebna jest w tym zakresie rewolucja? Jak powinniśmy ją przeprowadzić?

Ten kryzys ewidentnie pokazał, że szeroko rozumiana automatyzacja różnych procesów ma głęboki sens. I jeżeli ktoś się jeszcze wahał, czy podążać w tym kierunku, to z pewnością porzucił już te wątpliwości. EY przeprowadził globalne badanie, w którym wzięło udział ponad 2600 menedżerów wyższego szczebla z 46 krajów. Dla 36% z nich priorytetem będzie teraz intensywna automatyzacja, a 41% zamierza zmienić swoje podejście. Podobne proporcje dotyczą cyfryzacji biznesu. Na naszym rynku jest podobnie, chociaż ten proces zachodził wolniej niż w innych krajach. Powodem był dostęp do stosunkowo taniej siły roboczej, co zniechęcało przedsiębiorców do inwestycji w automatyzację. To się zmieniło w ostatnich latach – rosnące koszty pracy i brak pracowników wymuszały automatyzację produkcji. U części firm ten proces teraz przyspieszy, aby zminimalizować ryzyko zatrzymania firmy przez brak pracowników.

—notował Grzegorz Balawender

CV

Iwona Kozera jest partnerem zarządzającym EY. Od ponad 25 lat zajmuje się doradztwem biznesowym. Zarządza działem doradztwa biznesowego EY Polska oraz kieruje usługami doradztwa transakcyjnego. Jest również partnerem zarządzającym działem doradztwa biznesowego w regionie centralnej, wschodniej oraz południowo-wschodniej Europy i centralnej Azji. Realizowała także projekty w zakresie doradztwa regulacyjnego i zarządzania ryzykiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA