fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Będą pozwy za zakażenie koronawirusem

Fotorzepa / Robert Gardziński
Lekarze i pacjenci mogą liczyć na zadośćuczynienia za zakażenie np. w domu pomocy społecznej.

Drzewica, powiat opoczyński, województwo łódzkie – w domu pomocy społecznej dochodzi do zakażenia 64 osób. 27 spośród nich to obsługa, reszta pensjonariusze. Do rozwoju ogniska zakażenia doszło, mimo że w placówce od 10 marca wprowadzono m.in. zakaz odwiedzin.

– W tej chwili nie mogę powiedzieć, kto przyniósł do DPS wirusa. Wiemy tylko, że pierwszą osobą, u której go wykryto, była pielęgniarka – informowała wicestarosta opoczyński Maria Barbara Chomicz.

Czytaj także:

Przypadków zakażenia przez personel SARS-CoV-2 hospitalizowanych pacjentów czy pensjonariuszy domów pomocy społecznej jest i będzie więcej. Czy to oznacza, że czeka nas fala pozwów przeciwko podmiotom, które powinny dbać o zdrowie i życie Polaków?

Procedury

– Takie pozwy za błąd medyczny – błąd organizacyjny – na pewno się pojawią. A szansa ich powodzenia zależeć będzie od tego, czy uda się wykazać ewidentne błędy po stronie podmiotu medycznego – mówi radca prawny Jolanta Budzowska specjalizująca się w sprawach błędów medycznych. – W największym skrócie, DPS czy szpital nie będzie odpowiadał za zakażenie, jeśli wykaże, że przestrzegał procedur i zrobił wszystko, żeby uchronić pacjentów przed chorobą – podkreśla.

O jakich procedurach mowa? Chodzi chociażby o posiadanie i używanie strojów ochronnych, maseczek czy rękawiczek jednorazowych, zmiany organizacji pracy, wyeliminowanie osób pracujących w kilku ośrodkach czy wreszcie wydzielenie stref czystych.

– Jestem daleka od uwalniania placówek zdrowotnych od odpowiedzialność z powodu braku sprzętu. Jeśli brak środków ochrony osobistej był zawiniony przez system, to podmioty lecznicze powinny rozważać roszczenie regresowe w stosunku do Skarbu Państwa. Trzeba jednak oddzielić kwestię obiektywnych przeszkód od ewidentnych zaniedbań. A takim jest choćby nieprzeprowadzenie wywiadu epidemiologicznego z dopuszczoną do pracy pielęgniarką. Po ogłoszeniu stanu epidemii obowiązkiem kadry zarządzającej każdej placówki było wdrożenie rozwiązań, które zapobiegłyby zakażeniom krzyżowym – mówi mecenas Budzowska.

Podmioty zdrowotne będą się bronić przed uznaniem pozwów, wskazując, że nie miały narzędzi do weryfikowania stanu zdrowia personelu.

Zakażenia a testy

– Gdyby się okazało, że lekarz bądź pielęgniarka zakazili daną osobę koronawirusem, trzeba by rozważyć dwie kwestie: czy wiedzieli o tym, że są zakażeni, czy też, nie mając żadnych objawów, udzielali świadczeń medycznych –mówi z kolei Ewelina Jeglikowska, radca prawny z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych P.J. Sowisło & Topolewski S.K.A. w Poznaniu, która od wielu lat świadczy pomoc prawną dla podmiotów leczniczych. – W związku z tym, że testów na koronawirusa jest przeprowadzanych w Polsce wciąż za mało, w szczególności jeżeli chodzi o lekarzy, pielęgniarki czy ratowników medycznych, można przyjąć, że wielu z nich, nie mając typowych objawów, stanowi potencjalne źródło zakażenia. W tej sytuacji trudno udowodnić im winę, a co za tym idzie – znaleźć podstawę do ubiegania się o odszkodowanie czy zadośćuczynienie za zakażenie – dodaje.

A jeśli dana placówka nie wdrożyła należytych procedur?

– Oczywiście procedury są ważne i obowiązują w szpitalach, ale dzięki nim nie można wyeliminować ryzyka zakażenia, jeżeli personelowi medycznemu nie przeprowadza się testów na obecność wirusa. Nie ulega też wątpliwości, że lekarze i pielęgniarki powinni zakładać maski ochronne, rękawiczki, korzystać ze środków do dezynfekcji itd. Problem w tym, że tych wszystkich rzeczy w szpitalach wciąż brakuje, a odpowiedzialnością za taki stan rzeczy nie należy obarczać podmiotów leczniczych – zauważa mecenas Jeglikowska.

– W chwili obecnej trudno będzie wykazać winę personelu, polegającą np. na nieprzestrzeganiu zasad wymiany środków ochrony indywidualnej zgodnie z obowiązującymi standardami. Za brak środków nie zawsze też odpowiada dyrekcja szpitala – zaznacza adwokat Anna Koniuszko.

W ocenie mec. Jeglikowskiej sąd, który miałby rozpoznawać pozew o odszkodowanie pacjenta za jego zakażenie koronawirusem w szpitalu, musiałby więc udzielić odpowiedzi na pytania: czy w szpitalu obowiązywały procedury i według nich działano, czy szpital był zabezpieczony w środki ochrony medycznej, a także kto odpowiada za takie zabezpieczenie szpitala.

– W tym przypadku trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, komu można przypisać winę. Niemniej ze względu na to, iż w ostatnich latach świadomość prawna wśród pacjentów zdecydowanie wzrosła, uważam, że pojawią się niekoniecznie zasadne powództwa pacjentów przeciwko szpitalom o odszkodowania czy zadośćuczynienia – uważa mecenas Ewelina Jeglikowska.

– W mojej ocenie pierwsze pozwy złożą natomiast sami lekarze przeciwko szpitalom za błędy w zarządzaniu. I będzie to jak najbardziej uzasadnione. Zakażenia wśród personelu często są wynikiem błędów w organizacji, a wiele procedur ochronnych powstaje dopiero w efekcie oddolnych inicjatyw, zamiast pochodzić od kadry menedżerskiej – mówi mecenas Budzowska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA