fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Prawnik nie może być kameleonem - komentarz Marka Domagalskiego

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jak cię widzą, tak cię piszą – mówi stare powiedzenie, które z pewnością odnosi się też do prawników. Nie mogą o tym zapominać.

Długo by pisać o powiedzonkach adwokackich, np. że jeden paproszek na garniturze prawnika odwraca uwagę jego rozmówcy, więc dobry prawnik nie może sobie na ten paproszek pozwalać.

Pewnie to ważna sprawa, nie tylko zresztą w prawniczej profesji, ale tutaj chcę się skupić na tym, co prawnicy mówią, i to nie w sali rozpraw, ale na sądowym korytarzu, i nie do ucha klienta czy koleżanki z korporacji, bo gdybym nawet to niechcący usłyszał, tobym o tym nie napisał. Chodzi mi o to, co można usłyszeć na korytarzu bez nadstawiania ucha.

Jakiś czas temu radca prawny znanej instytucji, zwykle bardzo dobrze do sprawy przygotowany, stanowczo popierał apelację (taka zresztą jego rola) w sprawie dwojga ludzi, chyba jakoś tam skrzywdzonych, choć w zasadzie dających sobie radę w życiu. Popełnili jednak pewne błędy prawnicze, w efekcie czego sprawę przegrali.

W sali rozpraw ów radca ostro punktował przeciwników swoich klientów, ale gdy wyszedł na korytarz, usiadł dość blisko ich prawnika. Tłumaczył mu, że owszem, mają sporo racji, ale o skierowaniu apelacji nie tylko on decyduje. Gdyby to od niego zależało, to zapewne by jej nie złożył. Nie uczestniczyłem w tej rozmowie (bo wtedy pewnie bym o niej nie pisał), ale słychać było to dziwne tłumaczenie nawet w połowie korytarza.

Kiedyś w innym sądzie na dyscyplinarce młodego sędziego oskarżał go przedstawiciel ministra sprawiedliwości (prokurator). Wychodząc z sali, powiedział do sędziego, zresztą uniewinnionego, aby nie brał tego oskarżenia do siebie, że osobiście on do niego nic nie ma. Na co ów młody sędzia: „Nie ma sprawy".

Nawet jeśli dla tego sędziego nie było sprawy, gdyż zapewne rozumiał, że nie zawsze pełnomocnik czy prokurator musi się identyfikować ze stanowiskiem przełożonych, instytucji, to zwykli podsądni czy publiczność nie muszą tego wiedzieć.

Spektakl (w dobrym tego słowa znaczeniu), jaki odbywa się przed sądem, jest przeznaczony nie tylko dla sądu i dla klientów danego prawnika, ale także dla drugiej strony oraz publiczności. Co mogą sobie pomyśleć o prawniku, o instytucji, którą reprezentuje, czy o korporacji, do której należy, zwłaszcza osoby nieobeznane z sądami, jeśli mówi, że wykonuje czynności prawne, procesowe, dla innych niekorzystne, z którymi osobiście się nie zgadza? Tym bardziej że to już i tak nie ma znaczenia dla sprawy.

Nikomu ta zakulisowa miękkość nie pomaga, a obrazowi zawodu prawnika wręcz szkodzi. Prawnik nie powinien bowiem kojarzyć się z kameleonem.

Owszem, nie raz, nie dwa można obserwować w sądzie, jak prawnik przyznaje, że czegoś nie wie, że się waha, że ma wątpliwości. Czyni to jednak otwarcie. To nie to samo co mówienie na sali rozpraw jednego, a po wyjściu z niej czego innego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA