fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Rządowy ukłon w stronę piratów drogowych

Fotorzepa/ Marta Bogacz
Surowsze kary będą tylko dla kierowców w miastach. Poza nimi nadmierna prędkość nie zaszkodzi – pirat nie straci prawa jazdy na trzy miesiące.

Rząd wycofał się z pomysłu zatrzymywania praw jazdy za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na każdej drodze – czyli także w terenie niezabudowanym, choć to z dala od miast wypadki mają najtragiczniejszy przebieg. W tym roku zginęło tam o 310 osób więcej niż w wypadkach w terenie zabudowanym – wg danych policji.

– Poza miastami jest mniejsze natężenie ruchu, ale to tam kierowcy rozwijają znacznie większą prędkość – przyznaje Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego KGP.

Rząd 24 listopada przyjął opracowany przez Ministerstwo Infrastruktury i Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym. Są w nim nowatorskie rozwiązania: pierwszeństwo dla pieszych wchodzących na pasy, zrównanie prędkości w terenie zabudowanym do 50 km/h w dzień i w nocy, zapisy mające ukrócić jazdę „na zderzak" na drogach szybkiego ruchu i zakaz używania smartfonów na przejściu.

Jednak wbrew zapowiedziom w projekcie nie ma zapisu o zatrzymywaniu prawa jazdy za drastyczne (o ponad 50 km/h) przekroczenie prędkości poza miastami. Powód jest prozaiczny – rząd najwyraźniej uznał argument, że to nadmiernie obciążyłoby starostów, którzy wydają decyzje o zatrzymaniu prawa jazdy. Gdyby to rozwiązanie weszło w życie, to liczba decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy wzrosłaby o ok. 40 tys. spraw rocznie, co oznaczałoby – jak twierdził w stanowisku do projektu Związek Powiatów Polskich – „ponad 100 spraw administracyjnych na 1 starostwo rocznie". Trzeba byłoby większej obsady.

– To raptem dodatkowo ok. 2,5 sprawy dziennie. A czy ktoś ocenił, ile osób można dzięki temu uratować? – pyta Wojciech Pasieczny, były szef stołecznej drogówki, ekspert ruchu drogowego.

Przeciwne było też Ministerstwo Sprawiedliwości, które uważało, że rygorem należałoby objąć „tylko najbardziej drastyczne", np. ponaddwukrotne, przekroczenia. Tymczasem przekroczenia prędkości poza miastami to kolosalny problem. Z danych KGP wynika, że choć wypadki w terenie niezabudowanym stanowią 30 proc. ogółu, to ginie w nich 60 proc. wszystkich ofiar śmiertelnych. W ubiegłym roku prawie w co piątym zginął człowiek, gdy na obszarze zabudowanym – w co osiemnastym. Bardziej tragiczne są tam także skutki wypadków z udziałem pieszych.

Ten rok jest podobny – w terenie zabudowanym wydarzyło się 15 417 wypadków, w których zginęło 1012 osób. A w obszarze niezabudowanym wypadków było 6855, ale 1322 zabitych. Piraci za kierownicą nadal są zmorą polskich dróg, czego dowodem zatrzymane prawa jazdy za tzw. 50+ w terenie zabudowanym – w tym roku straciło je 60 tys. kierowców przekraczających prędkość w miastach – to o 14 tys. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego.

Dziś kierowcy jadący znacznie za szybko poza miastami najczęściej są karani mandatem do 500 zł i otrzymują 10 punktów karnych. Robert Opas przyznaje, że wnioski do sądu kieruje się zwykle wtedy, gdy kierowca prócz nadmiernej prędkości popełnił jeszcze inne wykroczenia, np. wyprzedzał na podwójnej ciągłej.

Co na to eksperci? Zdaniem Anny Zielińskiej z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Samochodowego „propozycja rozszerzenia przepisu o zatrzymaniu prawa jazdy na 3 miesiące na wszystkie drogi była słuszna i przy odpowiedniej egzekucji mogłaby istotnie zmniejszyć zagrożenie na drogach". – Rezygnacja z obostrzeń utrudni osiągnięcie celu zmniejszenia liczby zabitych w kolejnych dziesięciu latach o 50 proc. – wskazuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA