fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jacek Trela: O godność kobiet

Protest w Warszawie po wyroku ws. aborcji
Paweł Rochowicz
Walkę o życie trzeba zacząć nie od zakazów, lecz od wsparcia tych, którzy ciężar trudnego życia mają przed sobą. Wtedy wybór stanie się łatwiejszy. Niestety państwo o to nie dba.

Od 22 października obserwujemy wściekłość tysięcy ludzi, którzy protestują na ulicach przeciw potraktowaniu kobiet przedmiotowo, odebraniu im prawa do decydowania o swym życiu. Przyczyną jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdza, że prawo do przerwania ciąży, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, zapisane w art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny (...), jest niezgodne z art. 38 w związku z art. 30, w związku z art. 31 ust. 3 konstytucji.

Determinacja protestujących zasługuje na podkreślenie w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego. Pewien minister obecnego rządu, krytykując protesty, zastanawiał się, co trzeba mieć w głowie, by w czasie pandemii zajmować się aborcją. Przenikliwość nie jest chyba jego mocną stroną. Po odpowiedź powinien zgłosić się na Żoliborz.

Czytaj też: Gdy dochodzi do aborcji, winni są wszyscy, oprócz kobiety

Chętnie dowiedzielibyśmy się, czemu właśnie teraz, w zaostrzającej się pandemii i przy kolejnych ograniczeniach, Trybunał zajął się sprawą aborcji. Liczono na uniknięcie protestów? A może na odwrócenie uwagi od braku strategii rządu do walki z pandemią?

Z punktu widzenia prawnika wyrok TK jest wadliwy zarówno formalnie, jak i merytorycznie. Pięć lat temu toczyły się spory o powołanie do Trybunału nowych osób zamiast sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, których zaprzysiężenia odmówił prezydent. Tak do TK weszły osoby, o których utarło się mówić „dublerzy", dla podkreślenia ich braku umocowania do sprawowania funkcji sędziego. Broniąc prawidłowości wyboru sędziów przez poprzedni Sejm i oczekując ich zaprzysiężenia przez prezydenta, mówiliśmy wtedy, jak ważny jest Trybunał w systemie trójpodziału władzy. Dziś boleśnie przekonujemy się o prawdziwości ówczesnych obaw i zastrzeżeń. 22 października TK, w którego składzie zasiadło trzech dublerów, orzekł o niekonstytucyjności prawa do przerywania ciąży embriopatologicznej. Znaczy to, że orzeczenie nie istnieje, podobnie jak inne wydane z udziałem choćby jednego dublera.

Sporny wniosek złożyli posłowie reprezentujący większość parlamentarną. Mieli możliwość uchylenia zaskarżonych przepisów w drodze legislacyjnej, tym bardziej że od kilku lat w Sejmie na rozpoznanie czeka obywatelski projekt ustawy, który zakłada zaostrzenie prawa aborcyjnego. Wniosek do TK zamiast klasycznej ścieżki legislacyjnej w sprawie kontrowersyjnej politycznie to próba piłatowego umycia rąk i przerzucenia odpowiedzialności na kogoś innego. Już słychać w wystąpieniach rządzących, że przecież to Trybunał wydał wyrok, a nie politycy. Wykorzystanie Trybunału do załatwienia sprawy tak społecznie ważnej, wymagającej debaty publicznej, może być traktowane jako nadużycie prawa.

Nakaz ochrony życia z art. 38 konstytucji, z którego Trybunał błędnie wywiódł zakaz aborcji z przyczyn embriopatologicznych, ma charakter ogólny, który w pierwszej kolejności zobowiązuje państwo do działań o charakterze pozytywnym, a nie represyjnym. Walkę o życie trzeba zacząć nie od zakazów, lecz od wsparcia tych, którzy ciężar takiego trudnego życia mają przed sobą. Wtedy wybór życia będzie łatwiejszy. Niestety państwo o to nie dba. Przekonaliśmy się o tym dwa lata temu, gdy osoby z niepełnosprawnościami i ich opiekunowie strajkowali w Sejmie przy obojętności rządzących.

Trybunał za oś orzeczenia przyjął art. 38 konstytucji i z niego wywiódł zakaz aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pominął jednak całkowicie sytuację kobiety zmuszanej do urodzenia dziecka, o którym wiadomo, że urodzi się z nieodwracalnymi upośledzeniami. Pominięto godność jako prawo kobiet gwarantowane w art. 30 konstytucji i podlegające ochronie. Sam art. 38 konstytucji, który zdaniem TK ma chronić płód, chroni też życie matki, czego już Trybunał nie widzi. Konstytucja zakazuje nieludzkiego i poniżającego traktowania (art. 40), a do takiego traktowania prowadzi zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci nieuleczalnie upośledzonych i przeżywania związanej z tym traumy. Jest także w konstytucji prawo do prywatności i decydowania o swym życiu osobistym (art. 47), czego także nie dostrzegli autorzy zakazu aborcji.

W ubiegłym roku według statystyk na 1100 aborcji aż 1074 były dokonane z przyczyn nieodwracalnych uszkodzeń płodów. Te liczby uzmysławiają rozmiar nieszczęść. Tyle kobiet i ich rodzin rocznie będzie dotkniętych wyrokiem Trybunału. Choć dziś słychać, że to wahadło, które teraz wychyla się tak mocno w prawo (a może jeszcze mocniej, gdy nastąpi całkowity zakaz aborcji, także jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu), odchyli się niebawem w lewo, to jednak nie jest żadne pocieszenie dla tych wszystkich, których zdążą dotknąć nieszczęścia.

Ponad 90 lat temu Tadeusz Boy-Żeleński w „Piekle kobiet" pisał: „Torturowana przez prawo i etykę obecną kobieta nie może się pocieszać tym, że następne pokolenie z tych kajdan się uwolni. Należy przeto donośnym głosem wołać o sprawiedliwość dla kobiety dzisiejszej".

Ten apel Boya-Żeleńskiego musi być dziś także naszym apelem. Naszą niezgodą na to, jak potraktowano kobiety, ich godność, życie, zdrowie.

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA