Systemy klasy Tomahawk generują znaczące obciążenie dla budżetu obronnego. Według dokumentów budżetowych Marynarki Wojennej USA, jeden pocisk z bieżącej partii kosztuje niemal 1,9 mln dolarów. Po doliczeniu kosztu kontenera startowego (blisko 200 tys. dolarów), każdy strzał to wydatek rzędu 2,1 mln dolarów.

Problem polega na tym, że Pentagon dysponuje zapasami o różnej dacie produkcji. Aby utrzymać je w gotowości, koncern Raytheon otrzymał w marcu 2024 roku kontrakt o wartości 287 mln dolarów na program przedłużenia żywotności, którego celem jest zapewnienie gotowości operacyjnej 166 pociskom na kolejne 15 lat. 

Czytaj więcej

Marek Kutarba: Atak na Iran to dla Polski zła wiadomość

Niezawodność Tomahawków podczas operacji Pustynna Burza w 1991 roku wynosiła 85 proc. Dziś, mimo braku oficjalnych raportów, źródła internetowe sugerują, że wskaźnik awaryjności może sięgać nawet 25 proc.

Awarie zdarzają się na każdym etapie. W fazie startu pociski nie opuszczają kontenera, w fazie lotu dochodzi do awarii silnika lub systemu nawigacji, a w ostatniej fazie pociski uderzają w cel lub chybiają bez detonacji. Skomplikowany mechanizm „safe-and-arm” ma zapobiegać przypadkowym wybuchom nad terytorium państw postronnych. System czeka na sygnał z komputera nawigacyjnego potwierdzający dotarcie do celu. Jeśli elektronika zawiedzie, warta miliony dolarów rakieta staje się jedynie drogim kawałkiem złomu, który lokalna ludność może bez przeszkód fotografować smartfonami.

Pociski Tomahawk, które nie wybuchają. Prezent dla przeciwników USA

Niewybuchy to nie tylko problem wizerunkowy i finansowy, ale przede wszystkim wywiadowczy. Iran od lat przoduje w inżynierii wstecznej przejętego amerykańskiego sprzętu. Przykładem są drony Yasir (kopia Scan Eagle) czy Simurgh (kopia RQ-170 Sentinel). Każdy nieuszkodzony Tomahawk, który spadnie na tereny kontrolowane przez sojuszników Teheranu, przybliża Iran do stworzenia własnej wersji tego pocisku.

W odpowiedzi na brak skuteczności pocisków Tomahawków pojawiła się alternatywa. Podczas ostatnich działań przeciwko Iranowi, USA po raz pierwszy wykorzystały drony uderzeniowe LUCAS (kopię irańskich Shahedów). Choć mają mniejszą głowicę i zasięg, ich przewaga ekonomiczna jest miażdżąca.

W cenie jednego Tomahawka Marynarka Wojenna może nabyć około 50 dronów LUCAS. Co więcej, koszt renowacji jednego starego pocisku (1,7 mln dolarów) wystarczyłby na zakup ponad 40 nowoczesnych bezzałogowców.

Mimo nowych rozwiązań, w styczniu 2026 roku koncern Raytheon otrzymał kolejny gigantyczny kontrakt na kwotę 380 mln dolarów na dalszą „recertyfikację i modernizację”. Zamiast tego, USA mogłyby wprowadzić do służby około 10 000 dronów, tworząc potencjał uderzeniowy porównywalny z tym, który Rosja czy Iran gromadziły latami.