fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Putin nie celuje w Estonię

PAP/Jacek Turczyk
- Kraje bałtyckie nie będą następną ofiarą agresywnej polityki Kremla – tak uważa prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves. Mówił o tym w czasie debaty zorganizowanej w redakcji „Rzeczpospolitej".

– W tej samej chwili, w której okaże się, że artykuł 5 NATO nie zadziałał w stosunku do jednego państwa, sojusz przestanie istnieć. I nawet jeśli opinia publiczna w niektórych krajach zachodnich ma wątpliwości co do sensu obrony Estonii, przywódcy tych krajów takich wątpliwości nie mają, bo zdają sobie sprawę, że kiedyś i oni będą potrzebowali pomocy paktu – powiedział Ilves. Jego zdaniem nie należy też oczekiwać, że Władimir Putin powtórzy taktykę wojny hybrydowej, jaką zastosował na Ukrainie.

– Wszyscy już wiemy, czym są zielone ludziki. Zachód jednak czegoś się uczy – uważa Ilves.

Jego zdaniem o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że ofiarą agresji stanie się któryś z krajów nienależących do NATO. Prezydent nie chciał jednak powiedzieć, jakie państwo ma na myśli.

– Rosja stara się zwasalizować dawne republiki radzieckie. I gdy chcą one prowadzić niezależną wobec Kremla politykę, rozpoczyna agresję. Tak było w przypadku zarówno Gruzji, jak i Ukrainy – uważa Ilves.

Ale zdaniem prezydenta złamanie gwarancji integralności terytorialnej, jakich Stany Zjednoczone i Wielka Brytania udzieliły Ukrainie w 1994 r. w Budapeszcie, długo będzie miało bardzo poważne konsekwencje.

– Od tej pory trudno będzie przekonać jakiś kraj do porzucenia broni jądrowej w zamian za kompensacje dyplomatyczne. Choćby Koreę Północną w razie zmiany reżimu w tym państwie – zwrócił uwagę estoński prezydent.

Zdaniem estońskiego polityka na przyszłorocznym szczycie sojuszu w Warszawie zapadnie decyzja o „ciągłej, rotacyjnej obecności" wojsk NATO w Europie Środkowej. Ale już dziś sojusz jest gotowy do obrony państw naszego regionu. Bo nawet jeśli nie będzie w stanie natychmiast odeprzeć ewentualnego agresora, to postara się go później dosięgnąć na jego własnym terytorium. Kreml o tym wie.

Prezydent Estonii uważa, że nie ma na razie ryzyka zniesienia przez Unię sankcji nałożonych na Rosję. Będą trwały, dopóki kluczowe zapisy umowy z Mińska, w tym o przejęciu pełnej kontroli przez ukraińskie władze nad granicami kraju, nie zostaną w pełni wprowadzone w życie.

– To jest umowa, która została wynegocjowana przez Niemcy i Francję, i kraje te czują się nią związane – uważa prezydent.

Ilves zapewnił także, że jednym z kluczowych celów jego misji jest utrzymanie możliwie bliskich stosunków między Polską i Estonią. – Polska to jedyny duży kraj Unii, który rozumie, co to są deportacje, coś, co dla krajów bałtyckich jest doświadczeniem oczywistym – powiedział estoński prezydent.

Za kilka dni w „Rz" wywiad z prezydentem Ilvesem

Zobacz także:

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA