fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Firmy kurierskie zyskują na wirusie

Adobe Stock
Mimo pandemii operatorzy paczkowi mają ręce pełne roboty. Ruch jest nawet o jedną piątą większy niż przed atakiem koronawirusa – ustaliła „Rzeczpospolita".

Po krótkotrwałym spadku na rynku paczek w pierwszym tygodniu po zamknięciu szkół i wielu obiektów publicznych, branża złapała oddech i zaczęła notować duże zwyżki. Dziś popyt na usługi kurierskie rośnie o około 20 proc. ponad naturalny wzrost organiczny operatorów – wynika z danych Sendit, brokera usług kurierskich, przygotowanych specjalnie dla „Rzeczpospolitej".

Epidemia i fakt, że większość Polaków odizolowała się w domach, napędziły klientów firmom oferującym e-zakupy, co w efekcie zwiększyło liczbę dostaw. Ta kryzysowa sytuacja wpłynęła również na formę dostarczania przesyłek. Eksperci twierdzą, że widać dużo większą dynamikę dostaw do punktów (m.in. automatów paczkowych) niż „pod drzwi". Ten trend to efekt zaleceń, by uniknąć kontaktu z innymi ludźmi, w tym właśnie m.in. z kurierem.

Kobiety na e-zakupach

– W pierwszym tygodniu od zamknięcia szkół odnotowaliśmy spadki liczby przesyłek, zarówno przy porównaniu podobnych okresów z poprzedniego roku, jak i przy porównaniu tygodniowym. Sądzę, że nowe okoliczności, w których wszyscy musieliśmy się odnaleźć, konieczność przeorganizowania sobie życia i cyklu dnia, odciągnęły Polaków od e-zakupów i innej aktywności w sieci. Ale kolejne tygodnie to już spore zwyżki – mówi Wojciech Kliber, wiceprezes Sendit.

Jego zdaniem trend wzrostowy w branży KEP (kurier, ekspres, paczka) zostanie utrzymany. – W związku z kolejnymi ograniczeniami i wydłużeniem okresu pozostawania w domach spodziewam się nawet zwiększenia tej tendencji – prognozuje Kliber. – Nasze codzienne potrzeby staną się coraz bardziej palące, a ich zaspokajania coraz częściej będziemy szukać właśnie w e-commerce – dodaje.

Firma New Data Labs, specjalizująca się w oprogramowaniu do analizy danych, zbadała wpływ koronawirusa m.in. na branżę e-commerce. Witold Kilijański, partner w tej spółce, podkreśla, że widać duże spiętrzenie prac zarówno w „klasycznych" firmach e-commerce, jak też w internetowych działach tradycyjnych firm (owa dynamika sięga 150 proc.).

38 proc. z nas zakupy na czas kwarantanny zrobiło w sieci. Jak pokazują badania Mobile Institute dla Izby Gospodarki Elektronicznej, największą popularnością cieszą się artykuły spożywcze, higieniczne oraz chemiczne. Potwierdzają to dane z platformy Shoper za marzec, wedle których zamówienia w kategorii „delikatesy" skoczyły w ciągu miesiąca o ok. 400 proc. Ale Polacy kupują online również produkty z kategorii media i filmy, technologie oraz odzież damska. Spadł natomiast odsetek zainteresowanych motoryzacją i odzieżą męską.

Zmienia się też demografia e-kupujących w ostatnich tygodniach. – Ogromnie, bo ponadtrzykrotnie, wzrósł odsetek kobiet, które aktywnie korzystają z logistyki przez internet i nadają przesyłki w okresie pandemii – wskazuje Wojciech Kliber. – Równie mocno wzrósł odsetek nadawców w wieku 65+. To cieszy, że tysiące użytkowników z tej najbardziej zagrożonej konsekwencjami wirusa grupy pokonuje bariery świata cyfrowego, wchodzi do niego i korzysta z niego jako z wielokrotnie bezpieczniejszej formy kontaktu – zaznacza nasz rozmówca.

Świąteczny spadek?

Eksperci spodziewają się, że na epidemii ucierpi jednak tradycyjny boom wielkanocny. – Inny charakter tych świąt będzie czynnikiem ograniczającym relatywną aktywność klientów – twierdzi wiceprezes Sendit. Jak podkreśla, w tym roku święta będą zapewne mniej rodzinne, co zaważy na cyklicznym przedświątecznym wzroście popytu na usługi KEP. – Mniejsza liczba spotkań, a być może całkowity brak tradycyjnej celebry mogą przełożyć się na mniejsze obroty sektora e-commerce. Moim zdaniem jednak codzienny trend wzrostowy przeważy nad przedświątecznym spadkiem. Per saldo więc oczekujemy zwyżek – uspokaja Kliber.

Na razie jednak operatorzy logistyczni muszą wprowadzać, ze względów bezpieczeństwa, specjalne zasady dostaw. – Firmy kurierskie są skłonne weryfikować, czy klient jest objęty kwarantanną. Istnieje uzasadnione ryzyko, że w przypadku możliwości zakażenia paczka nie zostanie doręczona, tym bardziej że dostawa do rąk własnych jest ryzykowna zarówno dla kuriera, jak i odbiorcy – mówi Łukasz Łukasiewicz, operations manager w SwipBox Polska.

Takie zasady wdrożyła już m.in. Poczta Polska. W tym kontekście zyskują odbiory paczek nie bezpośrednio od kuriera, lecz z automatów. – Kurierzy odwiedzają dziennie średnio kilkadziesiąt osób, co wprost przekłada się na zwiększone zagrożenie rozprzestrzeniania się wirusa. W tej sytuacji istotną rolę odgrywają automaty. Rozwiązanie, które zyskuje w dobie kryzysu, jest nie tylko bezpieczniejsze, lecz także bardziej ekonomiczne – twierdzi Łukasiewicz.

Z kolei np. GLS, aby ograniczyć kontakt z kurierem do minimum, wprowadza odbiór paczek za pomocą kodu PIN, bez konieczności składania podpisu. – Nadawca, wypełniając etykietę adresową przesyłki, podaje numer telefonu odbiorcy, a następnie otrzymuje od GLS wiadomość z czterocyfrowym kodem. Przy odbiorze przesyłki wystarczy podać PIN kurierowi, dzięki temu nie trzeba składać podpisu – tłumaczy Małgorzata Markowska, marketing manager GLS Poland.

Firma zachęca też do wybierania opcji doręczenia przesyłek w tzw. bezpieczne miejsce, zabezpieczone przed dostępem osób trzecich i deszczem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA