fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Adwokat o obietnicach rządu: Sto dni źle się kojarzy

Posiedzenie rządu Beaty Szydło
Fotorzepa/Robert Gardzińskl
Dzisiaj najprostszym wyjaśnieniem rządu poczynań niezgodnych z obietnicami jest stwierdzenie: „Otrzymaliśmy mandat od społeczeństwa" i będziemy robić to, co uważamy – pisze adwokat Aleksander Tobolewski.

W felietonie z 7 października 2015 r., czyli jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, przewidywałem, jak to nowy rząd będzie tłumaczył się z niespełnionych obietnic przedwyborczych. Nie przewidziałem, że będzie to pierwszy niekoalicyjny rząd od 1989 r. Dzisiaj najprostszym wyjaśnieniem rządu na poczynania niezgodne z obietnicami jest: „Otrzymaliśmy mandat od społeczeństwa" – i będziemy robić to, co uważamy. Czy trochę więcej niż 19 proc. społeczeństwa uprawnionego do głosowania to dostateczny mandat aż do takich poczynań? Nie moją rolą oceniać.

Czemu nie sądy?

Minęło 100 dni. Z perspektywy Kanady działania rządu postrzegam tak: Zdusić jakąkolwiek opozycję.

Sprawa Trybunału Konstytucyjnego, którą otrzymał nowy rząd jak na tacy od poprzedniej ekipy: wyeliminować działanie TK przynajmniej do czasu. Czasu, który jest potrzebny, by przepchnąć ustawy o wątpliwej konstytucyjności. Kto uważnie wysłuchał wypowiedzi pana Jarosława Kaczyńskiego o przedwczesnym wystąpieniu do Komisji Weneckiej, nie powinien mieć w tej kwestii wątpliwości. Chociaż nie jest dla mnie do końca jasne, dlaczego sądy powszechne nie miałyby decydować o konstytucyjności przepisów. Wszak konstytucja w art. 178 ust. 1 stanowi: „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko konstytucji oraz ustawom".

Uważam więc, że jeśli ustawa jest niezgodna z konstytucją, to interpretując normy, należy mieć na względzie przed wszystkim jej zasady a maiori ad minus – od większego do mniejszego. Według mnie nie ma żadnych przepisów, które broniłyby sądom takich orzeczeń. Co prawda w doktrynie i w orzeczeniach SN (ostatnie dostępne z listopada 2015 r.) – decyzję o konstytucyjności lub nie ma podejmować tylko TK, jednak gdy ten nie działa, to sytuacja nie jest jasna. I do tego SN się nie odniósł, a sądy wyrokować muszą.

Szczery aż do bólu

Od 4 marca minister sprawiedliwości jest również prokuratorem generalnym i jak sam minister Ziobro stwierdził: „Poprzedni rząd naciskał na prokuraturę" [najprawdopodobniej nielegalnie i nieskutecznie – uwaga moja], a chodzi o to, „aby prokuratura była podległa rządowi". I dalej: „Prawo do ingerowania w śledztwa czyni sytuację klarowną. Wolę móc wydawać polecenia oficjalnie, zgodnie z prawem, bo nie dam wtedy okazji do politycznej zemsty nowej władzy". Trochę dziwię się wypowiedzi ministra, w której z góry zakłada, że nowa władza będzie się na nim mściła za to, co zamierza zrobić. Teraz więc, w majestacie prawa, już otwarcie i w świetle jupiterów, będzie mógł obecny rząd – rękoma ministra – sterować prokuraturą i „przełożony będzie mógł zmienić decyzję prokuratora prowadzącego sprawę" , kiedy to będzie się rządowi podobało. Dodajmy kwestie związane z możliwością inwigilacji i już mamy quasi-dyktaturę! Dawno nie czytałem tak szczerej wypowiedzi przedstawiciela rządu RP.

Tsunami zwolnień

Poprawka z grudnia 2015 r. do ustawy o służbie cywilnej: jednym postanowieniem – jak podaje Borys Budka – straciło pracę około 2000 pracowników służby. Na dzień pisania felietonu nie wiadomo, kto jeszcze zostanie, a kto pracę straci. Wygląda na to, że nowy rząd do sprawy podchodzi poważnie, jeśli wszędzie, wymienia kadrę na nową.

Korpus służby cywilnej w myśl ustawy tworzą pracownicy zatrudnieni na stanowiskach urzędniczych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, urzędach ministrów i przewodniczących komitetów wchodzących w skład Rady Ministrów, w urzędach centralnych, organach administracji rządowej,  urzędach wojewódzkich oraz innych podległych ministrom lub centralnym organom  administracji rządowej,  komendach, inspektoratach, aparacie pomocniczym kierowników zespolonych służb, inspekcji i straży wojewódzkich, kierownicy powiatowych służb, inspekcji i straży, w Centralnym Biurze Śledczym Policji,  Biurze Nasiennictwa Leśnego oraz jednostkach budżetowych obsługujących państwowe fundusze celowe, których dysponentami są organy administracji rządowej. Są to pracownicy zatrudnieni na wyższych stanowiskach w służbie cywilnej, stanowiskach średniego szczebla zarządzania, stanowiskach koordynujących, samodzielnych, specjalistycznych oraz wspomagających.

Mierni, ale wierni

Byłem i jestem przeciwnikiem obsadzania tych stanowisk w drodze konkursu i cieszę się, że poprawiona ustawa zniosła ten obowiązek. Mam natomiast uzasadnione wątpliwości, czy jest możliwa merytoryczna ocena nowej kadry w 100 dni od objęcia władzy.

Od spółek Skarbu Państwa i przemysłu zbrojeniowego do dyrektorów stadnin! Rząd ma prawo mieć swoich ludzi. Czy jednak pod warunkiem, że w dniu powołania nie jest się w partii politycznej? W przeddzień powołania wypiszę się z partii i w dniu powołania już jestem bezpartyjny! Rzadko widuję postanowienia bardziej genialne i jawnie naruszające demokratyczne zasady. Zastanawia też ten gorączkowy pośpiech, o czym pisałem w październiku 2015 r., że doraźna polityka bywa złym doradcą w zarządzaniu państwem. Szczególnie że zmiany nie dotyczą tylko stricte korpusu służby cywilnej, ale i pracowników niższych szczebli. Można zadać pytanie, ilu pracowników z odwołanej kadry zostanie zastąpionych ludźmi co prawda politycznie po właściwej stronie, ale merytorycznie nieprzygotowanymi. I skąd nagle rząd po kilku miesiącach rządzenia wie, kto powinien być wyrzucony, kto przesunięty na niższe stanowisko lub awansowany na wyższe? A tak naprawdę to koni żal.

Autor jest adwokatem, od 35 lat prowadzi kancelarię prawną w Montrealu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA