fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

ABW chce ingerować we wrażliwe tajemnice lekarskie

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Osobom, które chcą dostać certyfikat bezpieczeństwa, dający dostęp do materiałów niejawnych, agenci chcą zaglądać do dokumentacji medycznej. Sprawdzają np., jak była leczona depresja.

Lekarze psychiatrzy spotykają się z żądaniem ze strony funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wydania dokumentacji medycznej pacjentów, wobec których toczy się postępowanie sprawdzające o wydanie lub przedłużenie poświadczenia bezpieczeństwa. To certyfikat pozwalający na wgląd w materiały tajne i ściśle tajne. ABW, zanim go wyda, bada, czy osoba daje rękojmię zachowania tajemnicy – by wiedzieć m.in., czy nie ma uzależnień (więc podatna na szantaż), czy legalnie zgromadziła majątek i nie ma schorzeń wpływających na jej sprawność umysłową.

– Z jednej strony ABW, zanim dopuści kogoś do tajemnic, musi sprawdzić, czy ktoś np. nie leczył się psychiatrycznie. Jednak to dane wrażliwe, więc lekarze niechętnie takie informacje udostępniają – mówi nam uznany psychiatra z wieloletnim stażem, który prosi o anonimowość.

Jak lekarze się zachowują? – Część psychiatrów odmawia i żąda pokazania postanowienia sądu o zwolnieniu ich z tajemnicy lekarskiej. Inni dla „dobra służby" informację przekazują w takiej formie, że nikt postronny się o tym nie dowie – dodaje nasz rozmówca.

O stosowane praktyki ABW zapytał poseł Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych, który uważa, że ABW, żądając dostępu do wiedzy o samym procesie leczenia, wykracza poza prawo.

– Dane lekarskie są święte. Także psychiatra nie powinien nikomu ich przekazywać, nawet służbom. Osoba, która ubiega się o certyfikat bezpieczeństwa, jeśli leczyła się psychiatrycznie, sama powinna to ujawnić. Jeżeli to zatai, i to później wyjdzie, straci rękojmię – mówi poseł Biernacki.

Koordynator służb, minister Mariusz Kamiński tłumaczy w odpowiedzi na interpelację posła, że „obowiązkiem organu wydającego poświadczenie bezpieczeństwa jest wykazanie najwyższej staranności w toku prowadzonego postępowania i rzetelne udokumentowanie wszystkich czynności. W razie niedających się usunąć wątpliwości interes ochrony informacji niejawnych ma pierwszeństwo przed innymi prawnie chronionymi interesami".

Ale według wysokiej rangi byłego oficera ABW tak nie jest. – Żądanie dostępu do danych regulowanych ustawą o zdrowiu psychicznym było zawsze stosowane w wyjątkowych sytuacjach, a nie standardowo. Regułą było to, że ABW kierowała do osoby sprawdzanej prośbę o dostarczenie tych dokumentów za jej zgodą. Tylko wyjątkowo, kiedy wątpliwości były bardzo poważne, służba występowała o te dane z własnej inicjatywy – tłumaczy były funkcjonariusz.

ABW, która wydaje certyfikaty, w ostatnich latach zaliczyła poważne wpadki. Jak tę dotyczącą Mariana Banasia, ministra finansów, który został prezesem Najwyższej Izby Kontroli.

Reportaż „Superwizjera" TVN pokazał, że krakowska kamienica prezesa NIK została wydzierżawiona osobom pochodzącym z półświatka – braciom K. Szef ABW wszczął kontrolne postępowanie sprawdzające wobec Mariana Banasia, który nieprzerwanie od 2001 r. posiada poświadczenie do wszystkich klauzul tajności, już po fakcie. Wszczęcie postępowania z automatu zawiesza dostęp do materiałów ściśle tajnych, ale Marian Banaś się postawił. W opinii prawnej wykazał, że „zgodnie z art. 34 ust. 10 pkt 7 ustawy o ochronie informacji niejawnych wobec Prezesa NIK nie przeprowadza się postępowania sprawdzającego" – więc ABW mogła to zrobić, gdy Banaś był kandydatem na urząd, a nie po jego objęciu.

ABW zaliczyła wpadkę także w przypadku kasjerki z CBA, która ukradła co najmniej 9,2 mln zł. Jak ujawniliśmy, Katarzyna G. od lutego 2007 r. dysponowała poświadczeniem bezpieczeństwa z dostępem do „ściśle tajne" – było ono sukcesywnie przedłużane. ABW znała problemy z uzależnieniem od hazardu jej męża – bo jako pracownik w telekomie był poddawany postępowaniu sprawdzającemu. W 2014 r. nie otrzymał poświadczenia.

– Obecnie procedura przyznawania oraz odbierania poświadczeń bezpieczeństwa jest jedną z najmniej transparentnych procedur. Tymczasem jest bardzo ważna z uwagi na kariery zawodowe poszczególnych osób. Brak poświadczenia przekreśla możliwość zajmowania określonych stanowisk – mówi Paweł Wojtunik, który w 2016 r., po tym jak ABW cofnęła mu certyfikat dostępu do informacji niejawnych, musiał zrezygnować ze stanowiska szefa CBA (w ubiegłym roku wygrał sprawę w NSA).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA