fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

15 procent dozwolonej abstrakcji

materiały prasowe
W galerii w Centrum Olimpijskim trwa wystawa „Pośród" Konrada Jarodzkiego, jednego z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych malarzy.

Skłębione, lecz niezwykle uporządkowane formy przestrzenne charakterystyczne dla jego obrazów na zawsze pozostają w pamięci. Dlatego trudno uwierzyć, że ten jeden z najważniejszych artystów wrocławskiej sztuki współczesnej po raz ostatni prezentowany był w Warszawie na indywidualnej wystawie w Zachęcie w latach 70. ubiegłego wieku.

Czego nie zdołają dostrzec widzowie, oglądając 25 obrazów z różnych etapów twórczości artysty, dopowie ciekawy portret filmowy Jarodzkiego „W absolutnej ciszy" (2017). Będzie pokazany na wystawie 28 i 29 sierpnia.

– Pozornie malarstwo abstrakcyjne nie jest tematyczne – mówi bohater dokumentu. – Nie reaguje na to, co się dzieje na świecie. Ale nawet daleko odbiegająca od rzeczywistości abstrakcja ma treść.

Urodzony w 1927 r. Konrad Jarodzki miał 12 lat, gdy wybuchła II wojna. Tragiczne obrazy towarzyszyły mu długie lata.

– Pamiętam obraz leżącego żołnierza, przez którego głowę przejechał wóz pancerny – opowiada. – Ta rozdarta głowa stała się dla mnie tematem całego cyklu malarstwa.

Po wojnie Jarodzki studiował matematykę, architekturę i malarstwo we wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Preferowany był wtedy realizm, a nie abstrakcja. W 1956 r. ogłoszono odwilż i zapiso dozwolonych 15 procentach abstrakcji.

– Nie odpowiadała mi modna wówczas abstrakcja płaska – opowiada Jarodzki. – Postanowiłem osiągnąć efekt nie tylko przebicia płaszczyzny obrazu, ale potraktowania płaszczyzny jako okna, przez które widać przestrzeń.

Z czasem życie artystyczne ustąpiło działalności na uczelni. Malarz objął pracownię w ówczesnej PWSSP we Wrocławiu po tragicznie zmarłym Alfonsie Mazurkiewiczu.

– Konrad powiedział: „Róbcie, co chcecie" – wspomina jeden z jego uczniów. Inni podkreślają, że Jarodzki uczył myślenia o sztuce. Do jego pracowni trafiali nie tylko młodzi poszukujący artyści wizualni. Kameralna pracownia pełna była pisarzy i muzyków. Bywał Lech Janerka i cały Klaus Mitffoch. Jednocześnie dawni podopieczni wspominają, że Jarodzki potrafił być wymagający: godziny korekt były święte. W ich czasie wszyscy byli skupieni.

W pracowni malarza powstał uczelniany Związek Zawodowy „Solidarność", a kiedy nadszedł 13 grudnia 1981 r., Jarodzki został internowany na pół roku. Gdy opuszczał miejsce odosobnienia w Nysie, usłyszał, że miał... zły wpływ na młodzież. W 1993 r. wygrał wybory na rektora wrocławskiej ASP i rozpoczął rozbudowę uczelni.

– Jak wchodzę teraz do gabinetu rektora, przypomina mi się przede wszystkim ciężka praca. I samotność długodystansowca – mówi.

Kamera kontempluje obecność artysty w domu, w pracowni, także w czasie malowania, pośród natury, obserwując go z różnych punktów widzenia. Pozostaje w pamięci jego malarsko piękny portret, gdy zimową porą stoi na tle gęstego brzozowego lasu skąpanego w słonecznym świetle.

Łukasz Śródka, autor interesującego filmu, pokazuje też bohatera w czasie przygotowań do wystawy w Nowym Jorku w 2013 r.

Wystawę w warszawskim Centrum Olimpijskim przygotowaną przez Galerię (-1) oraz wrocławską mia Art Gallery oglądać można do 29 sierpnia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA