fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Domagalski: Pyskówki sądowe - proste sprawy dla dobrych prawników

AdobeStock
Zanim wystąpimy do sądu, bo ktoś nas pomówił, znieważył np. w sąsiedzkiej kłótni przy okazji nocnej zabawy za ścianą, zastanówmy się dobrze, czy gra jest warta świeczki.

Niełatwo wejść na sądową ścieżkę. Jeszcze trudniej prowadzić proces, nawet o ochronę dóbr osobistych, a zwykle trwa on dłużej, niż przypuszczaliśmy, wygrana jest zaś niepewna. A jeśli już jest, to niekoniecznie tak duża, jak oczekiwaliśmy.

W ostatnich dniach mieliśmy dwie głośne sprawy przeprowadzone na jednej rozprawie (Prawa i Sprawiedliwości z prof. Wojciechem Sadurskim i dwojga sędziów SN, w tym jego prezes Małgorzaty Gersdorf, ze Stanisławem Piotrowiczem), ale poprzedziły je miesiące wymiany adwokackich pism procesowych. A to dopiera pierwsza instancja i sprawa może potrwać lata.

Ci, którzy słyszeli lub czytali zaskarżone wypowiedzi, mają już pogląd, czy doszło do naruszenia dobrego imienia wytaczających sprawę czy nie. Co więcej, taki czy inny wyrok przekonanych i tak nie przekona.

Czasem chodzi jednak o pryncypia, a poszkodowany nie może ugodowo uzyskać satysfakcji i niejako nie ma wyboru: musi powalczyć przed sądem. A tu ma pod górkę.

Po pierwsze, sąd w tych sprawach bada nie tylko wyrwany fragment, ale i kontekst, także społeczny, wypowiedzi. Czy dotyczy ona faktów, a więc czy można ją oceniać w kategoriach prawdy/nieprawdy, czy jest opinią, i to uzasadnioną, rzetelną, ewentualnie czy nie była w swej formie znieważająca. A subiektywne poczucie krzywdy czy zniewagi to jeszcze nie wszystko. Musi ono spełniać obiektywne kryteria, a jak wiemy, wrażliwość mamy różną. Dlatego prawo i sądy nie wyrównują wszelkich krzywd.

Po drugie, powoda obciąża wykazanie, że zaskarżona wypowiedź czy zachowanie skierowano do niego, konkretnej osoby lub osób, proces o ochronę dóbr osobistych chroni bowiem tylko indywidualnie poszkodowanych, a nie wszystkich, którzy się tak poczuli. Dlatego ogólne obrażenie dziennikarzy, adwokatów czy księży nie daje skutecznej legitymacji poszczególnym członkom tych środowisk do żądania sądowej ochrony.

Musimy wreszcie pamiętać, że jest to normalny, pełnokrwisty proces, z formalnymi wymogami pozwu, opłatami, postępowaniem dowodowym, i bez prawnika podsądny naraża się na przegraną już z powodów proceduralnych.

Dlatego decyzję o wkroczeniu na tę drogę trzeba starannie przemyśleć. Najlepiej z prawnikiem znającym się na rzeczy, a gdy proces zostanie nam narzucony, zostaje ugoda lub przedłużanie (w ramach prawa) procesu. Powodowi zwykle się śpieszy i to może być zachęta do zawarcia ugody.

Kompromis wprawdzie nie oddaje całej prawdy, ale czy wyrok to zawsze czysta prawda?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA