fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Państwowe karanie za stan umysłu - Andrzej Bryk o zbrodniach z nienawiści

Adobe Stock
Sala sądowa może się stać miejscem gry na emocjach i dostosowania sankcji do statusu ofiary.

Kategoria zbrodni z nienawiści jest budowana – jak zauważyli to James B. Jacobs i Kimberly Potter – jako „zbrodnie budujące właściwą postawę moralną".Nadaje grupie do niej zaliczonej niejako wyższy status uznaniowy w prawie karnym i automatycznie w społeczeństwie. Coraz więcej grup definiujących się jako nie w pełni tolerowane żąda publicznej akceptacji i „nieocenności" ich zachowań. Tradycyjne partykularyzmy wspólnot religijnych, narodowych, rodzinnych mają ustąpić na rzecz utopijnego marzenia o uniwersalnej akceptacji i nieograniczonej afirmacji. Lecz takie żądanie oznaczać musi likwidację sfery prywatnej i zatarcie granicy miedzy państwem a społeczeństwem, czyli społeczeństwo totalitarne.

Skazana zbrodniomyśl

Przestępstwa z nienawiści i te, które zawierają czynnik nienawiści, są de facto karane za „zbrodniomyśli", czyli stanu umysłu. Prawo ma oczywiście wzmacniać pewne zachowania i karać inne, lecz tendencja do kryminalizowania myśli i postaw idzie w parze z agresywnym lobbingiem różnych grup tożsamościowych. Chcą one wyeliminować z przestrzeni publicznej jakąkolwiek ich krytykę traktowaną jako mowa nienawiści, karząc ją prawnie, ostracyzmem społecznym i zawodowym. To najpotężniejszy obecnie środek dyscyplinowania niepokornie myślących przez media i instytucje państwowe powołane do walki z dyskryminacją. Istnieje zatem niebezpieczeństwo, mniej lub bardziej wkalkulowane w działanie takich grup, że karze podlegać będą zbrodnie myśli, a nie te popełnione, czyniąc z sali sądowej miejsce grania na emocjach i podwyższania kar ze względu na status ofiary i nienawiść sprawcy.

Kryteria dowodowe wątpliwe

Obiektywne kryteria dowodowe stają się zatem wątpliwe przy ściganiu i karaniu „nienawiści", czyniąc z procesu – jak zauważył to Carl R. Truemann – miejsce emocjonalnego licytowania się z oskarżonymi o takie czyny, poddawane publicznym seansom nienawiści, co naraża na olbrzymie koszty. Dowody, a nawet intencje sprawcy stają się mniej ważne, punkt widzenia ofiary przestępstwa nienawiści staje się uprzywilejowany. Oddaje to prawo do ich definiowania najsilniejszym na rynku kultury, polityki czy ekonomii, narzucającym ich własne wyobrażenie celów aksjologicznych i praktycznych, jakie chcą swymi działaniami osiągnąć.

Pojęcie nienawiści jako jedno ze znamion przestępstwa jest powiązane z pojęciem szkody. Tradycyjne liberalne powiązanie krzywdy z obiektywnymi czynnikami – jak bieda czy brak równości wobec prawa – były możliwe do oceny na podstawie obiektywnych kryteriów. Obecnie „szkoda" jest często definiowana w szerokich kategoriach psychologicznych. Powiązanie pojęcia nienawiści z pojęciem przestępstwa – zauważył Truemann –czyni pewne grupy bardziej chronionymi, a ich uznaniowe zdefiniowanie jest używane przez silne lobbingowe grupy tożsamościowe do własnych celów politycznych, np. ruch gejowski w przeciwieństwie np. do abortowanych dzieci z syndromem Downa czy chrześcijan. Pojęcia szkody stają się sprawą psychologicznego odczucia, zakładnikami tych, którzy potrafią nimi manipulować w przestrzeni publicznej, z zadaniem ograniczania wolności słowa jako „nienawistnego", bez obiektywnych kryteriów ich weryfikowania. Kiedy szkoda definiowana jest psychologicznie, np. jako „powodowanie złego samopoczucia", każde stwierdzenie uznane subiektywnie za krzywdzące może służyć do tłumienia poglądów innych. Stąd np. nauczanie moralne chrześcijan wobec homoseksualizmu ruch gejowski, a także prawo np. w Szwecji czy Wielkiej Brytanii uznaje za mowę nienawiści.

Przeciw konkluzji Rady

Polska odmówiła przyjęcia konkluzji RE o wykonywaniu Karty Praw Podstawowych. Spór dotyczył uznania, że mniejszości seksualne padają ofiarą dyskryminacji, przemocy i nienawiści, i rekomendacja służyła równouprawnieniu osób LGBT. Polska proponowała, by do kategorii chronionych dodać chrześcijan i Żydów coraz powszechniej prześladowanych.

Odrzucenie polskiego wniosku nie było wynikiem niedostrzeżenia takich prześladowań. Wynikało ze wstrętu do jakiegokolwiek odniesienia do chrześcijaństwa w kręgu dominujących elit unijnych – ze świadomością, że nie da się pogodzić szerokiej definicji tego, co uznają za „homofobię", z etycznym przekazem chrześcijańskim, którego nauczanie moralne jest według tej definicji homofobią. Elity te histerycznie boją się jakiegokolwiek przyznania racji argumentującym z wnętrza języka religijnego via prawo naturalne, bo kwestie religijne zostały utożsamione z przemocą i nietolerancją. Ma je zastąpić język świeckiego zbawienia i nakaz szukania sensu na własną rękę.

Wrogość do chrześcijan, szczególnie katolików, tradycyjnej rodziny, obrony naturalnych różnic płciowych nie stanowi zatem mowy nienawiści w języku dzisiejszych elit liberalno-lewicowych, bo jest zgodna z logiką postępowego projektu emancypacyjnego. A krytyka ruchu LGBT czy lewicowego feminizmu jest mową nienawiści, bo wstrzymuje postęp. Kiedy Jacques Attali, doradca prezydenta Mitteranda, pisze o usuwaniu z laickiego społeczeństwa ostatnich śladów pojęć pochodzenia religijnego, to nie chodzi o otwarte prześladowania, ale o zepchnięcie religii do sfery absolutnie prywatnej jako przesądu i źródła nietolerancji i dyskryminacji dokonującej rozróżnień moralnych w języku rozumu inspirowanego teologią.

To w istocie program totalitarnego prania mózgu, zadekretowanie absolutnej materialistycznej immanencji losu ludzkiego. Amerykański filozof polityczny Pieter Viereck stwierdził w latach 50., iż „antykatolicyzm to ostatni szanowany przesąd (postępowych) intelektualistów". Viereck się mylił, choć wtedy miał prawo nie dostrzec błędu. To nie przesąd. To program.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA