fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spadki i darowizny

Sąd: syn księdza ma prawo do pełnego zachowku

123RF
Sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości, że nie można odmówić pełnego zachowku potomkowi, który nie zaznał opieki i pomocy materialnej za życia ojca – księdza skrywającego fakt swojego ojcostwa.

Łukasz T. wniósł o zasądzenie 150 tys. zł tytułem zachowku po księdzu Felicjanie N. Pozwaną była Barbara S., którą zmarły powołał w testamencie notarialnym do całego spadku. Domagała się oddalenia powództwa podnosząc, że zawarła z księdzem umowę, wedle której pozostawiony przez niego majątek - dom i samochód, warte w sumie ponad 220 tys. zł - miał być wynagrodzeniem za to, że przez wiele lat bez wynagrodzenia pracowała na plebani jako gospodyni i opiekowała się kapłanem, gdy zachorował. Jak twierdziła, Felicjan N. nie poinformował jej, że ma syna, gdy sporządzał testament.

Nie ujawniła spadkobiercy

O tym, że jest biologicznym synem księdza Łukasz T. dowiedział się dopiero, gdy skończył 18 lat. Odwiedził ojca kilkakrotnie na plebanii, ale nie utrzymywał z nim bliskich relacji. Także Felicjan N. do tego nie dążył, nigdy nie łożył na utrzymanie i wychowanie syna, nie dokonywał za swojego życia na jego rzecz żadnych darowizn, poza drobną sumą wręczoną przy pierwszym spotkaniu. Ustalenie ojcostwa Felicjana N. przez sąd nastąpiło już po śmierci księdza. Barbara S. wiedziała o orzeczeniu w tej sprawie, bo występowała w niej jako kurator (w przypadku śmierci domniemanego ojca powództwo wytacza się przeciwko kuratorowi ustanowionemu przez sąd opiekuńczy). Mimo to podczas późniejszej sprawy spadkowej Barbara S. zapewniła sąd, że jedynym znanym jej spadkobiercą ustawowym księdza był jego brat. Nie wspomniała o Łukaszu T., który – gdyby nie testament - dziedziczyłby z ustawy cały majątek spadkowy po księdzu.

W postępowaniu w sprawie zachowku Barbara S. domagała się pomniejszenia schedy o poniesione przez siebie koszty pogrzebu, nagrobka i stypy, a także uiszczonego podatku od spadku w wysokości prawie 21 tys. zł Sąd I instancji przychylił się do tego żądania tylko w części, bo jak ustalił, Barbara S. część kosztów związanych z pochówkiem pokryła z otrzymanego zasiłku pogrzebowego. Natomiast podatek od spadku w ogóle nie może być w tym przypadku zaliczony do długów spadkowych.

Miarkowania nie będzie

Sąd Okręgowy w Koszalinie stwierdził, że Łukaszowi T. należy się zachowek – połowa wartości udziału w spadku, czyli - po odjęciu od czystego substratu zachowku długów spadkowych - blisko 104 tys. zł. Nie uwzględnił wniosku Barbary S., aby zmniejszyć wysokość zachowku z uwagi na trudną sytuację materialną pozwanej, czyli w oparciu o zasady współżycia społecznego. Zwrócił uwagę na jej negatywne zachowanie wobec powoda oraz na fakt, że 10 lat wcześniej sprzedała mieszkanie odziedziczone po zmarłych rodzicach, co ujawniła dopiero na ostatniej rozprawie.

– Poszukując ochrony prawnej przed sądem, samemu należy wykazać, że postępowało się rzetelnie, zgodnie z przyjętymi regułami w danych stosunkach społecznych. Nie ujawniając przed sądem spadku informacji o synu spadkodawcy, pozwana działała z najniższych pobudek - chęci zysku – stwierdził Sąd.

Zauważył również, że wyjątkowy wydźwięk środowiskowy i moralny tej konkretnej sprawy przemawia za tym, by uznać, iż powodowi, który nie mógł z oczywistych względów zaznać opieki i pomocy materialnej za życia ojca będącego księdzem i skrywającego fakt swojego ojcostwa, należy się bez wątpienia całkowita finansowa rekompensata w postaci świadczenia z tytułu zachowku. Taka bowiem właśnie jest rola zachowku: zabezpieczenie interesów osób najbliższych, pominiętych w testamencie, ale też nie wydziedziczonych.

Gosposia nie złożyła broni

Barbara S. zaskarżyła wyrok domagając się obniżenia zachowku do 50 tys. zł i rozłożenia świadczenia na dwie równe raty. Jej zdaniem fakt, iż przez większość swojego życia opiekowała się spadkodawcą, powinien zostać uznany za przesłankę do obniżenia zachowku. Podstawą do miarkowania był jej zdaniem także fakt, że Łukasz T. w żaden sposób nie wywiązywał się ze swoich obowiązków moralnych wobec ojca tj. nie odwiedzał go i nie dbał o niego, gdy ten zachorował. - Zapałał miłością do swojego ojca dopiero po jego śmierci, kiedy doszła do niego wiadomość, że może coś zyskać na spadku - stwierdziła Barbara S.

Zarzucała także Sądowi I instancji, iż doskonale wiedział, że nie ma z czego zapłacić zasądzonego zachowku i będzie musiała sprzedać otrzymaną w spadku nieruchomość, żeby wykonać wyrok. Na to zaś potrzebuje przynajmniej dwóch lat. Sąd tymczasem zasądził zachowek wraz z ustawowymi odsetkami od dnia wydania wyroku, co zdaniem spadkobierczyni, z góry skazuje ją na niemożność zapłacenia całego zachowku.

Kolejny zarzut dotyczył niezaliczenia przez Sąd I instancji w poczet długów spadkowych uiszczonego przez spadkobierczynię podatku od spadku, jeśli nie w całości, to przynajmniej w połowie.

Nie taka biedna

Sąd Apelacyjny w Szczecinie uznał, że apelacja nie zasługiwała na uwzględnienie. Ostatni zarzut oddalił, gdyż podatek od spadku jest należnością publicznoprawną obciążającą spadkobiercę, a nie spadek. Nie można więc zakwalifikować go do długów spadkowych. Za chybiony należało także uznać zarzut naruszenia zasad współżycia społecznego.

- Jakkolwiek stosowanie art. 5 k.c. do instytucji zachowku nie jest ex lege wyłączone, jednak można to czynić tylko w sytuacjach skrajnie rażącego zachowania uprawnionego względem spadkodawcy, bądź tak drastycznej sytuacji zobowiązanego, iż wykonanie uprawnienia do zachowku naraziłoby go na skrajny niedostatek bądź wręcz niesprawiedliwość. W niniejszej sprawie taka sytuacja jednak nie zachodzi. Apelująca zapomina, iż w wyniku spadkobrania jej stan majątku i tak się poprawił, nawet pomimo zasądzonej sumy tytułem zachowku o wartości połowy nabytego spadku – stwierdził Sąd.

Podkreślił, że jeszcze przed dniem wyrokowania w sprawie przez Sąd II instancji Barbara S. dokonała jednak zapłaty kwoty 50 tys. zł na rzecz Łukasza T. z tytułu częściowej spłaty zachowku. Oznacza to, że przedstawiana przez nią wersja o jej stanie majątkowym i możliwościach finansowych nie przystaje do rzeczywistości. Najwyraźniej miała jakieś oszczędności lub możliwość zaciągnięcia pożyczki.

Kto był niemoralny

Przede wszystkim jednak nie znalazł Sąd Apelacyjny podstaw do uznania, że zachowanie Łukasza T. wobec ojca było sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i nadużył on swojego prawa wysuwając roszczenie o zachowek. Sąd przypomniał, że na zachowanie syna wpłynęła okoliczność, że ksiądz ukrywał fakt swego ojcostwa przed osobami postronnymi, gdyż był on dowodem na złamanie celibatu.

- Jeśli można mówić o uchybieniu obowiązkom etycznym, to wyłącznie ze strony spadkodawcy, który oficjalnie swego ojcostwa nie potwierdził i zerwał kontakty z synem i jego matką. Nawet już po przejściu na emeryturę i wycofaniu się z aktywnej posługi kapłańskiej nadal najwyraźniej nie czuł potrzeby przyznania się do posiadania syna, najprawdopodobniej z obawy przed pogłoskami i utratą szacunku pośród lokalnej społeczności. Nie można zatem czynić powodowi zarzutu z braku wywiązywania się przez niego z obowiązków rodzinnych, opieki i pomocy, względem ojca, skoro najwyraźniej sam spadkodawca za swego życia sobie tego nie życzył, nie zabiegał o to, lecz utrzymywał fakt posiadania syna w tajemnicy. Zarazem, na skutek postawy Felicjana N., powód od urodzenia był pozbawiony osoby ojca, jego wsparcia, autorytetu, a na dodatek musiał się zmagać ze świadomością, że nie tylko jego ojciec nie przejawia nim szczególnego zainteresowania, lecz jest księdzem, co jest z założenia sytuacją nietypową, która wedle opinii utrwalonej w społeczeństwie nie powinna się w ogóle wydarzyć – wyjaśnił Sąd.

W jego ocenie zachowek w pełnej należnej wysokości to minimum, które  należało się Łukaszowi T. od ojca. Natomiast Barbara S. nie wykazała, aby sama swoim zachowaniem zasłużyła na uzyskanie korzyści majątkowej kosztem syna księdza. Wprawdzie ostatnie lata swego życia poświęciła na gorliwą opiekę nad spadkodawcą aż do jego śmierci i nie otrzymywała za to wynagrodzenia, lecz wiedziała, że czeka ją rekompensata: dom, który nabędzie po śmierci podopiecznego.

- Pozwana nie udzielała pomocy bezinteresownie, z dobroci serca i poczucia szacunku względem kapłana, lecz kierowała się mimo wszystko również chęcią uzyskania pewnych korzyści majątkowych. Na bieżąco także uzyskiwała jakieś korzyści, choćby w postaci braku konieczności wynajmowania mieszkania i opłacania czynszu najmu – stwierdził Sąd nie znajdując ostatecznie podstaw  do uwzględnienia jakichkolwiek żądań gosposi.

Wyrok jest prawomocny.

sygn. akt I ACa 892/12

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA