fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Fundusze europejskie: Czy UE zabierze Polsce pieniądze?

AFP
Unia chce uzależnić przyznawanie funduszy europejskich z kolejnego budżetu od przestrzegania praworządności.

Korespondencja  z Brukseli

16 maja na posiedzeniu rady ds. ogólnych ministrowie państw UE po raz pierwszy będą dyskutować o prowadzonej przeciw Polsce procedurze o naruszenie praworządności.

Została ona zainicjowana przez Komisję Europejską 13 stycznia 2016 r. i przez ten czas przechodziła kolejne etapy, a Polska nie tylko nie dostosowała się do zaleceń Komisji Europejskiej, ale po kilku miesiącach zaprzestała dialogu. Nie wykonała zaleceń dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, a opartych na analizie Komisji Weneckiej, czyli ciała eksperckiego działającego przy Radzie Europy.

Bez jednomyślności

Teoretycznie po wykorzystaniu wszystkich możliwości dialogu Komisja Europejska powinna skierować wniosek do Rady Europejskiej, czyli przywódców państw UE, która mogłaby obłożyć Polskę sankcjami: odebrać jej czasowo prawo głosu albo zamrozić unijne fundusze.

Jednak na jednym z etapów tej procedury potrzebna jest jednomyślność, a mimo że większość krajów popiera działania KE, to niewiele byłoby za sankcjami. I gwałtowny apel o ostry kurs ze strony nowego prezydenta Francji niewiele tu zmienia.

– Przede wszystkim sprzeciwia się Berlin. Dla jakiegokolwiek niemieckiego rządu relacje z Polską są kluczowe. Nie chce on powrotu do fatalnej atmosfery między Polską i Niemcami w czasach, gdy Polską rządzili premier Jarosław Kaczyński i prezydent Lech Kaczyński. Musimy to uszanować – mówi „Rzeczpospolitej" dyplomata jednego z krajów UE popierających ostry kurs KE wobec Polski

Stąd pomysł Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE, żeby zamiast sięgać do tej ostatecznej broni, przedyskutować najpierw sprawę na poziomie ministrów i zorientować się, jakie są nastroje wśród państw członkowskich.

Euro na straży wartości

– To będzie tylko punkt dyskusji, bez żadnych wniosków czy decyzji – pocieszają polscy dyplomaci. Strona polska jest pewna, że Bruksela w finale dyskusji o praworządności nie ma amunicji, bo natyka się na brak jednomyślności ze strony państw UE.

Ale Bruksela nie składa broni. Jej celem nie jest ukaranie Polski poprzez odebranie jej prawa głosu, ale doprowadzenie do zmiany sytuacji. Temu ma służyć utrzymywanie stałej presji na Polskę i zabiegi wokół przyszłego unijnego budżetu. Coraz częściej w Brukseli słychać głosy, że unijne fundusze po 2020 r. mają być powiązane z przestrzeganiem przez państwo wspólnych unijnych wartości, w tym praworządności.

Prace nad nowym wieloletnim budżetem UE już się zaczynają. Pierwotnie planowano, że KE przedstawi swój projekt jeszcze w tym roku, teraz coraz częściej słychać, że stanie się to raczej na wiosnę 2018 r., gdy znane będą już główne kierunki w negocjacjach Brexitu.

Tworzenie nowej perspektywy finansowej

Ale nawet jeśli konkretne liczby będą dopiero za kilka–kilkanaście miesięcy, to prace koncepcyjne w KE już trwają i pierwsza debata orientacyjna w gronie komisarzy ma się odbyć w ciągu najbliższych tygodni. W ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" komisarz Elżbieta Bieńkowska powiedziała: „Rok temu w ogóle nie słyszałam takich argumentów, a dziś coraz bardziej otwarcie mówi się w instytucjach unijnych, że powinno się przemyśleć tak dużą pomoc dla krajów, które nie podzielają naszych europejskich wartości. Mówi tak większość komisarzy, eurodeputowani, politycy w krajach członkowskich".

Z naszych informacji wynika, że rozważany jest konkretny pomysł powiązania pieniędzy z wartościami. Takie jest zresztą oczekiwanie państw członkowskich i związane jest nie tylko z praworządnością, ale też z solidarnością w polityce wobec uchodźców. – Teraz już się nic nie wydarzy, bo fundusze są już rozdzielone. Ale na pewno po 2020 r. unijna polityka spójności będzie nie tylko skromniejsza, bo Brexit i inne potrzeby finansowe, ale też obwarowana dodatkowymi warunkami – mówi unijny dyplomata.

I jeśli chodzi o Polskę, jest optymistą. – Gorzej jest z Węgrami, bo Orbán ma ciągle ogromne poparcie. W Polsce z silną proeuropejską opozycją PiS może sobie pozwolić na pewne ustępstwa, żeby ratować pieniądze – twierdzi nasz rozmówca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA