fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Hiszpańska demokracja pomyślana na nowo

Mariano Rajoy
AFP
20 grudnia Hiszpanie dobiją system dwupartyjny powstały po śmierci Franco 40 lat temu. Królestwo wchodzi na burzliwe wody.

Cztery lata temu Mariano Rajoy poprowadził Partię Ludową (PP) do absolutnego zwycięstwa – dostał 44,6 proc. głosów. Ale nawet socjalistów (PSOE), choć pozostawiali kraj na skraju bankructwa, poparło 28,7 proc. wyborców. Jak zawsze od początku hiszpańskiej demokracji, dwa główne ugrupowania zgarnęły przeszło 70 proc. głosów.

Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Ostatni przed niedzielnymi wyborami sondaż co prawda wciąż daje PP zwycięstwo, ale z zaledwie 25,3 proc. głosów, podczas gdy PSOE może liczyć tylko na 21 proc.

W ostatnich dwóch latach na scenie politycznej wyrosły dwaj zupełnie nowi, ale równorzędni gracze. To lewacka, populistyczna Podemos („Możemy"), owoc manifestacji młodych, bezrobotnych Hiszpanów przeciw kryzysowi finansowemu. Ugrupowanie kierowane przez charyzmatycznego wykładowcę Pablo Iglesiasa może liczyć na 19,1 proc.

Ale niewiele mniej (18,2 proc.) poparcia ma Ciudadanos, liberalny ruch założony przez byłego mistrza w pływaniu Alberta Riverę, który karierę polityczną rozpoczynał jako działacz walczący przeciwko niepodległości Katalonii.

W chwili upadku dyktatury Hiszpanie zrezygnowali ze wzajemnego rozliczenia krwawej przeszłości (dawni faszyści przyłączyli się do PP, a komuniści do PSOE). Dzięki kompromisowi obie partie przejmowały nawzajem władzę aż do wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. Upadek rynku nieruchomości, rekordowe bezrobocie i dług państwa skompromitowały wówczas w oczach wielu wyborców rządy socjalisty José Luisa Zapatero. A jego następca co prawda uratował kraj od bankructwa, ale za cenę ogromnych cięć w świadczeniach socjalnych. W ostatnich czterech latach wyszła też na jaw korupcja o niezwykłej skali, zarówno wśród polityków PP, jak i PSOE.

Do tej pory, gdy Hiszpanie byli niezadowoleni z obu rządzących partii, oddawali nieważny głos. Nie oferowano im trzeciej drogi, ale też nie chcieli podważać historycznego kompromisu z 1975 r. Teraz sytuacja jest inna. Co prawda na trzy dni przed głosowaniem rekordowa liczba 8 milionów wyborców wciąż nie podjęła decyzji, na kogo głosować, ale drugie tyle chce poprzeć dwie nowe partie.

W nowym układzie zbudować stabilną większość będzie trudno. Rivera zapowiedział, że nie utworzy koalicji z PP, bo nie chce mieć nic wspólnego z korupcją. W tej sytuacji koalicja bez Podemosu, siostrzanego ugrupowania greckiej Syrizy, będzie trudna. Czwarty najważniejszy kraj Unii może się zachwiać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA