Reklama

"The Bassarids": Krwawa zemsta (obcego) boga

Spektakl Krzysztofa Warlikowskiego w Salzburgu działa jak uderzenie pięścią między oczy.

Aktualizacja: 22.08.2018 23:15 Publikacja: 22.08.2018 18:24

Foto: Salzburger Festspiele

Przyjechał, zadebiutował i namieszał, ale na tle dość mało porywających tegorocznych inscenizacji na festiwalu w Salzburgu. „The Bassarids" w ujęciu Polaka to spektakl precyzyjny, trzymający w napięciu, mądry, choć przygnębiający.

Gdy jeden z papieży bulwersującej niemieckiej reżyserii Hans Neuenfels pozbawił „Damę pikową" Czajkowskiego emocji, gdy wielki wizjoner teatru i skandalista Romeo Castelucci przepełnił „Salome" Straussa pogmatwanymi symbolami, przedstawienie Krzysztofa Warlikowskiego prowokuje do dyskusji. Nic dziwnego, że w prasie austriackiej i niemieckiej po premierze pojawiło się wiele całokolumnowych recenzji i analiz.

Na późny debiut w Salzburgu wybrał powstałą pół wieku temu, właśnie na zamówienie tego festiwalu, operę jednego z najważniejszych kompozytorów niemieckich, Hansa Wernera Henzego, napisaną wszakże do angielskiego tekstu. „The Bassarids" to polsku basarydy, czyli inaczej bachantki, a więc oszalałe kobiety bezgranicznie sławiące boga Dionizosa, w mitologii rzymskiej zwanego Bachusem.

Tajemniczy przybysz

Opera Henzego oparta jest na tragedii Eurypidesa o zemście Dionizosa na władcach Teb za to, że przeciwstawiają się kultowi jego zmarłej matki Semele, kochanki Zeusa. Z tego związku zrodził się właśnie Dionizos, który zjawia się w mieście, by wyrównać dawne krzywdy.

Postać tajemniczego przybysza, którego pojawienie się burzy tradycyjny ład i doprowadza do destrukcji, to motyw wielu utworów, by wspomnieć choćby „Króla Rogera" Szymanowskiego, czy filmy Luchino Viscontiego i Pier Paolo Pasoliniego. Dziś jest to temat szczególnie aktualny, żyjemy w świecie, w którym załamują się tradycyjne wartości, a społeczeństwa ogarnia strach przed przybyszami z innych kultur i religii.

Reklama
Reklama

Tak postrzega opowieść o bachantkach Krzysztof Warlikowski, ale szczęśliwie uchronił się przed publicystyczną dosłownością. Stworzył spektakl o wielopiętrowej narracji, pełen obrazów, które należy rozszyfrować, by ułożyć teatralną całość.

Przez prawie trzy godziny akcja toczy się symultanicznie w trzech różnych wnętrzach zaprojektowanych przez Małgorzatę Szczęśniak, a będących symbolem religijnego kultu przy grobie Semele, przestrzenią królewskiej władzy oraz miejscem dla prywatnego życia bohaterów tragedii.

Warlikowski podąża za Eurypidesem, ale kult Dionizosa zamienił na współczesny fanatyzm religijny. A stanowczość młodego króla Teb Penteusa, który przejął właśnie władzę z rąk swego dziadka Kadmosa i chce siłą rozprawić się z wyznawcami Dionizosa, wynika nie tyle z mocy urzędu, co skrywa słabość władcy Teb.

Penteus wprowadza terror, bo jest samotny i zagubiony. I – jak to często bywa w momentach trudnych – wychodzą na jaw skrywane konflikty rodzinne. Dlatego Agawe, matka Penteusa, i jego ciotka Autonoe wbrew rozkazowi króla przyłączają się do bachantek.

Kluczową postacią jest oczywiście Dionizos, u Warlikowskiego ubrany w dresową kurtkę z kapturem naciągniętym na głowę. Kiedy go wreszcie zdejmie, od razu widać, że jest kimś obcym. Tę postać kreuje bowiem amerykański tenor pochodzący ze Sri Lanki, Sean Panikkar. Nie ma w nim jednak fundamentalistycznej zaciekłości. Kiedy śpiewa, jego głos urzeka niebiańską słodyczą i czystą siłą, pozwalającą przebić się przez brzmienie wielkiej orkiestry.

Polskiemu reżyserowi szczęśliwie udało się ominąć dwie rafy czające się w utworze Henzego. Wątek homoerotycznej fascynacji Penteusa Dionizosem, ważny dla kompozytora, został jedynie lekko zasygnalizowany wtedy, gdy bóg kusi króla, by w kobiecym ubraniu przyłączył się do bachantek. A dla ich szaleńczego tańca, który większość niemieckich reżyserów przepełniłaby nagością i obscenicznymi gestami, stały partner Warlikowskiego, choreograf Claude Bardouil miał inny pomysł, pokazując, jak niewiele potrzeba, by tłum wpadł w trans.

Reklama
Reklama

Spektakl przemawia tym silniej, że wszystkie wykreowane obrazy pozostają w symbiozie z muzyką. Henze nie uległ dyktatowi awangardy lat 60. XX wieku, w tej operze bardziej oddał hołd wielki formom symfonicznym, a Kent Nagano z Wiedeńskimi Filharmonikami, wiedeńskim chórem i solistami wspaniale to zinterpretował. Muzyka ma niesamowitą siłę, a dyrygent z reżyserem porwali widzów jak tajfun.

Siła polskich artystów

Dionizos dokonał zemsty, Agawe w bachicznym szale zabiła siekierą swego syna Penteusa. Zgodnie z mitem bóg powinien jeszcze podpalić Teby. U Warlikowskiego jedynie rozbłyska płomień jego zapalniczki. Czy w ten sposób reżyser chce nam dać odrobinę nadziei?

Ta opowieść na długo zostaje w pamięci, a tegoroczny festiwal w Salzburgu okazuje się bardzo udany dla polskich artystów. Rozpoczął się bowiem świetnym przyjęciem „Pasji według świętego Łukasza" Krzysztofa Pendereckiego i wielkim hołdem dla 85-letniego kompozytora. Kulminacją stała się zaś premiera „The Bassarids" Henzego w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego.

A w finale pojawił się zaś Krystian Zimerman, który z London Symphony Orchestra pod dyrekcją Simona Rattle'a zagrał II Symfonię „The Age of Anxiety" Leonarda Bernsteina. Polski pianista zawsze jest tu bardzo oczekiwany.

Wśród kilkuset większych i mniejszych sław co roku angażowanych przez festiwal jest i młody, zaledwie 23-letni baryton Paweł Trojak. Przeszedł trudno sito przesłuchań i znalazł się w gronie kilkunastu uczestników najbardziej prestiżowej letniej akademii wokalnej w Europie, organizowanej właśnie w Salzburgu. Wypadł tak dobrze, że zaproponowano mu także małą rolę w przedstawieniach „Salome".

– Sześć tygodni spędzonych tutaj to najważniejsza szkoła, jaką przeszedłem – mówi „Rz" Paweł Trojak. Na koniec zaś zajęć wystąpi 25 sierpnia wraz ze wszystkimi uczestnikami akademii na specjalnym koncercie. Jak co roku, przyjadą na ten wieczór dyrektorzy z Metropolitan i Covent Garden, agenci, szefowie festiwali, studiów operowych. Co z tego zaś wyniknie, pokaże przyszłość.

Reklama
Reklama
Teatr
Brak ustawy o teatrze to absurd
Teatr
Teatr Umer i Lupy ocalony od zapomnienia. Już do obejrzenia w TVP VOD
Teatr
„Gaśnica Brauna" w rekonstrukcji procesu mordercy prezydenta Narutowicza
Teatr
„Tkocze” Mai Kleczewskiej z Grand Prix Boskiej Komedii
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Teatr
Nie żyje Piotr Cieplak, reżyser m. in. „Nart Ojca Świętego" Jerzego Pilcha
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama