fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Włochy nie chcą oszczędzać i idą na konfrontację z Brukselą

AFP
W liście do Komisji Europejskiej premier Giuseppe Conte odmówił zmiany budżetu na przyszły rok. We wtorek Unia zapewne odrzuci ustawę finansową.

Plan zakłada wzrost w 2019 r. deficytu budżetowego do 2,4 proc. PKB zamiast planowanych 1,8 proc. Różnica może wydawać się mała, ale oznacza, że Rzym nie podchodzi poważnie do ograniczenia gigantycznego długu kraju. Zobowiązania sięgają 2,5 bln euro, najwięcej w całej Unii. W stosunku do PKB (131 proc.) ustępują tylko Grecji. Dlatego Bruksela mówi o „wyjątkowym" odchyleniu w stosunku do pierwotnych założeń budżetowych.

W przesłanym w południe piśmie Conte tłumaczy jednak, że zmiany w budżecie są konieczne, aby nadać większą dynamikę włoskiej gospodarce. Do tej pory PKB nie wrócił do poziomu sprzed kryzysu 2008 r. Ale premier zapewnia, że jeśli spodziewany wzrost się nie zmaterializuje, wydatki państwa zostaną ograniczone.

Czytaj także: Bruksela odrzuci projekt budżetu Włoch. Oettinger: to nieprawda

Giancarlo Giogetti, jeden z przywódców Ligi i najbliższych doradców premiera Conte, zapewnił z kolei, że podany deficyt to „maksymalny limit" dziury budżetowej.

– Jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi – zapewnił w wywiadzie dla „Il Messaggero".

Włoski rząd chce jednocześnie wprowadzić podatek liniowy i zapewnić amnestię dla oszustów podatkowych, a także obniżyć wiek emerytalny i wprowadzić minimalny dochód 780 euro miesięcznie dla najbardziej potrzebujących. To wszystko obietnice, jakie przed wyborami złożyły dwa populistyczne ugrupowania tworzące rząd: Liga i Ruch Pięciu Gwiazd.

We wtorek w Strasburgu kolegium komisarzy ma udzielić odpowiedzi włoskim władzom. Co prawda pod koniec ub. tygodnia komisarz ds. gospodarczych Pierre Moscovici zapewnił, że Bruksela „nie chce się mieszać w wewnętrzne sprawy Włoch", a tym bardziej „iść na otwartą konfrontację", jednak zdaniem maklerów władze Unii najpewniej odrzucą włoski budżet w obecnym kształcie. Komisja Europejska ma do tego prawo od 2013 r., jednak nigdy z niego nie skorzystała. Wówczas rozpoczęłyby się trzytygodniowe negocjacje nad zmianą ustawy finansowej, a jeśli obie strony nie doszłyby do porozumienia, Bruksela, znów po raz pierwszy, mogłaby nałożyć na Włochów kary finansowe. Komisja Europejska nie ma natomiast prawa zablokować wprowadzenia w życie budżetu kraju strefy euro.

Na razie ekipę Conte bardziej jednak niepokoją reakcje rynków finansowych. W piątek Moody's obniżył wycenę ryzyka kredytowego Włoch do poziomu Baa3, ledwie o jeden szczebel powyżej wycen śmieciowych. To jednocześnie aż o cztery szczeble niżej, niż wynosi ocena polskiego długu. W najbliższym czasie także Standard & Poor's może zrewidować wycenę włoskiego ryzyka kredytowego.

To jest przede wszystkim problem dla włoskich banków, obciążonych aż 260 mld euro niespłacalnych kredytów. Dla nich rosnąca cena pozyskiwania kapitału może być na dłuższą metę zabójcza. Od maja zagraniczni inwestorzy wycofali z Włoch blisko 70 mld euro zainwestowanych w akcje włoskich banków i obligacje Skarbu Państwa. W poniedziałek różnica w rentowności 10-letnich papierów dłużnych Włoch i Niemiec sięgnęła 350 punktów bazowych. Eksperci uważają, że jeśli ten wskaźnik przed dłuższy czas będzie przewyższał 400 punktów, może to doprowadzić do niewypłacalności kraju.

Ale Włochy to nie Grecja, zobowiązania kraju są tak wielkie, że w razie paniki na rynkach nawet Niemcy nie byłyby w stanie ich uregulować. Dlatego od utworzenia nowego, populistycznego włoskiego rządu w czerwcu Berlin przyjął w tej sprawie niezwykle ostrożną postawę. I raczej będzie naciskał na Komisję Europejska, aby doszła do kompromisu z premierem Conte.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA