fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

„Fotomorgana": Jak zmylić nasze oczy

Instalacja Roberta Kuśmirowskiego, Michała Stachyry, Moniki i Tomasza Bielaków
PSG, Jurek Bartkowski
Nic nie jest takie, jak się wydaje w pierwszej chwili, o czym opowiada wystawa „Fotomorgana” w PGS w Sopocie. To wciągająca podróż do świata wyobraźni Roberta Kuśmirowskiego.

Robert Kuśmirowski (ur. 1973) nie bez powodu określany jest „fałszerzem i manipulatorem rzeczywistości”, a także „genialnym imitatorem”. Jego projekty to najczęściej instalacje będące rekonstrukcjami małych i wielkich przedmiotów i światów - od starej stacji kolejowej z wagonem i poczekalnią dworca (już na dyplomie w ASP), poprzez pracownię artystyczną z czasów PRL-u, biblioteki, gabinety, laboratoria. Za każdym razem artysta tworzył świat łudząco przypominający istniejący w rzeczywistości, a najczęściej – przeszłości. Większość z nich jest jednorazowa, komponowana specjalnie do przestrzeni bądź sytuacji. Inscenizacyjny rozmach, dbałość o detale przywodzi na myśl budowanie teatralnych czy filmowych scenografii, do których można pisać teksty.

- Lubię podróżować do miejsc, ludzi, gdzie nie dane było mi żyć, także przed datą moich urodzin – wyjaśniał Kuśmirowski „Rz”. - To są ciężary, może genetyczne, w postaci pozostawionych mi sygnałów, komunikatów. Bardzo wnikliwie badam te obszary, również osoby, świadków tych wydarzeń – wtedy wszystko staje się silniejsze, gotowe do opowiedzenia. Językiem wizualnym można opowiedzieć najlepiej.

Warto wspomnieć, że artysta znany jest z ponadprzeciętnego zamiłowania do zbierania wszystkiego, a z Sopotu zabrał kiedyś nawet nieczynny słup elektryczny. Nie ma go wprawdzie na tej wystawie, ale zapewne znajdzie swoje miejsce, w którymś z kolejnych projektów Kuśmirowskiego.

Pokazywana w Sopocie „Fotomorgana” to wystawa prac i obiektów sztuki parafotograficznej, a jej kuratorem i zarazem głównym artystą jest Kuśmirowski. Fotomorganę, czyli zjawisko pozornego powstania obrazu (w tym przypadku fotograficznego) tworzy stosując odległe techniki i formy wypowiedzi artystycznej takie jak: scenografia, instalacja artystyczna, obiekt, rekonstrukcja, assamblage czy performance. Wszystko po to, by zmylić nasze oczy. Artysta budował i montował ekspozycję aż przez trzy tygodnie – od rana do nocy. Jej serce zostało ukryte w wybudowanym pośrodku sali fragmencie starej zburzonej kamienicy z wyraźnymi śladami zniszczeń.

- Ta praca będąca rodzajem kapliczki, podarowana mi przez znanego kolekcjonera Edigio Marzona była jednym z najważniejszych impulsów do powstania wystawy – przyznaje Robert Kuśmirowski. – Jest bardzo emocjonalna. W głębokiej ramie umieszczone zostały trzy fotografie dokumentujące burzenie domu w Berlinie w marcu 1941 roku razem z wycinkiem prasowym wspominającym o bombardowaniu miasta. Są też odłamki, jak również z konstrukcji budynku dodatkowo umieścił lusterko, żeby odbiło tzw. próbę stali z jakiej została wykonana rama domu. To wszystko miało pokazać marność wobec oprawcy, który może pojawić się i zniszczyć, co dla nas cenne. I to nie tylko jeśli idzie o dom czy inne dobra materialne.

Robert Kuśmirowski pojawia się na ekspozycji w różnych odsłonach i wcieleniach (np. na jednym ze zdjęć jakby groźny misjonarz z odległej epoki z krzyżem w ręce). W dioramie o kilkumetrowych wymiarach – stoi przyparty do ściany i przygląda się z obawą podłodze pełnej gruzu, rozbitych szyb, połamanych ram, niszczejących zdjęć. Na wystawie znajduje się wiele dioram, w które wkomponowane zostały rozlegle panoramy i sceny rodzinne, a w poszczególnych częściach sali wydzielono pomieszczenia, w których można docenić urok starej fotografii poklatkowej. Na ekspozycji znaleźć można malarstwo fotorealistyczne, iluzoryczne, rysunki, prace hiperrealistyczne oraz fotografie imitujące wspomniane wyżej techniki.

Do udziału w wystawie Kuśmirowski zaprosił kilkunastu innych artystów m.in. Kacpra Kowalskiego, Jacka Staniszewskiego, Karola Palczaka. Malarstwo, które udaje fotografię reprezentuje m.in. dużych rozmiarów obraz komunijnej dziewczynki Marka Wrzesińskiego, sprawiający wrażenie nieco wyblakłego czarno-białego zdjęcia. Także obiekty, jak pianino z portretami sprzed lat, czy nakryty do obiadu stary drewniany stół z talerzami zdobionymi wizerunkami par, a przed nimi małe zdjęcia w ramce trochę jak z horroru. Wśród prac, które powstały specjalnie na wystawę jest m.in. instalacja Patrycji Sobiepan, autorki funeralnej garderoby z półkami pełnymi kołnierzyków, biżuterii, sakraliów. Weronika Gęsicka, na co dzień fotografka, także stworzyła trójwymiarową rzeczywistość ze swoich zdjęć z wydrukowaną w technice 3D figurą młodej kobiety.

Wciągająca wystawa.

Ekspozycję w PGS w Sopocie można oglądać do 15 sierpnia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA