fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: tarcze są szczelne i przejrzyste

Paweł Borys
materiały prasowe
Nadużycia w tarczy finansowej się zdarzają, ale uważam, że ich skala poniżej 1 proc. nie jest duża – mówi Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Czy PFR rozdaje pieniądze z tarczy finansowej na prawo i lewo bez żadnej kontroli?

Oczywiście że nie. Jeszcze przed uruchomieniem programu wiosną zeszłego roku, pomimo że mieliśmy ekstremalnie mało czasu, zbudowaliśmy system rozpatrywania wniosków o subwencje, który był połączony z Krajową Administracją Skarbową, ZUS, KIR, bankami, a teraz też KRS. Przed wydaniem każdej decyzji o wypłacie subwencji byliśmy w stanie zweryfikować, czy dana firma nie zalega z płatnością podatków i składek, czy rzeczywiście odnotowała spadek przychodów, czy jest uczciwym płatnikiem podatków, czy zatrudnia pracowników itp. Dodatkowo, ponieważ system składania wniosków i wypłat był oparty na bankach, to były też wykorzystywane bankowe procedury przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy. Zrobiliśmy więc wszystko, by zminimalizować ryzyko nadużyć.

To jak to się stało, że subwencja w wysokości 200 tys. zł trafiła do sutenera?

O ile mi wiadomo, to ta firma oficjalnie miała zarejestrowaną działalność hotelarską. Trzeba tu dodać, że w ramach procedury weryfikacyjnej firmy miały obowiązek składania oświadczenia pod odpowiedzialnością karną, czy nie prowadzą działalności wątpliwej etycznie. W omawianym przypadku mamy więc do czynienia ze świadomym wprowadzeniem w błąd.

Pod przykrywką hotelu prowadzona była nielegalna działalność. To mogły już ustalić tylko organy ścigania, co miało miejsce, i przestępcy zostali ujęci przez CBŚP.

Jako PFR nie mamy takich narzędzi. Skutecznością w tym przypadku wykazały się organy ścigania.

Czyli proces wypłaty pomocy z tarczy finansowej był w pełni zautomatyzowany, ale zawierał mechanizmy kontroli?

Tam jest cała masa mechanizmów, o których już wspominałem. Żaden wniosek, żaden przedsiębiorca nie otrzymał finansowania, jeżeli nie przeszedł pozytywnej weryfikacji w urzędach skarbowych, w ZUS oraz w banku. Do tego jeszcze wiosną, przed uruchomieniem tarczy finansowej, poprosiliśmy o tarczę antykorupcyjną.

Od samego początku bardzo blisko współpracujemy CBA, ABW, KAS i organami ścigania. Następczo zidentyfikowaliśmy też firmy, gdzie występuje ryzyko nadużycia. Nie ma ich dużo. Łącznie poniżej 1 proc. na 370 tys. podmiotów, które otrzymały subwencje.

W toku tych postępowań w związku z ryzykiem nadużycia odmówiliśmy wypłaty 700 subwencji, a przypadku 1000 firm zwróciliśmy się o zwrot. Podejrzenie nieprawidłowości zgłaszamy służbom, KAS lub organom ścigania. Być może nawet ta akcja CBŚP – wykrycia wyłudzenia pomocy przez sutenera – była efektem właśnie tarczy antykorupcyjnej.

To pokazuje, że mechanizmy ochronne działają, a nie odwrotnie.

Jakiego typu oszustwa i nadużycia są wykrywane?

Chciałem podkreślić, że w 99 proc. otrzymujący pomoc to są uczciwi przedsiębiorcy, którzy naprawdę jej potrzebowali. Jeśli mowa o oszustwach czy nadużyciach, to zdarzały się przypadki fikcyjnych firm, które służyły nieuczciwym celom. Zdarzało się, że niektórzy próbowali antydatować dane dotyczące liczby pracowników poprzez złożenie korekty zatrudnienia w ZUS. Wszystkie tego typu nieprawidłowości kontrolujemy. Zdarzały się kantory, które zawyżyły przychód, choć po wezwaniu do zwrotu subwencji podmioty te zwróciły pieniądze. Mamy kilkuset komorników, którzy złożyli oświadczenie, że są przedsiębiorcami, a nie są przedsiębiorcami, bo mają inny status. Są też przestępcy, którzy pod przykrywką legalnej działalności prowadzą działalność przestępczą, czym zajmują się odpowiednie służby. I było też trochę sytuacji, że przedsiębiorcy świadomie lub mniej świadomie składali nieprawidłowe oświadczenia. Po zidentyfikowaniu tego typu nieprawidłowości w większość przypadków nastąpił zwrot subwencji.

W tej chwili identyfikujemy ok. 3,5 tys. takich firm z błędnym oświadczeniem.

Nie zawsze jest to wyłudzenie, niemniej we wszystkich tych przypadkach prowadzimy kontrole.

Były takie przypadki, że ktoś kupował restaurację czy hotel nie po to, by kontynuować działalność, ale po to, by dostać subwencję? Czy to jest jakaś forma nadużycia?

Trudno to ocenić, będziemy się przyglądać takim sytuacjom. Niemniej uważam, że tarcza finansowa PFR jest jednym z najbardziej szczelnych programów wsparcia w Europie. Przykładowo w Niemczech skala nadużyć sięgała 20 proc. Tam popełniono np. taki błąd, że o pomoc mogły ubiegać się świeżo zarejestrowane podmioty. My zaś przy pierwszej tarczy wymagaliśmy jednak, by firmy prowadziły działalność i zatrudniały pracowników co najmniej na koniec 2019 r. Ciężko było przestępcom ominąć ten wymóg. Do tego dana firma nie mogła nawet zalegać z żadnymi składkami i podatkami ani być zaangażowana w przestępstwa skarbowe, np. VAT-owskie. Przed tarczą 2.0 stworzyliśmy też tzw. czarną listę podmiotów – gdzie zachodzi ryzyko nadużycia – które nie otrzymały subwencji. Wówczas byliśmy raczej atakowani, że za ostro kontrolujemy.

Czy tworząc tarczę w zeszłym roku, kalkulowaliście ryzyko, że pewien odsetek wyłudzeń jednak będzie?

Cała tarcza, zgodnie z decyzją rządu, bazuje na oświadczeniach składanych pod odpowiedzialnością karną. Dzięki temu byliśmy w stanie wypłacać pomoc w ciągu 48 godzin od złożenia wniosku, ale też trzeba mieć świadomość, że głębsze kontrole będę następowały ex post, po wypłacie subwencji. I że nie uda się wszystkiego sprawdzić ex ante. Jednak dzięki temu, że cały system był zintegrowany z KAS i ZUS, ryzyko nadużyć było bardzo mocno zminimalizowane. Skala nadużyć na poziomie poniżej 1 proc. jest podobna do np. skali wyłudzeń kredytów w bankach. Przestępcy zawsze istnieją, szukają okazji do oszustw, ale nie można było przez to wykluczać z pomocy, zwłaszcza że musiała ona tak szybko dotrzeć do uczciwych firm.

Może można było zorganizować tarczę finansową na takich samych zasadach, jak inne instrumenty pomocowe, czyli składania wniosków, zaświadczeń, podejmowania decyzji przez urzędników... choć zajmowało to mnóstwo czasu.

Sytuacja wiosną była podbramkowa, groziły nam masowa upadłość firm i skokowy wzrost bezrobocia. Działaliśmy pod bardzo dużą presją czasową, ale jestem przekonany, że nie mogliśmy zrobić dużo więcej, by zabezpieczyć te środki przed ryzykiem nadużyć. Uważam, że stworzyliśmy sprawny, efektywny system. Jeżeli ktoś formalnie prowadzi hotel, a pod tą przykrywką nielegalną działalność, to nie jest tego w stanie zweryfikować ani ZUS, ani KAS. To rola organów ścigania.

Nadchodzi okres rozliczania tarcz i umorzeń. Czy tutaj też są przewidywane mechanizmy weryfikacji, czy pomoc została dobrze wykorzystana, czy umorzenie się należy?

Po pierwsze, nie dokonamy umorzenia firmie, jeżeli jest na takiej liście zidentyfikowanego ryzyka nadużyć, i nie przeprowadzimy pełniej kontroli. Po drugie, głównym warunkiem umorzenia jest utrzymanie poziomu zatrudnienia, więc będziemy weryfikować w ZUS dane na ten temat. Przed decyzją o umorzeniu będziemy więc kontrolowali ryzyko nadużyć, sprawdzali precyzyjnie, czy warunki zostały spełnione.

W materiale w Wiadomościach TVP jest mowa o odpowiedzialności urzędniczej za te nadużycia w korzystaniu z tarczy finansowej. Poczuwa się pan do odpowiedzialności?

Z programu skorzystała połowa firm w Polsce, dzięki czemu udało się ochronić 3,5 mln miejsc pracy. To był bardzo silny czynnik, który stabilizuje zatrudnienie i powoduje, że mamy najniższe bezrobocie w UE. Z należytą starannością wdrożyliśmy wspólnie z KAS, ZUS i służbami procedury zapobiegania nadużyciom. Przez organizacje pracodawców i pracowników tarcza jest oceniana pozytywnie, jako profesjonalnie zrealizowany program, który zadziałał sprawnie, i dołożyliśmy wszelkich starań, żeby to się odbywało na uczciwych i przejrzystych zasadach.

Ostatnie pytanie, czy materiał w TVP odbiera pan jako personalny atak na siebie?

Nie chcę się do tego odnosić. Mogę tylko zapewnić, że jako PFR wdrożyliśmy właściwe procedury kontrolne.

Cały czas mamy poważną sytuację związaną z pandemią i koncentruję się na działaniach antykryzysowych. Zależy mi, aby firmy i pracownicy przeszli przez kryzys wywołany pandemią możliwie bezpiecznie.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju od początku powstania Funduszu w 2016 r. Pełni też funkcję przewodniczącego rady nadzorczej BGK. Wcześniej (w latach 2010–2016) był m.in. był dyrektorem zarządzającym w PKO BP, pracował w wielu instytucjach finansowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA