Wenecja 2016

Wenecja 2015: Film Kuby Czekaja w Biennale College Cinema

Kadr z filmu "Baby Bum". Na zdjęciu Kacper Olszewski (fot. Łukasz Bąk)
materiały prasowe
— To bardzo współczesny program — zażartowała Savina Neirotti, szefowa weneckiego Biennale College Cinema, podczas panelu poświęconemu swoim warsztatom. — Dzisiaj młodzi ludzie mają trochę czasu, ale brakuje im pieniędzy. Albo dostaną trochę pieniędzy, ale gonią ich potwornie terminy. U nas mieli mało czasu i mało pieniędzy.

Biennale College Cinema działa od trzech lat. Wielkie festiwale coraz częściej wspierają produkcję. Robią to już Berlin i Cannes, Wenecja nie mogła zostać w tyle.

Z nadchodzących z całego świata zgłoszeń selekcjonerzy Biennale College Cinema wybierają 12 projektów. Ich twórcy podczas festiwalu uczestniczą w czymś w rodzaju warsztatów filmowych.

Po rozmowach z kandydatami i pracą z ekipami, szefowie programu wybierają trzy projekty. Każdy z nich dostaje dotację w wysokości 150 tysięcy Euro, a młodzi filmowcy zobowiązani są do napisania pełnego scenariusza i zrobienia filmu w ciągu niespełna roku. Bo premiera musi odbyć się podczas kolejnego festiwalu weneckiego.

W tym roku powstały w ten sposób trzy filmy: „The Fits" Anny Rose Holmer, „Blanka" Kohki Hasei i „Baby Bump" Kuby Czekaja. Bohaterami wszystkich tych opowieści są bardzo młodzi ludzie. W „The Fits" dziewczyna z Cincinnati wchodząc w dorosłość musi dokonać podstawowych wyborów życiowych. W „Blance" samotna jedenastolatka z Manili marzy o tym, by zarobić trochę pieniędzy i „kupić" sobie mamę. W polskim „Baby Bump" jej rówieśnik próbuje poradzić sobie z dorastaniem – ze zmieniającym się własnym ciałem, z ułożeniem kontaktów z matką.

„Baby Bump" to film-eksperyment. Poszukiwanie nowego języka kina, gejzer energii i wyobraźni. Wszystko jest tu jak wycięte z komiksu, kolorowe, kiczowate, dynamiczne. A jednocześnie niepokojące. Nic zresztą dziwnego. Rzeczywistość jest tu przecież przefiltrowana przez fantazję dziecka, jego lęki i marzenia. Jego bolesne zderzenia ze światem. A kto powiedział, że dzieciństwo, nawet tzw. „szczęśliwe dzieciństwo" nie jest na swój sposób traumatyczne i bolesne?

Czekaj śmiało wprowadza animację, a bohaterowie mówią tu w dwóch językach – po polsku i po angielsku, co podkreśla jeszcze uniwersalny, niehermetycznie polski charakter filmu. Już krótkie filmy tego reżysera, z przejmującym „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać" na czele, zapowiadały ciekawą osobowość twórczą. Teraz 31-letni Kuba Czekaj kończy swój kolejny film, nad którym pracuje od kilku lat. „Król olch" powstaje na motywach ballady Goethego – swoistego dialogu ojca z synem - i jest opowieścią o wchodzeniu w życie czternastolatka. Ma być gotowy wiosną przyszłego roku. Jest pewna szansa, że też trafi do Wenecji. Wielkie festiwale lubią „wychowywać" i dowartościowywać „swoich" reżyserów.

Barbara Hollender z Wenecji

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL