fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Ojciec Igi Świątek: Wyszliśmy i nie wrócimy

EAST NEWS
Ojciec tenisistki Tomasz Świątek o przyszłości Igi i swoim spojrzeniu na sport.

Cztery mecze Igi w Melbourne dały panu satysfakcję?

Iga zrobiła kolejny krok do przodu, coraz lepiej wie, o co chodzi w grze w WTA Tour, w sensie psychicznym i sportowym. Jak sama kiedyś powiedziała – gra na tym poziomie bardzo jej się podoba i nie chce się cofnąć.

Tylko ostatniego spotkania odrobinę żal?

Gdyby przed turniejem ktoś mnie spytał, czy biorę czwartą rundę w ciemno, tobym oczywiście odpowiedział, że biorę. Wiedziałem, że po długiej przerwie w grze może być różnie. Mogła się w pierwszym meczu zablokować, mogła nie dać sobie rady z Węgierką Babos, bardziej deblistką niż singlistką, ale doświadczoną tenisistką. Ale wszystko ładnie się rozwijało, dopiero w trzecim secie ostatniego meczu z Kontaveit , gdy było 1:5, po raz pierwszy zwątpiłem, ale potem było wyrównanie i wiara nagle wróciła. Dlatego może być odrobina żalu.

Iga w Melbourne zaprzeczyła opinii, że przed ważnymi turniejami konieczna jest startowa rozgrzewka...

W tej kwestii trzeba mieć umiar. Absolutnie nie chcę nikogo oceniać, tylko przypatruję się na przykład Hubertowi Hurkaczowi. Może on za wiele gra przed turniejami wielkoszlemowymi. Warto podglądać najlepszych, by zobaczyć, że nie szarpią się w mniejszych turniejach, bo organizm ludzki to nie maszyna. Dla Europejczyków granie w lecie na drugiej półkuli, gdy u nas jest zima, to też dodatkowy wysiłek. Trzeba dać organizmowi czas na regenerację i aklimatyzację.

Iga mówi, że musi poprawić ekonomikę wysiłku, na korcie i poza nim, to też nauka z Melbourne?

Musi się tego nauczyć. Już poprzedni sezon pokazał, że potrafi oddawać życie za z góry straconą piłkę. Agnieszka Radwańska kiedyś powiedziała, że nie każdą piłkę musi wygrać, że niektóre można oddać, żeby wygrać te decydujące. To jest umiejętność, którą moja córka musi zdobyć, na razie zostawia dużo zdrowia na korcie.

Jak jesteśmy przy zdrowiu Igi, te plastry i opatrunki w Australii to poważna sprawa?

To jest to, o czym właśnie mówimy – skutki naciągnięć po szarpnięciach, dobiegnięciach i wślizgach, bo Iga zwykle uważa, że każdą piłkę można dogonić, nawet na betonie. Ale trener Piotr Sierzputowski mówi, że nic złego się nie dzieje, to kwestia drobnej rehabilitacji i odpoczynku.

Jakie są skutki zmiany trenera przygotowania fizycznego?

Ta zmiana była dla Igi dość bolesna, ale poszukajmy pozytywów: przyniosła inny charakter pracy, nową mobilizację, Iga jest szybsza i mocniejsza. Zestaw nowych ćwiczeń spowodował, że jej organizm zaczął trochę inaczej pracować, więc zmiana działa pozytywnie. Przy okazji widać, że zwiększyła się dojrzałość Igi.

Wygląda też na to, że ma coraz bardziej wyrazisty styl gry...

Jest z tych, które wychodzą na kort i chcą bić mistrzynie. Dobrze się czuje na dużych obiektach i nie ma tremy. Nie walczy sama ze sobą. Stara się stworzyć na korcie dobre widowisko, ale zaskoczyła mnie tym, że zagrała też piłkę między nogami, że była, jak to ocenił komentator, „Kyrgiosem w spódnicy". Na swoje szczęście wygrała ten punkt.

Miał pan sygnały z Melbourne, że smog zaszkodził uczestnikom Australian Open?

Nie znam wszystkich skutków smogu, wiem, że początki były trudne. Iga mówiła, że treningi powodowały u niej zadyszkę i uczucie słabości. Maja Chwalińska, trenując w hali, też miała złe odczucia i wymiotowała. Turniej dał sobie jednak radę ze smogiem. Ale tak w ogóle może warto byłoby pomyśleć o zmianie terminu Australian Open, grać np. między listopadem i grudniem, na końcu australijskiej wiosny. Rozwiązałoby to kilka problemów, także ten ze spędzaniem świąt z rodziną, a nie na lotnisku w Tokio przy sushi.

Po Australian Open Iga jedzie do Luksemburga na mecze Pucharu Federacji...

Nastawienie ogólne jest jak zawsze: trzeba grać, ale patrzę na ten start z pewną obawą, bo będzie miała bardzo mało czasu, by normalnie funkcjonować po powrocie do Europy. Nie wiemy też, jak daleko zajdzie z Łukaszem Kubotem w mikście (grali ćwierćfinał w środę rano – przyp. red.). Finał, rozpatrując rzecz czysto teoretycznie, jest tym razem nie w piątek, lecz w sobotę. Nie wiem, czy niewyspana Iga poradziłaby sobie w Luksemburgu.

Mikst to także przymiarka do startu olimpijskiego. Dlaczego jest pan całym sercem za udziałem Igi w igrzyskach?

Niektórzy się z tego śmieją, ale igrzyska mamy co cztery lata i sam pobyt w gronie olimpijczyków to wyróżnienie. Dobry wynik na igrzyskach to kolejny wyróżnik sportowca. Między igrzyskami mamy 12 turniejów wielkoszlemowych, jest czas, by tam wyczyniać cuda. W tym roku igrzyska są czasowo blisko Wimbledonu, to mały kłopot, ale dla wszystkich taki sam.

W maju matura. To duże utrudnienie?

Mieliśmy ją przekładać, ale jednak Iga będzie zdawać w terminie. Staramy się nie robić z tego problemu. Tydzień w maju będzie wyjęty z tenisa i tyle. Innego wyjścia nie ma.

A co z opuszczeniem przez Igę Warsaw Sports Group?

Wyszliśmy i nie wrócimy. Z naszej strony jest chęć zwrócenia kwot, które WSG przeznaczyła na Igę. Pozostaje kwestia dojścia do porozumienia. Były dwie próby, jeszcze nie znaleźliśmy wspólnego języka, ale mam nadzieję, że niedługo tak się stanie.

Gdzie się pan widzi za parę lat w grupie wsparcia córki?

Na razie mam co robić w Warszawie, nie pozwalam sobie na wyjazdy, ale jeśli wszystko będzie się dobrze układać, to chciałbym być blisko, przy meczach. To wspaniałe ojcowskie doświadczenie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA