fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Putin prowokuje atomem

Prezydent Rosji i minister obrony Siergiej Szojgu
PAP/EPA
Prezydent wyraził nadzieję, że nie będzie musiał używać broni atomowej przeciw islamistom w Syrii.

„Naturalnie w walce z terrorystami nic takiego nie jest potrzebne i mam nadzieję, że nigdy nie będzie konieczne" – powiedział podczas spotkania z ministrem obrony Siergiejem Szojgu. Ponieważ rosyjski przywódca nie wykluczył możliwości użycia takiej broni, jego niezbyt jasna wypowiedź natychmiast wywołała falę domysłów i komentarzy.

„Rosyjscy przywódcy rozpatrują możliwość wykonania atomowego uderzenia na Bliskim Wschodzie. Na razie uznali, że nie ma takiej konieczności, ale nie jest to wykluczone" – stwierdził jeden z rosyjskich analityków.

– Tak naprawdę to był sygnał wysłany Zachodowi, że po prostu mamy broń, w którą możemy wyposażyć naszą armię – powiedział „Rz" moskiewski ekspert wojskowy Igor Korotczenko.

Putin rozmawiał z Szojgu o ostrzeliwaniu pozycji islamistów w Syrii rakietami Kalibr i Ch-101 z okrętu podwodnego „Rostów" pływającego we wschodniej części Morza Śródziemnego. Te pierwsze pociski mogą przenosić również głowice jądrowe niewielkiej mocy – do 100 kiloton.

– Wiadomość dla Zachodu jest mniej więcej taka: przy określonych warunkach możemy szybko zwiększyć liczbę nosicieli broni atomowej, używając nowego typu rakiet i nie naruszając przy tym istniejących umów międzynarodowych (ograniczających jej posiadanie) – tłumaczył Korotczenko. Nowy rodzaj pocisków Kalibr nie jest bowiem zaliczany do broni strategicznej, która podlega ścisłym traktatowym ograniczeniom.

W zeszłym miesiącu prezydent Putin zapowiadał, że Rosja będzie tworzyła broń ofensywną zdolną przełamać dowolną obronę przeciwrakietową. Rosyjski przywódca nie ukrywał, że ma na myśli amerykańską obronę, gdyż „USA i ich sojusznicy chcą zneutralizować atomowy potencjał Rosji".

Jednakże część ekspertów powątpiewa, by pokaz możliwości rakiet Kalibr i obecne słowa Putina były skierowane właśnie do Waszyngtonu. Przede wszystkim dlatego, że rakiety można wyposażyć w niezbyt duże głowice atomowe. To nie jest broń do straszenia supermocarstw.

Zgodnie jednak ze swą doktryną militarną Rosja może użyć pierwsza broni jądrowej – przede wszystkim taktycznej, czyli o niezbyt dużej mocy i zasięgu. – Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Moskwa zdecydowałaby się na atak (ładunkami niewielkiej mocy), ale najpierw musiałaby zacząć się wojna, w której Rosjanie nie radziliby sobie bronią konwencjonalną. Jednak wtedy Rosja otworzyłaby puszkę Pandory, bo przeciw niej również użyto by takiej broni – sądzi ukraiński ekspert wojskowy Aleksij Arestowycz.

– Ponieważ prezydent wyraził nadzieję, że nie użyjemy broni atomowej przeciw terrorystom, od razu należy zapytać: w takim razie przeciw komu? U nas bardzo duże zaniepokojenie wywołała informacja waszego Ministerstwa Obrony, że Polska chce posiadać broń jądrową. Po co wam to, przecież od razu zostaniecie wpisani na listę celów – zastanawia się Korotczenko.

Według niego samo dopuszczenie do programu Nuclear Sharing powoduje, że nasz kraj zostanie zaliczony do posiadających broń atomową. – W określonej sytuacji możecie dostać tę broń, np. z baz w Niemczech – nie musi przecież być składowana na waszym terytorium. Wtedy wasze lotnictwo stanie się samodzielnym jej dysponentem. W momencie załadowania do samolotu następuje automatyczne zdjęcie kodów blokujących ładunek i ani prezydent USA, ani Rosji nie będą już mieli możliwości zablokowania go. Tylko wasz lotnik będzie decydował, gdzie i kiedy jej użyć. Dlatego ta wiadomość wywołała u nas tak negatywną reakcję – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA