fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Zuzanna Dąbrowska: Sondaże wpłynęły na frekwencję

Fotorzepa/Robert Gardziński
Sondaże stały się przed II turą instrumentem prowadzenia kampanii. Nawet wyniki exit poll posłużyły prezydentowi do ogłoszenia zwycięstwa.

Od ogłoszenia wyników I tury najważniejsze stały się rezultaty pierwszych sondaży i pytanie, czy Rafał Trzaskowski zgromadzi głosy ludzi, którzy wybrali innych kandydatów, szczególnie tych z największą pulą poparcia: Szymona Hołowni i Krzysztofa Bosaka.

Pojawiło się też pytanie, czy kandydatom uda się pozyskać nowych wyborców, takich, którzy w I turze nie głosowali – bo nie mogli, nie chcieli, nie czuli się zmobilizowani. Jak analizował w „Rzeczpospolitej” Marcin Duma, szef IBRiS, o ile tuż po głosowaniu wśród „drugoturowców” prym wiedli zwolennicy urzędującego prezydenta, o tyle po tygodniu poparcie w tej grupie się wyrównało, a pod koniec dwutygodniowych zmagań przeważać zaczęli wyborcy chcący głosować na Trzaskowskiego. I chociaż zmieniał się skład poszczególnych grup chcących głosować, to jedno pozostawało niezmienne: sondaże pokazywały wyrównane szanse. I w tym punkcie okazały się bezbłędne, przygotowując opinię publiczną na wyniki exit poll, które nie wskazały jednoznacznie zwycięzcy.

W mediach społecznościowych przy każdej odsłonie nowych wyników zwolennicy jednego lub drugiego kandydata ruszali do mobilizowania znajomych i nieznajomych wyborców. Na próżno eksperci tłumaczyli, że jeden czy półtora punktu procentowego nie pozwala mówić o czyjejkolwiek przewadze, bo mieści się w granicach błędu. Internauci spragnieni byli rozstrzygnięcia, a media odpowiadały na to zapotrzebowanie, publikując kilkadziesiąt sondaży w ciągu 14 dni walki wyborczej.

Ich wskazania były ważne także dla sztabów wyborczych. Szczególnie jeśli towarzyszyły im wskazania dotyczące przepływu elektoratów. Kogo wybrali wyborcy Hołowni? On sam nie pozostawił niedopowiedzeń: zapowiedział, że zagłosuje na Trzaskowskiego, choć dodał: „Ja swojego kandydata w tych wyborach nie mam”. Głosował więc przeciw Andrzejowi Dudzie, a ta logika została zaakceptowana przez zdecydowaną większość jego wyborców. Prawdziwą zagadką pozostawali za to wyborcy Konfederacji, do których umizgiwali się obaj kandydaci. W końcu stało się jasne, że w II turze podział światopoglądowy na narodowców, korwinowców i zbuntowanych stał się w Konfederacji dojmujący jak nigdy przedtem.

Problemy pojawiły się też w elektoracie Lewicy: część bardziej radykalna nie dała się uwieść kandydatowi Koalicji Obywatelskiej, m.in właśnie ze względu na jego gesty wobec radykalnej prawicy i mało prospołeczne nastawienie w sprawach ekonomicznych.

A czy ten sondażowy kalejdoskop był w ogóle do czegoś wyborcom potrzebny? Na pewno podtrzymywał zainteresowanie głosowaniem. I może właśnie dzięki badaniom mamy w wyborach tak wysoką frekwencję.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA