fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe

Wybory samorządowe: Karta zamiast książeczki. By nie było jak w 2014

W poprzednich wyborach samorządowych wygląd kart mógł mieć wpływ na wyniki i dużą liczbę głosów nieważnych.
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Jednostronna karta ma spowodować, że nie powtórzy się skandal z elekcji w 2014 roku.

W związku ze środowym losowaniem numerów list wyborczych komitetów o zasięgu ogólnopolskim przypominamy tekst z sierpnia.

– W wyborach samorządowych w 2018 r. wyborcy będą głosować za pomocą karty w formie książeczki – informował w marcu przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Wojciech Hermeliński. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że ta deklaracja nie jest już aktualna. Krajowe Biuro Wyborcze, które podlega PKW, prowadzi intensywne analizy dotyczące wprowadzenia jednostronnie zadrukowanej karty, zwanej potocznie płachtą.

Szefowa KBW Magdalena Pietrzak niczego nie przesądza. – Ostateczne decyzje nie zapadły – mówi. Potwierdza jednak, że prace trwają. – Pojedyncza karta byłaby rozwiązaniem bezpieczniejszym dla wyborców – mówi.

A wybór karty wcale nie jest decyzją techniczną. Wskazują na to doświadczenia z 2014 r.

Tamte wybory samorządowe skończyły się skandalem. Ze względu na awarię systemu informatycznego komisja podała wyniki niemal po tygodniu. Wtedy okazało się, że w wyborach do sejmików padło 18 proc. głosów nieważnych, a PSL zdobyło dużo lepszy wynik, niż wskazywały sondaże.

Powód? Zdaniem Fundacji Batorego winna była właśnie karta do głosowania w formie książeczki, na której pierwszej stronie wskutek losowania znalazły się listy PSL. We współpracy z Naczelną Dyrekcją Archiwów Państwowych eksperci fundacji uzyskali dostęp do oryginałów kart i wykazali, że wyborcy traktowali pojedyncze strony jak odrębne karty.

Skąd się w ogóle wzięła książeczka wyborcza? Była skutkiem nowelizacji kodeksu wyborczego z 2014 r., która wprowadziła konieczność wyposażenia lokali w nakładki do głosowania dla osób niewidomych. W efekcie karty zbroszurowano, by uniknąć zbyt dużych nakładek.

Po wpadce z 2014 r. posłowie znów znowelizowali kodeks, jednak z nakładek brajlowskich nie zrezygnowali. Uznali, że problemów w przyszłości pomoże uniknąć zmiana wyglądu książeczki, która miała obowiązkowo rozpoczynać się od strony tytułowej i spisu treści. Fundacji Batorego to nie przekonało. Zaczęła intensywną kampanię popularyzującą „płachtę".

– Taka karta jest tańsza i prostsza do przygotowania, jednak przede wszystkim lepsza dla wyborcy. Widzi on cały zakres wyboru, przez co głosowanie staje się prostsze, a komitety mają podobne szanse – wylicza Joanna Załuska z Fundacji Batorego. – Takie rozwiązanie ułatwia też liczenie głosów przez członków komisji, którzy nie muszą wertować całej książeczki, by sprawdzić, czy głos jest na pewno ważny – dodaje.

Fundacja Batorego wywodziła, że kartę płachtę w rozsądnym rozmiarze dałoby się zastosować w 95,6 proc. okręgów. PKW to nie przekonało. Przeprowadziła własne konsultacje, z których wynikało, że płachta musiałaby mieć karykaturalne rozmiary. To dlatego w marcu szef PKW przekonywał, że jedynym wyborem jest książeczka.

Skąd zmiana zdania PKW? Kluczowa okazała się nowelizacja kodeksu wyborczego przyjęta w styczniu przez Sejm. Jeden z jej przepisów znacznie ograniczył liczbę kandydatów, którą mogą wystawić komitety w okręgach. – Zdecydowaliśmy się na ten krok, bo kandydatów było po prostu za dużo. Utrudniało to start małych komitetów, a od wyborcy wymagało zapoznanie się z setkami nazwisk. Jeśli okaże się, że dzięki tej zmianie nazwiska zmieszczą się na pojedynczej karcie, będzie to dodatkowa wartość – mówi poseł PiS Marcin Horała.

Zdaniem Fundacji Batorego rezygnacja z książeczki nie oznacza jednak, że jesienne wybory muszą przebiec bez zakłóceń. – Wątpliwości budzi wprowadzona w styczniu nowa definicja krzyżyka. Kolejny znak zapytania tworzy sposób przekazywania urny między komisjami oraz zmiana polegająca na tym, że protokół tworzy się ręcznie, a dopiero potem wprowadza do systemu – wylicza Joanna Załuska.

– Proces liczenia głosów może przebiegać wolniej, bo taka jest konsekwencja rozwiązań mających na celu większą przejrzystość i kontrolę społeczną nad wyborami – mówi poseł Horała. – Możliwości znaczących opóźnień jednak nie widzę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA