fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Usługi, ceny, zarobki

Kiedy adwokat płaci za przegraną sprawę

Fotolia
Nie wystarczy przypisanie prawnikowi odpowiedzialności za odrzucenie np. kasacji. Trzeba wykazać związek zaniedbania z niepowodzeniem.

Najnowszy wyrok Sądu Najwyższego pokazuje, jak cienka i niebezpieczna jest granica, za którą prawnik (lub jego ubezpieczyciel) może odpowiadać odszkodowaniem.

Czytaj także: Pomoc prawna tylko od adwokata, radcy i prawnika z zagranicy

Przegrał, więc pozwał prawnika

Tło tej sprawy jest wyjątkowe. Powód, niewierzący i chyba z urazem do księży, poczuł się poszkodowany wskutek namaszczenia go w szpitalu. Przegrał sprawę o zadośćuczynienie przeciwko klinice i wytoczył sprawę pełnomocnikowi z urzędu (żądając nawet więcej niż od kliniki). Ten popełnił bowiem błąd formalny skutkujący odrzuceniem skargi kasacyjnej.

O oddaleniu tej skargi powód dowiedział się dopiero po dwóch miesiącach. Pełnomocnik zaproponował wznowienie postępowania lub wystąpienie z nowym pozwem, ale powód odrzucił te pomysły. Pozwał natomiast prawnika.

Sąd Okręgowy, a za nim Sąd Apelacyjny w Szczecinie ustaliły, na jakich podstawach została oparta odrzucona skarga kasacyjna, nie oceniły jednak, czy zostałaby uwzględniona. Przyjęły natomiast, że między zaniedbaniem pełnomocnika a szkodą, na którą wskazywał skarżący, nie ma związku przyczynowego. Przede wszystkim powód nie wykazał szkody w swoich dobrach osobistych, w szczególności nie wystąpił o powołanie biegłego, a jak nie ma szkody, to nie ma też odszkodowania.

I tak sprawa trafiła do SN, który uznał za trafne stanowisko, że nie wystarczy przypisanie prawnikowi odpowiedzialności za odrzucenie skargi kasacyjnej. Konieczne jest wykazanie związku między zaniedbaniem a niemożnością uzyskania zadośćuczynienia od kliniki. Istotą sprawy jest zatem rozstrzygnięcie, czy jest prawdopodobne, że tamta skarga kasacyjna zostałaby przyjęta przez SN i czy ostatecznie żądanie powoda zostałoby uwzględnione, i na ile.

Sąd Najwyższy nie podzielił jednak stanowiska niższych instancji, że nie wykazując rozmiaru krzywdy, powód nie wykazał szkody wyrządzonej mu przez pozwanego prawnika.

Zbadać prawdopodobieństwo

– W sytuacji roszczenia odszkodowawczego do pełnomocnika konieczne jest zbadanie, czy wynik procesu mógłby być inny, przy założeniu, że należycie wykonywałby obowiązki – wskazała w uzasadnieniu wyroku SN sędzia Monika Koba. – To wymaga ustalenia przez sąd hipotetycznego przebiegu zdarzeń, ale oczywiście nie podważa prawomocności tamtego orzeczenia zapadłego w przegranym przez powoda procesie.

Sąd Najwyższy uznał także, że należało w tej sprawie powołać biegłego dla ustalenia skali szkody powoda wskutek naruszenia jego dóbr osobistych w związku z poddaniem go wbrew jego woli sakramentowi namaszczenia chorych.

W konsekwencji zwrócił sprawę Sądowi Apelacyjnemu w Szczecinie do ponownego rozpoznania.

Sygnatura akt: II CSK 536/17

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

prof. Maciej Gutowski, dziekan poznańskich adwokatów

Adwokat odpowiada za szkodę wyrządzoną przez swoje błędy prowadzące do przegrania sprawy klienta. Oznacza to konieczność oceny przez sąd, czy gdyby ich nie popełnił, to klient by wygrał. W tej sprawie Sąd Najwyższy powinien był stanowczo przesądzić, czy skarga kasacyjna klienta byłaby skuteczna oraz czy ateista namaszczony w śpiączce farmakologicznej może doznać wycenionej na 90 tys. zł krzywdy z powodu niechcianego sakramentu. Naruszenie dobra osobistego nie zawsze wymaga powołania biegłego. Niestety, praktyka zastępowania rozstrzygnięcia istotnych kwestii przez sąd opinią biegłych jest bolączką wymiaru sprawiedliwości. Co więcej, jeśli istotnie wniosek o powołanie biegłego był spóźniony, to nie było podstaw do kasacji orzeczenia przez SN.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA