fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wstrząsający Francis Bacon

Tryptyk inspirowany wierszem T.S. Eliota „Sweeney Agoniste” (1967). Wystawa otwarta jest do 20 stycznia.
materiały prasowe
Związki z literaturą pokazuje wystawa jednego z najdroższych malarzy w Centre Pompidou.

Jako nastolatek był wątły, cierpiał na astmę i był zaprzeczeniem tego, czego spodziewał się po męskim potomku angielski hodowca koni. Ojciec artysty, kiedy odkrył homoseksualne skłonności syna, wyrzucił go z domu. Na szczęście matka kochała syna i systematycznie dawała mu kieszonkowe w wysokości trzech funtów tygodniowo. Pozwoliło na skromne życie w Londynie.

Portret papieża

Miał niespełna 18 lat, kiedy wyjechał do Berlina, a później do Paryża. Zarabiał, robiąc dekoracje, przez parę miesięcy był nawet kucharzem. We Francji zobaczył po raz pierwszy obrazy Picassa. Hiszpański malarz poruszył Bacona i zmienił jego życie. Pierwsze obrazy Francisa, gdy w 1928 r. w wieku 19 lat powrócił do Londynu i zaczął karierę artysty, były pod silnym wpływem surrealistycznych płócien Picassa. W miarę poznawania historii sztuki pojawiły się inne autorytety: Michał Anioł, Rembrandt, van Gogh, Géricault oraz Cimabue. Tego ostatniego cenił tylko za jeden obraz: „Ukrzyżowanie". Michała Anioła poważał za rysunek, Rembrandta za późne autoportrety, van Gogha za silne pociągnięcia pędzlem, Géricault – za sposób malowania ciała ludzkiego, u Degasa cenił pastele.

Wielu słynnych artystów nie budziło w nim żadnych emocji. Nie przemawiała do niego Mona Liza, nie oszczędzał Vermeera, a Warhol wydawał mu się nieporozumieniem, wybrzydzał na obrazy impresjonistów. Nawet o Picassie zwykł mówić, że 90 procent jego obrazów jest nieudanych. Nie lubił zwłaszcza kubizmu, ale cenił filmy Charliego Chaplina z okresu niemego kina.

Nie obchodziły go estetyczne teorie i mody w sztuce. Wykreował własny styl, przekazując w nim swoją nadwrażliwość oraz obsesje, od których nie mógł się uwolnić. Nawet hektolitry wypitego alkoholu nie były w stanie ukoić bólu, który nosił w sobie od dzieciństwa.

Powszechnie znane są fotografie jego pracowni. Panował w niej potworny bałagan, zapełniały ją puszki i tuby z farbą, palety, setki zdjęć i porzuconych gazet. Nigdy nie ukrywał, że posługiwał się w pracy zdjęciami – tymi banalnymi, zapełniającymi strony kolorowych pism, ale również reprodukcjami dzieł znanych artystów. Do najsłynniejszych należy „Portret papieża Innocentego X" Velázqueza. O dziwo, kiedy zamiast do Wenecji na Biennale (w 1954 roku pokazywano jego obrazy w angielskim pawilonie obok płócien Luciana Freuda) pojechał do Rzymu, nie zobaczył oryginału z powodu silnego przeziębienia.

Diabelska miłość

Fascynowały go pionierskie zdjęcia ludzi i zwierząt w ruchu autorstwa Eadwearda Muybridge'a. Charakterystyczne zamazanie linii i poruszone części ciała, zaobserwowane u XIX-wiecznego fotografa, staną się cechą charakterystyczną jego prac.

Dużo mniej znane są jego upodobania literackie, po śmierci znaleziono w pracowni Bacona ponad tysiąc tomów poezji i powieści. Niektóre z nich znał na pamięć i chętnie cytował. I właśnie ten aspekt jego twórczości pragnie przybliżyć najnowsza wystawa w Centrum Pompidou. Koncentruje się na wpływie sześciu postaci literackich na malarstwo Bacona. Są wśród nich Conrad, Nietzsche, Georges Bataille, Michel Leiris, antyczny tragik Ajschylos i Thomas Eliot. Kawałki tekstów, które przyczyniły się do wytworzenia specyficznej atmosfery, w której pracował artysta, czytane są po angielsku i po francusku. A w gablotach można zobaczyć oryginalne książki z biblioteki malarza, z których zaczerpnięto cytaty.

Zaprezentowano głównie prace z 20 lat przed śmiercią artysty na zawał serca w kwietniu 1992 roku w Madrycie. Najstarsze płótna pochodzą z końca lat 60. ubiegłego wieku, ale większość została namalowana po przełomowej dla sławy artysty wystawie w paryskim Grand Palais w 1971 roku. Był to rok szczególny dla Bacona. Zmarł wtedy jego najważniejszy model i przyjaciel: George Dyer. Ich historia stała się ćwierć wieku później pretekstem do nakręcenia filmu „Love Is the Devil".

Na wystawie pokazano rekordową ilość tryptyków. Jest ich aż 12. W większości są to olbrzymie płótna. Centralną partię zapełniają zwijające się z bólu postacie o wykrzywionych twarzach, dramatycznych gestach, odzwierciedlające dramat istnienia i zagubienie we współczesnym świecie. Wyczyszczone, często prawie monochromatyczne tło, wibrujące od krótkich, dynamicznych pociągnięć pędzla, kontrastuje z ekspresją twarzy i zdeformowanych ciał. Wbrew pozorom obrazy Bacona są bardzo płaskie, jedynie niektóre partie zdradzają, że artysta nakładał farbę na płótno warstwami. Oddala go to od van Gogha czy Picassa, ale tłumaczy fascynację renesansowym „Ukrzyżowaniem" Cimabue.

Francis Bacon na rynku sztuki

Tryptyk Bacona „Trzy studia Luciana Freuda" w listopadzie 2013 r. uzyskał cenę 142,2 mln dolarów amerykańskich (131 mln euro). Był wtedy najdroższym obrazem. Rekord został pobity w 2015 r. przez „Kobiety z Algieru" Pabla Picassa (179 mln dolarów). W listopadzie 2015 r. „Leżący akt" Amedeo Modiglianiego sprzedano za 170,4 mln dolarów i płótno Francisa Bacona spadło na trzecie miejsce w klasyfikacji. Ostatnie przesunięcie nastąpiło w listopadzie 2017 r., kiedy obraz „Salvator Mundi" przypisywany Leonardowi da Vinci zyskał cenę 450,3 mln dolarów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA