fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Rozmowa z Maurzio Cattelanem, włoskim artystą

Maurizio Cattealn. Frau C. 2007. Fiberglass, clothes, hair. Lifesize. Photo, Wonge Bergmann. Courtesy, Maurizio Cattelan Archive
Zachęta
Maurizio Cattelan, autor kontrowersyjnej instalacji, wraca do wydarzeń sprzed kilkunastu lat i mówi o nowym projekcie. To jedyny wywiad artysty w Polsce

21 grudnia 2000 roku posłowie Halina Nowina Konopka i Witold Tomczak w warszawskiej galerii Zachęta usunęli z instalacji włoskiego rzeźbiarza Maurizio Cattelana fragment symbolizujący meteoryt przygniatający postać papieża Jana Pawła II. W rocznicę tego wydarzenia przypominamy wywiad z Maurizio Cattelanem z 2011 roku.

W piątek w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski odbędzie się spotkanie z Maurizio Cattelanem.

Sławny włoski artysta przybywa na zaproszenie nowego dyrektora CSW Fabio Cavalucciego, by promować drugi numer efemerycznego pisma artystycznego "Toilet Paper", które wydaje. W planach jest jego indywidualna wystawa w CSW. W Polsce zasłynął rzeźbiarską instalacją zaprezentowaną w Zachęcie w 2000 roku, zatytułowaną "La Nona Ora" ("Dziewiąta godzina"), a przedstawiającą przywalonego meteorem papieża Jana Pawła II.

Czy posyłając "La Nona Ora" do Polski, obawiał się pan gwałtownych reakcji?

Maurizio Cattelan: Kiedy kurator Harald Szeemann zaprosił mnie do udziału w wystawie sztuki polskiej, wydawało mi się trochę dziwne, że mam być jedynym Włochem, który weźmie w niej udział. Poza tym moja praca zbyt dosłownie konfrontowała się z krajem, w jakim miała zostać pokazana. Jednak Szeemann przekonał mnie, że doskonale wpisuje się w kontekst jego wystawy. A że ufam kuratorom, z którymi pracuję, dłużej nie oponowałem. Zwłaszcza że "La Nona Ora" była już wtedy znana na świecie. Pokazywałem ją wcześniej w Wenecji, Londynie i Bazylei.

Jak pan zareagował na wiadomość o interwencji polskich posłów i zniszczeniu rzeźby?

W tym czasie intensywnie pracowałem, wiele podróżowałem. O zajściu w Zachęcie dowiedziałem się kilka tygodni po całym wydarzeniu.

Skłamałbym, mówiąc, że nie oczekuję reakcji publiczności na moje prace. Reakcja to dla mnie przede wszystkim dyskusja, jaką może sprowokować moja sztuka. Reakcję polskich posłów uznałem za deklarację miłości i w jakimś sensie ją rozumiem. Religia jest bardzo ważna dla Włochów. Sam pochodzę z bardzo religijnej rodziny, moja siostra jest zakonnicą. Wydawało mi się naturalne, że pracę "La Nona Ora" konsultuję najpierw z nimi. A że idea im się spodobała, czułem pewien komfort. Zaskoczyło mnie, że posłowie tak łatwo utożsamili przedmiot – bo przecież tym jest figura papieża w mojej pracy – z osobą i wartościami, które reprezentuje. Takie zaślepienie jest bliższe fanatyzmowi niż prawdziwej miłości.

Czy jest pan prowokatorem?

Nigdy nie byłem. Od dzieciństwa musiałem stawiać czoło rodzinie, szkole, potem pracy. Aż pewnego dnia zrozumiałem, że dłużej nie chcę tak żyć, że chcę czerpać z pracy taką samą radość jak moi przyjaciele. W pracy artysty odnalazłem prawdziwy sens wolności. W sztuce nie interesuje mnie kryterium piękna, ale możliwość spojrzenia na problem z innej strony i odczytanie atmosfery, uczuć, jakie towarzyszą współczesnemu człowiekowi. Jeśli już mówimy o prowokacji, to uważam, że prowokatorem był właśnie papież Wojtyła. Oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa. Jak żaden z jego poprzedników skonfrontował wiarę katolicką z czasami współczesnymi. To on swoim świeżym podejściem do wiary sprawił, że młodzi ludzie odnaleźli w niej sens i inspirację.

Co pana głównie inspiruje?

Prace innych artystów. Każdy może mnie czegoś nauczyć. Otacza nas ta sama ilość bodźców, ale wybieramy je pod wpływem różnych impulsów. Nie mam recepty na dzieło ani programu artystycznego, który muszę zrealizować. Wystarczy mi świadomość, że żyję własnym życiem, a praca pozwala mi ewoluować, znosić moje ograniczenia. "La Nona Ora", którą miałem pokazać w 1999 roku w Bazylei, miała inną formę niż ta obecna. Przygotowałem stojącą postać papieża. Dopiero na miejscu, w galerii, zorientowałem się, że nie może tak wyglądać. Była piękna, ale nie mówiła o papieżu niczego ponad to, co już wszyscy wiedzieliśmy. Poprosiłem pracowników galerii, by zostawili mnie samego. Trzy godziny biłem się z myślami. Wiedziałem już, że papież musi zostać fizycznie przewrócony, ale jako człowiek nie potrafiłem przejść tej bariery. Stąd siła wyższa, meteoryt, który wpada przez sufit i przygniata figurę.

Jak wyglądają relacje między światem popkultury i kultury wysokiej, czy te podziały jeszcze obowiązują?

W dzisiejszym świecie nie istnieje już różnica między kulturą wysoką a niską. Wszystko jest płaskie. Nikt już nie podkreśla opozycji wysoki – niski, brudny – czysty, sacrum – profanum. Internet wyrządził kulturze więcej złego niż komunizm. Absurdalne jest to, że zbierając tysiące informacji, osiągamy taki sam efekt jak wtedy, gdy wykorzystujemy kilka. Przyszłość należy do tych, którzy będą potrafili najlepiej wybierać z masy danych. Jedyny podział, jaki jest dziś widoczny, dotyczy relacji społecznych, nie sztuki. Żyjemy w świecie ludzi bardzo bogatych i biednych. Jesteśmy świadkami śmierci klasy średniej. Dlatego czeka nas nieuchronnie rewolucja społeczna i rewaluacja tradycyjnych wartości.

Czy myśli pan o wystawie w Warszawie, a może obawia się pan tej konfrontacji?

Oczywiście. Konfrontacja z legendą wystawy z 2000 roku, w której brałem udział, lecz nigdy jej nie widziałem, to prawdziwe wyzwanie. Chcę, by polska publiczność mnie poznała i miała szansę mi zaufać. Nie chcę myśleć, że budzę tu tylko złe skojarzenia.

Czym jest dla pana projekt "Toilet Paper"?

To kolejny etap mojej działalności wydawniczej i naturalna kontynuacja wcześniejszych projektów: "The Wrong Times", "Charley", "Permanent Food". "Permanent Food" to magazyn, który tworzyliśmy w 24 godziny, bez redaktora, bez dziennikarzy. Z tysięcy zdjęć krążących po świecie wybieraliśmy te, które najbardziej nam się podobały. Przy niewielkim wysiłku wydawaliśmy w ten sposób nasze ulubione czasopismo, rodzaj playlisty. "Toilet Paper" jest następnym krokiem. We współpracy z fotografem Pierpaolo Ferrarim tworzymy obrazy, które każdy gdzieś kiedyś widział lub snuł fantazje na ich temat. Nazwa magazynu – "Toilet Paper" – jest łatwa do zapamiętania i nawiązuje do tego, że każda gazeta lub magazyn prędzej czy później ląduje w koszu.

rozmawiał Bogusław Deptuła

Historia awantury w salach Zachęty

Z okazji setnej rocznicy powstania warszawskiej Galerii Zachęta jej ówczesna dyrektorka Anda Rottenberg postanowiła w roku 2000 zorganizować wystawę polskiej sztuki ostatniego stulecia. Do jej przygotowania zaprosiła jednego z najsławniejszych europejskich kuratorów i wystawienników, wieloletniego szefa weneckiego Biennale, Szwajcara Haralda Szeemana. Miała ona tytuł zaczerpnięty z Leca: "Uważaj wychodząc z własnych snów. Możesz się znaleźć w cudzych". Wybierając polskie prace, postanowił dodatkowo pokazać rzeźbiarską instalację autorstwa Cattelana. Przedstawiała naturalistycznie wykonaną woskową figurę Jana Pawła II przygniecionego wpadającym przez galeryjny świetlik meteorytem około metrowej wielkości.

Przed wernisażem w polskiej prasie pojawiły się teksty opisujące kontrowersyjne dzieło Włocha i przepowiadających gwałtowne reakcje. Wkrótce po otwarciu wystawę w Zachęcie odwiedził Wojciech Cejrowski, który próbował przykryć rzeźbę białym prześcieradłem. Następnie dwoje posłów Porozumienia Polskiego, Witold Tomczak i Halina Nowina-Konopka, usunęło kamień z rzeźby papieża. Pozostawili też list adresowany do premiera Jerzego Buzka oraz ministrów kultury i sprawiedliwości Kazimierza Michała Ujazdowskiego i Lecha Kaczyńskiego z postulatami natychmiastowego zamknięcia wystawy, odwołania dyrektor Andy Rottenberg i wszczęcia śledztwa przeciwko niej. Skandal stał się bezpośrednią przyczyną podania się do dymisji Andy Rottenberg.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA