fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Sondaż: 51 proc. wyborców za wspólną listą opozycji do Senatu

Posiedzenie Senatu
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Rozmowy opozycji o wspólnych listach ciągną się od wyborów do PE. Według badań politycy powinni się porozumieć chociaż w sprawie Senatu.

Ponad połowa badanych przez IBRiS (51 proc.) na zlecenie „Rzeczpospolitej" uważa, że „partie opozycyjne powinny wystawić wspólnych kandydatów na senatorów przeciw kandydatom Zjednoczonej Prawicy".

Senatorów wybieramy w 100 jednomandatowych okręgach. Chodzi o to, by partie opozycyjne niepotrzebnie nie konkurowały. Dziś Senat jest zdominowany przez PiS, które ma 62 senatorów, co znacznie ułatwia przeprowadzanie przez Izbę Wyższą wszystkich projektów legislacyjnych PiS.

Za wspólnym startem do Senatu opowiadają się w większości kobiety (52 proc.). Widać też silną korelację z miejscem zamieszkania: 81 proc. mieszkańców metropolii powyżej 500 tys. mieszkańców chciałoby wspólnych kandydatów opozycji. W kwestii poglądów politycznych – tym większe poparcie dla tego pomysłu, im chętniej badani deklarują światopogląd lewicowy.

Gdyby opozycja zdecydowała się walczyć o Senat i wystawiła dobrych kandydatów mogłaby skutecznie utrudnić rządzenie partii Jarosława Kaczyńskiego. Jest jednak kilka przeszkód, by taki scenariusz zrealizować. Jeśli prawdą jest domniemanie o tym, że ludowcy liczą się z perspektywą koalicji po wyborach nie tylko z PO, ale i z PiS, to wspólny opozycyjny kandydat do Senatu jest tylko obciążeniem. A z wypowiedzi prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza jednoznacznie wynika, że tą formą współpracy liderzy ludowców nie są zainteresowani. Co innego wyborcy – wśród osób, które dziś deklarują chęć głosowania na PSL, 83 procent opowiada się za wspólną listą do Senatu. W tej sytuacji możliwa jest chyba tylko współpraca na zasadzie „cichych wspólników", czyli nie wystawianie przeciw sobie konkurentów w okręgach.

Problematyczne byłoby też wystawianie swoich kandydatów przez mniejsze partie lewicowe jako propozycji dla np. wyborców PO.

W większościowych okręgach senackich musi startować osoba nie tylko znana, która zbierze co najmniej kilkadziesiąt tysięcy głosów, ale także taka, która nie budzi kontrowersji dla wyborców wszystkich popierających taką kandydaturę partii politycznych. A to właściwie wyklucza wielu obecnych polityków.

Trzeba by szukać takich postaci, jak np. wybitni twórcy takiego kalibru jak ci, którzy weszli do pierwszej Izby Wyższej po wyborach 1989 roku – m.in. Gustaw Holoubek czy Andrzej Szczepkowski. Ale czy partie polityczne chciałyby być dziś zdane na polityczny instynkt artystów, nawet najwybitniejszych?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA