Jak informuje TOK FM, do wydania morfiny doszło 10 listopada ubiegłego roku w jednej z aptek w Jarocinie. Pomyłka wykryta została dopiero trzy dni później, dobę po śmierci pacjentki. Kierownik apteki i pracownica zostały dyscyplinarnie zwolnione, a działalność placówki zawieszona.
Czytaj także: Lekarze nie są karani za złe wypisanie recepty
Po dwóch miesiącach od zdarzenia, dziennikarze TOK FM dotarli do rodziny zmarłej kobiety. Twierdzą oni, że nikt nie powiadomił ich o fatalnej pomyłce. Bliscy kobiety przez cały czas byli przekonani, że to wynik jej postępującej choroby. - Była sobota, kiedy leki wykupiliśmy, wzięła dawkę wieczorem. Następnego dnia mama gorzej się poczuła, ale jeszcze te leki wzięła. W południe już nastąpił brak kontaktu. W sumie już rano trochę pojawiały się zaniki: co to za dzień, co to za godzina? Po południu pojechaliśmy na pogotowie, bo mama nie jadła, nie piła, odmówiła zażycia leków. Tak to się skończyło. Dostała kroplówkę, następnego dnia zmarła - powiedziała córka pacjentki.
Jak ustaliło TOK FM, kierownik apteki, w dniu wykrycia błędu, miała pytać sąsiadów kobiety o jej stan zdrowia. Rodzina kobiety twierdzi natomiast, że farmaceutka przyszła do nich już po zwolnieniu z pracy i kilka dni po pogrzebie chorej. Twierdziła, że na recepcie pomylono numer PESEL. Zabrała lek do utylizacji, tłumacząc to jego silnym działaniem i obecnością dzieci w domu.
Właściciel apteki poinformował o sprawie Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego. W listopadzie skierowana została do prokuratury. Dziennikarze TOK FM skontaktowali się z nią 7 stycznia. Policja wszczęła dochodzenie dopiero po telefonie ze strony mediów.