Sądownictwo

Tajemnicza napaść nierozwiązana

Fotorzepa, Łukasz Solski
Lekkie obrażenia ciała, które mogły powstać wskutek napaści – tyle dziś wiadomo o rzekomym ataku rasistowskim na nastolatkę.

W Warszawie naszpikowanej miejskim monitoringiem, gdzie ulice i place obserwują również kamery umieszczane na prywatnych budynkach, sprawa wyglądała na prostą do rozwiązania. Jednak po blisko roku od incydentu, który okrzyknięto atakiem „z nienawiści rasowej", pytań jest więcej niż odpowiedzi. Napastnika nie ustalono, a śledczy wyczerpują możliwości ustalenia prawdy.

14-letnia dziewczynka pochodzenia tureckiego miała zostać zaatakowana w styczniu w Warszawie (przy ul. Stępińskiej), gdy wracała ze szkoły. Ok. 40-letni mężczyzna miał ją szarpać i popychać, krzycząc przy tym m.in. hasło „Polska dla Polaków", co wskazywało na rasistowskie tło jego zachowania. Informację o tym, że ciemny kolor skóry dziecka był powodem ataku – tuż po zdarzeniu kolportowała w mediach społecznościowych jedna z internautek. Prokuratura wszczęła śledztwo pod kątem stosowania przemocy z powodu „przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej" (art. 119 kodeksu karnego).

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", śledczy uzyskali właśnie ekspertyzę biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie dotyczącą obrażeń, jakich doznała dziewczynka.

– Z opinii wynika, że pokrzywdzona doznała obrażeń skutkujących naruszeniem czynności narządów ciała na czas poniżej 7 dni w rozumieniu art. 157 § 2 kodeksu karnego. Obrażenia te mogły powstać w okolicznościach podanych przez pokrzywdzoną – mówi nam prok. Katarzyna Dobrzańska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota.

Opinia ma znaczenie dla zweryfikowania stopnia uszczerbku na zdrowiu 14-latki, co znajdzie odzwierciedlenie w kwalifikacji prawnej czynu, którzy jest przedmiotem śledztwa.

Ekspertyza biegłego z ZMS potwierdza, że obrażenia „mogły" powstać w podanej przez ofiarę sytuacji (ale nie musiały), jednak wciąż brak odpowiedzi na kluczowe pytanie: kim jest domniemany sprawca.

– Jeżeli był, to powinna go zarejestrować któraś z kamer, kiedy np. oddalał się z miejsca – mówi nam jeden ze śledczych.

Śledczy mieli wątpliwości, czy napaść rzeczywiście miała miejsce, bo oprócz relacji nastolatki nie ma żadnych innych dowodów potwierdzających jej wersję. W feralnym miejscu brak kamer monitoringu, a na żadnym z nagrań z miejsc sąsiednich nie widać mężczyzny, opisanego przez dziewczynkę jako sprawca.

Chociaż policja zapowiadała, że wyjaśnienie tej sprawy to priorytet, a premier Mateusz Morawiecki po zdarzeniu podkreślał na Twitterze, że „Nie ma miejsca na rasizm w Polsce. Atak na dziewczynkę z powodu koloru jej skóry jest godny najwyższego potępienia. Zrobimy wszystko, żeby Polska była bezpieczna dla każdego", to śledczym kończą się pomysły na wyjaśnienie zagadki.

Po jakie jeszcze możliwości zamierzają sięgnąć – tego nie zdradzają. Jeżeli ich nie znajdą, to śledztwo zmierza ku umorzeniu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL