fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawo karne: czy kara łączna jest sprawiedliwa

123RF
Stan debaty zależy od prawników zainteresowanych prawem karnym. Nie ma co narzekać na jej jakość.

Z dużej chmury mały deszcz. Tylko takie słowa przychodzą na myśl po przeczytaniu artykułu Mikołaja Małeckiego „Nadciąga zła zmiana w prawie karnym", który ukazał się w „Rzeczpospolitej". Rzekomo jest polemiką z moim artykułem „Jak daleko sięga prawo do karania", ale tylko pozornie, bo użyte w nim argumenty, w istocie ad personam, mają charakter jedynie emocjonalny i polityczny, w pejoratywnym znaczeniu tego słowa.

Jedyne argumenty merytoryczne dotyczą problematyki kary łącznej, o której nie pisałem. Wspomniałem tylko, że: „Ostatnio dyskusję wywołała część projektu, która dotyczy instytucji kary łącznej. Głębokie zmiany, które mają dotknąć przesłanki kary łącznej i zasady jej wymiaru, znacząco zmienią filozofię karania. Wydaje się jednak, że jeszcze większy wpływ na ten proces będzie miała zmiana dyrektyw wymiaru kary". To wystarczyło M. Małeckiemu, żeby cały jakoby polemiczny tekst poświęcić właśnie problematyce kary łącznej. Przypomina to anegdotę o uczniu, który na maturę nauczył się tylko o robakach, a dostał pytanie z budowy słonia. Ucieszył się jednak, że trąba słonia przypomina robaka, więc mógł podzielić się swoją wiedzą z komisją egzaminacyjną.

Trochę dobrej woli

Autor polemiki stwierdza, że projekty przygotowywane przez Ministerstwo Sprawiedliwości są skrzętnie ukrywane, a stan debaty nad nimi przygnębia. Sprawa ogłoszenia projektów nowelizacji należy do decyzji MS. O motywy odkładania jej w czasie należałoby pytać ministra lub pracowników ministerstwa. Debatować jednak można już teraz, bo przedstawiciele MS przy różnych okazjach, m.in. w wystąpieniach medialnych oraz na konferencjach naukowych przedstawiali najważniejsze kierunki projektowanych zmian. Wystarczy poświęcić chwilę na odszukanie tych materiałów na różnych stronach internetowych. Stan debaty zależy od prawników zainteresowanych prawem karnym. Zamiast narzekać na jej „przygnębiający stan" lepiej spróbować włączyć się do niej i przedstawić swoje stanowisko.

Autor z satysfakcją wypomina mi sformułowanie dotyczące zmian legislacyjnych w obszarze nauki o przestępstwie i nauki o karze. Oczywiste jest, że pisałem o zmianach w zagadnieniach, którymi zajmuje się nauka o przestępstwie oraz nauka o karze. Warto jednak zauważyć, że nauka prawa, w tym prawa karnego, nierzadko sprowadza się do komentowania przepisów. Nowelizacje skutkują kolejnymi wydaniami podręczników do prawa karnego. Z jakiejś przyczyny na okładkach monografii prawniczych znajdujemy też informacje wskazujące na aktualność stanu prawnego. Nie twierdzę, że to najlepszy sposób uprawiania nauki o prawie karnym. Sam preferuję inne podejście badawcze. Nie możemy jednak oderwać się od materiału normatywnego.

Jak kulą w płot

Poważną część swojego artykułu Mikołaj Małecki poświęca moim wątkom biograficznym. Cieszy mnie, że zna datę nawiązania przeze mnie stosunku pracy z Kancelarią Prezydenta RP. Gdyby miał potrzebę poznania innych szczegółów mojej praktyki zawodowej, wszystkie informacje znajdzie na mojej stronie internetowej. Zadziwia mnie natomiast próba dewaluowania moich wypowiedzi poprzez przywoływanie miejsca mojego zatrudnienia. Moją zasadą jest, żeby wczytywać się i wsłuchiwać w wypowiedzi innych osób oraz rozważać ich treść, nie zaś deprecjonować wypowiedzi tylko dlatego, że pracuje w takim lub innym miejscu. Taka praktyka powinna być jednoznacznie negatywnie oceniona przez środowisko naukowe. Niedaleko bowiem od tego do obniżania wartości czyjejś wypowiedzi ze względu np. na uwarunkowania rodzinne lub różne, ujawniane lub ukrywane, preferencje. Równie dobrze mógłbym napisać, że M. Małecki wypowiadał się w mediach opozycyjnych do rządu, co wskazuje na brak obiektywizmu. Byłby to jednak argument niedopuszczalny, nie tylko w świecie nauki, ale także publicystyki.

Jak już wspomniałem, jedyne merytoryczne argumenty wykładowcy z Krakowa dotyczą kary łącznej. Uważam, że trzeba wziąć je pod uwagę, bo wskazują na istotny problem sprawiedliwościowego ujęcia istoty kary. Wydaje się jednak, że mój oponent przyjmuje niewłaściwą perspektywę oceny. Nie wyjaśnia bowiem, dlaczego porównuje sytuację sprawcy kilku kradzieży z włamaniem z sytuacją sprawcy jednego zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem. Należałoby raczej porównać sprawstwo jednej kradzieży z włamaniem do sprawstwa jednego zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem. Gdyby w takiej sytuacji kara za kradzież z włamaniem była wyższa, nie miałbym wątpliwości, że niewłaściwą decyzję powziął ustawodawca lub sąd. Gdyby sprawca pięciu kradzieży z włamaniem miał odbywać karę dłużej niż sprawca pięciu zgwałceń ze szczególnym okrucieństwem, też byłbym przekonany o niesprawiedliwości.

Nie chcę jednak twierdzić, i nie twierdziłem, że proponowane zmiany w karze łącznej nie budzą żadnych wątpliwości. Chciałbym mieć jednak możliwość zapoznania się ze stanowiskiem innych ekspertów, w szczególności badających problematykę karania. Ważne też z pewnością będzie uzasadnienie dołączone do projektu ustawy. Wykładowca z Krakowa nie odczytał jednak właściwie moich intencji. Być może były wyrażone zbyt abstrakcyjnie.

W końcowej części artykułu autor wraca do preferowanego argumentu ad personam. Nie widzi potrzeby odniesienia się do moich argumentów na temat dyrektyw wymiaru kary. Woli stwierdzić, że spełniam „polityczną funkcję wspierania programu odstraszania i zemsty za pomocą prawa karnego". Najwyraźniej każdy, kto ma śmiałość przychylnie spojrzeć na decyzję organu władzy, spełnia jakieś polityczne funkcje. Warto zresztą zauważyć, że do istoty prawa karnego należy właśnie m.in. odstraszanie i odpłata za wyrządzone zło. Jak w swoim podręczniku do prawa karnego zauważają prof. W. Wróbel i prof. A. Zoll: „Właściwe wypełnianie przez prawo karne funkcji sprawiedliwościowej wzmacnia w odczuciu społecznym przekonanie, że zło jest piętnowane, a jego sprawca doznaje zasłużonej dolegliwości". Mikołaj Małecki krytykuje rzekomo arbitralny dobór ekspertów. Ciekaw jestem propozycji, której wdrożenie spowodowałoby wybór niearbitralny. Czyżby miała ona polegać na uczynieniu ekspertem tegoż właśnie wykładowcy?

Autor jest prawnikiem, autorem publikacji z prawa karnego i konstytucyjnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA