fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Czy rząd sięgnie głębiej po pieniądze z OFE

Fotorzepa, Robert Gardziński
Program przekształcenia OFE w IKE idzie w odstawkę. Dziś nie wiadomo nawet, czy rząd jeszcze kiedyś do niego wróci. Możliwy jest czarny scenariusz.

Otwarte fundusze emerytalne miały przejść w połowie tego roku do historii. Zgromadzone w nich pieniądze zostałyby przeniesione na indywidualne konta emerytalne członków tych funduszy lub na ich konta w ZUS. Operacja miała pomóc odbudować zaufanie Polaków do długoterminowego oszczędzania na czas emerytur. Przy okazji rząd chciał też zasilić budżet pieniędzmi z 15-proc. opłaty przekształceniowej. Za przeniesienie aktywów z OFE na IKE chciał pobrać w tym i w przyszłym roku 19,3 mld zł. Plan spalił na panewce. I nie chodzi o to, że Senat odrzucił projekt ustawy likwidującej OFE, bo Sejm może ją przywrócić. Zamysł rządu storpedował koronawirus i związane z nim załamanie na giełdach.

Kilka dni temu Paweł Borys, szef Polskiego Funduszu Rozwoju, mówił w Radiu TOK FM, że obecny okres turbulencji na rynkach finansowych nie jest właściwym momentem na przekształcanie OFE w IKE. Dodał, że decyzja w tej sprawie zapadnie w najbliższych tygodniach. Na nasze pytania o szczegóły w tej sprawie Paweł Borys nie odpowiedział.

Czytaj także: Koronawirus groźny dla PPK i OFE?

Niechęć do ryzyka

– Mówi się, że być może we wrześniu, październiku, rząd mógłby wrócić do tego planu. Ale dziś trudno cokolwiek przewidywać. Panuje ogromna niepewność co do przyszłości. To nie jest dobry moment na przeprowadzanie takich reform – mówi Wiesław Rozłucki, współzałożyciel i pierwszy prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

– Odrzucenie przez Senat w całości ustawy o likwidacji OFE i przekształceniu ich w nowe IKE jest bardzo wygodnym rozwiązaniem dla rządu. Dzięki temu możliwe jest zatrzymanie reformy, która stałaby się problematyczna dla rządzących, rynku kapitałowego, a także dla samych członków OFE – mówi Antoni Kolek z Instytutu Emerytalnego, ekspert organizacji Pracodawcy RP. Przekonuje, że rekordowe spadki na GPW oraz niepewna przyszłość gospodarki nie skłaniają do zmian. – Także inwestorzy nie są dzisiaj chętni do podejmowania nadmiernego ryzyka, co sprawia, że rynek kapitałowy jest w trudnej sytuacji i nie widać, w dającym się przewidzieć terminie, możliwości znaczącej poprawy. To nie jest więc najlepszy moment na uczynienie przeszło 15 mln Polaków aktywnymi inwestorami na rynku kapitałowym, co byłoby konsekwencją przeniesienia aktywów z OFE na IKE. Zatem wstrzymanie planowanych zmian wydaje się obecnie najbardziej racjonalnym scenariuszem – uważa ekspert.

W jego ocenie jeśli rząd zdecyduje się jednak na kontynuowanie reformy, do ZUS przyjdzie więcej niż połowa członków OFE. Tu opłaty przekształceniowej nie ma, więc rząd zgarnie z niej najwyżej 8–10 mld zł. – Gdy określano zasady reformy, zakładano, że „do podziału" jest 160 mld zł, dzisiaj aktywa OFE wynoszą 112 mld zł. Ich wartość od 1 stycznia 2020 r. spadła o 25–29 proc. – zwraca uwagę Antoni Kolek.

Łakomy kąsek

Eksperci widzą też inne zagrożenie. – W obecnej sytuacji OFE i całe zgromadzone w nich aktywa mogą się stać dla rządu łakomym kąskiem – uważa Wiesław Rozłucki.

– Nie jest wykluczone, że państwo zechce przejąć 100 proc. aktywów OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej i zapisać ich wartość, nawet po kursie z kwietnia 2019 r., na kontach w ZUS. Głębokie kryzysy często sprzyjają głębokim zmianom – wtóruje mu Antoni Kolek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA