fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Uważaj na przedawnienie i próbę ugodową - Marek Domagalski o zawezwaniu do próby ugodowej

ugoda sądowa
Adobe Stock
Zawezwanie do próby ugodowej przed sądem jest proste i daje więcej czasu na wytoczenie sprawy, ale sądy coraz dokładniej mu się przyglądają.

Trzeba więc starannie posługiwać się tym narzędziem.

Pisałem już w czasie epidemii, że kiedy sądy pracują na pół gwizdka, a sytuacja na rynku jest niepewna, przedsiębiorcy powinni pomyśleć o ugodowych formach rozwiązywania sporów. Tu się skupię na jednej z nich: zawezwaniu do próby ugodowej.

Już przed epidemią było często, a nieraz nawet masowo (np. przy roszczeniach zabużańskich) stosowane po to w zasadzie, by przerwać bieg terminu przedawnienia. Bo co z tego, że mamy dłużnika i roszczenie, jeśli się ono przedawniło? Pozwany raczej tego nie przegapi, a od pewnego czasu sąd ma wręcz obowiązek (to taka nowela w interesie dłużników ) je zbadać. A przedawnionej należności nie zasądzi poza bardzo wyjątkowymi sytuacjami.

Wierzyciel byłby zupełnie niemądry, nie blokując biegu przedawnienia. I gdy np. czas na dochodzenie należności drobnego przedsiębiorcy (bo więksi tego nie przegapią) zbliża się do trzech lat – taki ma on okres przedawnienia – występuje on z próbą ugodową i chociażby do ugody nie doszło, uzyskuje kolejne trzy lata czy to na negocjacje, czy lepszą sytuację dłużnika, czy przygotowanie się do procesu.

Zawezwanie do próby ugodowej wymaga złożenia w sądzie stosownego wniosku i opłaty, która zasadniczo wynosi piątą część normalnej opłaty sądowej (wynoszącej 5 proc. wartości sporu), a więc np. przy 100 tys. zł będzie to 1000 zł, ale i tak pięć razy mniej, niż gdybyśmy składali pozew. Zawezwanie do ugody wnosimy do sądu rejonowego według miejsca zamieszkania przeciwnika, a postępowanie ogranicza się zwykle do jednego posiedzenia pojednawczego.

W tym wniosku do sądu trzeba zwięźle oznaczyć sprawę i nasze roszczenie, ale nie aż tak dokładnie jak w pozwie. Trzeba przekonać sąd, że chodzi nam rzeczywiście o jego spełnienie, a nie odwleczenie przedawnienia. Jak natura ugody wskazuje, powinny być też w nim propozycje ugody: np. rozłożenie długu na raty lub rezygnacja z odsetek. Trudno bowiem oczekiwać, że przy próbie ugodowej dłużnik zgodzi się na pełną spłatę, i to natychmiast. Gdyby tego chciał, to niepotrzebny byłby sąd. Generalnie jednak takich ugód nie ma dużo i tu gra się toczy na przedawnienie. Sądy o tym wiedzą i zaczynają się baczniej przyglądać takim wnioskom, zwłaszcza kolejnym (swego czasu był zresztą projekt, by kolejne próby wyeliminować).

Z tego też powodu przed kilkoma dniami trzyosobowy skład sędziów Sądu Najwyższego zapytał szerszy skład SN, czy procedura zawezwania do próby ugodowej nie powinna być ograniczona, gdyż służy ona przedłużaniu procesów.

I chociaż mec. Tomasz Kwieciński z kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr wskazuje, że już teraz sąd musi rozstrzygać, czy wezwanie do próby ugodowej zmierza bezpośrednio, jak nakazuje kodeks, do zakończenia sporu, czy jego celem wyłącznym jest tylko uzyskanie przerwania biegu przedawnienia, to najwyraźniej kontrola takich prób, zwłaszcza kolejnych, będzie czujniejsza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA