fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zatrzymana kolejka na Kasprowy. Do odwołania

Po wczorajszej awarii kolejka na Kasprowy Wierch jest nieczynna do odwołania.
Wikimedia
Całą noc trwała ewakuacja ponad 400 turystów, którzy utknęli na Kasprowym Wierchu po awarii kolejki linowej. Ani w sobotę, ani w niedzielę nie będzie ona działała.

W trakcie piątkowej burzy uszkodzone zostało zasilanie sterowania górnego i dolnego odcinka kolei linowej. Silniki awaryjnego zasilania przegrzały się, a na Kasprowym Wierchu utknęło kilkaset osób.

Po północy udało się uruchomić awaryjne zasilanie - na Kasprowym Wierchu i na stacji pośredniej na Myślenickich Turniach było w tym czasie jeszcze około 450 osób.

Jednak po jakimś czasie padł również ten system. Dlatego część z nich zwożono z Myślenickich Turni samochodami terenowymi TOPR, a niektórzy wyruszyli ze szczytu pieszo.

Wszyscy poszkodowani mieli zapewnioną opiekę pracowników kolei i TOPR. Turystom oczekującym na uruchomienie kolejki na szczycie Kasprowego Wierchu PKL zapewniły ciepłe posiłki i napoje.

W ewakuacji turystów brali udział nie tylko pracownicy PKL, ale też straż pożarna i ratownicy TOPR. Ostatnich turystów zwieziono z Kasprowego Wierchu o 4.45 nad ranem. Wszyscy są bezpieczni. Nikt nie ucierpiał.

W związku z awarią w sobotę i niedzielę kolejka na Kasprowy Wierch jest nieczynna. Zostanie ponownie uruchomiona po przeprowadzeniu przeglądu technicznego i po odbiorze przez Transportowy Dozór Techniczny. Na razie nie wiadomo kiedy to nastąpi.

"Wszyscy klienci którzy zakupili bilety w sklepie internetowym PKL na ten termin otrzymają mailem informację dotycząca procedury zwrotu. Jest ona bardzo prosta, wystarczy kliknąć w potwierdzenie otrzymania faktury korygującej i pieniądze zostaną automatycznie zwrócone klientowi. Osoby, które kupiły bilet w biurze obsługi klienta lub w biletomacie, zapraszamy do biur obsługi klienta PKL, gdzie będzie można zwrócić bilety" – informują PKL na swoim profilu na Facebooku.

To już kolejna w tym roku awaria kolejki linowej spowodowana wyładowaniami atmosferycznymi. Do podobnej sytuacji doszło pod koniec lipca. Wówczas na szczycie utknęło około 200 osób.

Wówczas też obsługa musiała przejść na system awaryjny. Turyści byli stopniowo zwożeni, ale zajmowała to więcej czasu. Najpierw puszczane były rodziny z dziećmi, później pozostali. Wówczas akcja ewakuacyjna też trwała kilka godzin.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA