fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Przewlekłość procesowa: na wyrok znów czekamy dłużej

123RF
Polskie sądy orzekają najwolniej od kilku lat. Władze zapewniają, że będzie lepiej, gdy pojawią się nowi sędziowie. Być może już po wakacjach.

Polskie sądy znów zwolniły i pracują najwolniej od wielu lat. Najnowsze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości nie pozostawiają wątpliwości: czas oczekiwania na wyrok w 2017 r. znów się wydłużył. Czeka się średnio 5,5 miesiąca (i to tylko w pierwszej instancji). Dla porównania w 2016 r. załatwienie sprawy zajmowało średnio 4,7 miesiąca, a dwa lata temu – 4, 2 miesiąca.

 

Czytaj także: 

Postępowania sądowe trwają coraz dłużej

W sądach nie jest ani sprawniej, ani sprawiedliwiej

Wyrok TSUE zaszkodzi i wydłuży procesy

Wachowiec: zamach na sądy ma wpływ na przewlekłość

 

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że będzie lepiej.

– Niezwłocznie po zakończeniu obsadzania stanowisk asesorskich zostały obwieszczone wszystkie oczekujące stanowiska sędziowskie – informuje „Rz" Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Niestety, przyznaje wiceminister, procedura musi trochę potrwać i jeszcze tego nie widać we wskaźnikach sprawności, bo jeszcze żaden sędzia z tych obwieszczeń nie został powołany.

– Krajowa Rada Sądownictwa sukcesywnie wybiera najlepszych kandydatów, ale dopiero z chwilą uzyskania nominacji od prezydenta, co, mam nadzieję, będzie się działo po wakacjach, sędzia może zacząć orzekać – dodaje.

Gołym okiem

Wydłużenie widać niemal we wszystkich kategoriach spraw. W 2015 r. proces przed sądem rejonowym trwał średnio cztery miesiące, w 2017 r. już 5,4 miesiąca. Spowolnienie widać także w sprawach upadłościowych – dwa lata temu było 6, 4 miesiąca, w 2017 r. jest już 7, 7 miesiąca. I kolejna kategoria spraw – gospodarcze: w 2015 r. trwały średnio 13,5 miesiąca, a dwa lata później już miesiąc dłużej. Co zawiniło? Sędziowie wymieniają kilka powodów.

Sędzia Dariusz Wysocki orzekający dziś w Sądzie Okręgowym w Płocku nie ma wątpliwości, że przede wszystkim brakuje ludzi.

– Z próżnego i Salomon nie naleje – przyznaje. I wyjaśnia: – sędziów jest mniej z różnych powodów. Wylicza urlopy macierzyńskie, zwolnienia lekarskie oraz delegacje do wyższej instancji lub nawet do ministerstwa. – Pracujemy siedem dni w tygodniu – mówi i zastrzega, że tak właśnie pracuje się w jego sądzie.

Winne jest też niestabilne prawo.

– Trzeba się naprawdę postarać, żeby prawidłowo rozstrzygnąć, jaki stan prawny obowiązuje w konkretnej sprawie – uważa sędzia.

Niepewność nie służy

Aneta Łazarska, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, za złe wyniki wini nie tylko braki kadrowe, choć o tych wspomina jako pierwszych. Jej zdaniem jednak dobrej, spokojnej pracy nie służy też atmosfera wokół sądów.

– Nasz los, przyszłość, są niepewne. Procedura, która mogłaby pomóc, wciąż się nie zmienia, a spraw przybywa – uważa sędzia Łazarska.

Leszek Mazur, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, jako sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie orzeka w wydziale odwoławczym cywilnym. Nie wspomina o brakach kadrowych. Mówi, że sędziowie mają coraz większy problem z podejmowaniem decyzji.

– Zupełnie niepotrzebnie zbierają kolejne opinie, dowody. W efekcie ze sprawy prostej robi się skomplikowana. Rozstrzygają sprawy niepragmatycznie – twierdzi. Nawiązuje także do przekazów z sali rozpraw. – U nas podczas rozprawy na stole sędziowskim leżą dziesiątki tomów akt, w innych krajach do wydania wyroku starcza połowa materiału. Sprawa trwa krócej i jest tańsza.

Co jest problemem? – pytamy.

– Może zbyt wysoko stawiamy poprzeczkę, co w sprawie należy wykazać – odpowiada sędzia Mazur. Wini też bardzo długie uzasadnienia, które piszą sędziowie, nawet w sprawach stosunkowo prostych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA