fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynajem

W stolicy najmniej metrów dla najemcy

Fotorzepa
Czynszowa drożyzna to kłopot dla mieszkańców Warszawy.

O sytuacji na rynku najmu mieszkań mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl:

W polskich metropoliach można odczuć problem związany z relatywnie wysokimi czynszami za mieszkania. Wynika to m.in. z małej podaży prywatnych lokali na wynajem, niewydolnego systemu eksmisji oraz napływu studentów i młodych pracowników. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że problem wysokich czynszów nie wszędzie jest tak samo widoczny.

Czynszowa drożyzna stanowi największy kłopot dla mieszkańców Warszawy. Informacje na temat kosztów najmu mieszkań zawsze są obarczone pewną dozą niedokładności. Mamy bowiem do czynienia z bardzo rozproszonym rynkiem. Dodatkowo spora część umów najmu jest zawierana w szarej strefie (tzn. bez odprowadzania podatku dochodowego). Mimo wymienionych problemów informacje NBP dotyczące średnich czynszów w metropoliach wydają się dość wiarygodne.

Narodowy Bank Polski co pewien czas aktualizuje dane dotyczące przeciętnych kosztów wynajęcia 1 mkw. mieszkania w największych miastach kraju. NBP prezentuje takie uśrednione (ofertowe i transakcyjne) czynsze z Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia, Poznania i Gdańska. Wspomniane stawki pod koniec 2016 roku wynosiły:

Warszawa - 52,5 zł za mkw.

Kraków - 36,0 zł za mkw.

Łódź - 26,7 zł za mkw.

Wrocław - 37,2 zł za mkw.

Poznań - 33,0 zł za mkw.

Gdańsk - 37,5 zł za mkw.

W stosunku do początku analizowanego okresu (czwarty kwartał 2006 r.), największy wzrost przeciętnego czynszu odnotowano w Poznaniu (48 proc. nominalnie, 21 proc. po wliczeniu inflacji). Mimo tego stolica Wielkopolski wcale nie jest droga w porównaniu z Gdańskiem, Krakowem i Wrocławiem, nie wspominając już o Warszawie. Analogiczne zmiany czynszów (czwarty kwartał. 2006 r. - czwarty kwartał 2016 r.) w pozostałych metropoliach wyniosły:

30 proc. nominalnie, 6 proc. po wliczeniu inflacji - Warszawa

38 proc. nominalnie, 13 proc. po wliczeniu inflacji - Kraków

38 proc. nominalnie, 13 proc. po wliczeniu inflacji - Łódź

25 proc. nominalnie, 2 proc. po wliczeniu inflacji - Wrocław

14 proc. nominalnie, -7 proc. po wliczeniu inflacji - Gdańsk

W każdej metropolii od pewnego czasu można zauważyć wzrostowy trend czynszów. Taki trend najpóźniej zaczął się w Krakowie, Gdańsku oraz Poznaniu (przełom 2014 r. i 2015 r.). Stawki najmu w Warszawie i we Wrocławiu zaczęły rosnąć ok. półtora roku wcześniej. Ciekawa wygląda sytuacja w Łodzi. W tym mieście wzrostowy trend kosztów najmu jest widoczny już od połowy 2012 r.

Zmiany dotyczące każdego z miast mają własną lokalną specyfikę i wiążą się m.in. z saldem migracji oraz sytuacją na rynku pracy. Warto pamiętać o jeszcze jednej zależności. Średnie czynsze zwykle rosną razem z rynkowymi cenami mieszkań (m.in. dlatego, że wynajem dla alternatywą dla kupna lokum). Takie zjawisko było dobrze widoczne w Warszawie pomiędzy czwartym kwartałem 2006 roku a czwartym kwartałem 2008 roku.

W ostatnich latach oprócz czynszów rosły również pensje w największych miastach. Wspomniany proces można obserwować na podstawie zmian przeciętnego wynagrodzenia netto w sektorze przedsiębiorstw. Ten miernik z pewnością nie jest idealny, ale dobrze pokazuje relacje płacowe pomiędzy miastami.

Połowę przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (po odliczeniu składek ZUS/NFZ i podatku PIT) można podzielić przez średni miesięczny czynsz za 1 mkw. W ten sposób otrzymujemy teoretyczny metraż możliwy do wynajęcia za połowę przeciętnego wynagrodzenia.

Pozostała połowa pensji pokrywa umowne koszty utrzymania lokatora niezwiązane z mieszkaniem. W przypadku Warszawy 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia z sektora przedsiębiorstw pod koniec 2016 r. wystarczało do wynajęcia tylko 38 mkw. Lepsze wyniki odnotowano w Krakowie (46 mkw.), Łodzi (55 mkw.), Wrocławiu (44 mkw.), Poznaniu (53 mkw.) oraz w Gdańsku (51 mkw.).

Informacje z dłuższego okresu (czwarty kwartał 2009 r. - czwarty kwartał 2016 r.) wskazują, że niewielka dostępność wynajmu w Warszawie wcale nie jest nowym zjawiskiem. Stolica już tradycyjnie cechuje się gorszą relacją między zarobkami a kosztami wynajmu mieszkań niż wszystkie pozostałe metropolie. Gdyby opisywany problem udało się rozwiązać, to napływ młodych pracowników do Warszawy mógłby być znacznie większy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA