fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Charakter wynagrodzenia za odtwarzanie, nadawanie i reemisję artystycznego wykonania

123RF

Ideą pracy prawnika jest ochrona wartości, takich jak sprawiedliwość, bezpieczeństwo, szacunek i godność. Już Rzymianie mawiali: Ius est ars boni et aequi (prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne). Odwołanie do tych fundamentalnych wartości jest konieczne, gdy prawnik nie jest pewien interpretacji prawa. Pomagają nadać jej właściwy kierunek.

Chcę tu omówić kwestię, która budzi moje wątpliwości. Chodzi o charakter wynagrodzenia z art. 86 ust. 3 prawa autorskiego, czyli za odtwarzanie, nadawanie i reemisję artystycznego wykonania za pomocą nośnika wprowadzonego do obrotu (takiego, który każdy może kupić). Wynagrodzenia za nadania utworów muzycznych i słowno-muzycznych zbierają dwie organizacje: SAWP i STOART. Dla aktorów tantiemy pobiera ZASP.

Wedle przepisów prawa autorskiego wynagrodzenie to może zostać przeniesione na inny podmiot. Wtedy to nabywca, a nie artysta wykonawca, jest uprawniony do zarabiania na wtórnej eksploatacji wykonań.

Można znaleźć jednak inne stanowisko, sformułowane przez mec. Parzuchowską-Janczarską („Radca Prawny" nr 137 z maja 2013 r.), która pisze o niezbywalności tego prawa majątkowego. Inni przedstawiciele doktryny milczą. Gdy zapytałam o tę kwestię Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, otrzymałam odpowiedź, że „(...) ustawodawca nie ograniczył możliwości zbycia przysługującego artystom wykonawcom wynagrodzenia z tytułu nadawania, reemitowania lub odtwarzania artystycznego wykonania za pomocą wprowadzonego do obrotu egzemplarza".

W praktyce Związek Artystów Wykonawców STOART przyjmuje pogląd mec. Parzuchowskiej-Janczarskiej za własny i nalicza tantiemy dla artystów wykonawców, bez względu na brzmienie umowy dotyczącej artystycznego wykonania. Pozostałe organizacje (SAWP i ZASP) nie przedstawiły mi swojego stanowiska.

Za poglądem STOART i mec. Parzuchowskiej-Janczarskiej stoją poważne argumenty. Autorka wskazuje, że bardzo często artyści wykonawcy, którzy mają słabą pozycję negocjacyjną, są nakłaniani do przeniesienia wszelkich praw, wraz z prawem do wynagrodzenia z art. 86 ust. 3 pr. aut. W razie zbycia tego prawa nie mają oni żadnych korzyści związanych z przyszłą eksploatacją swoich wykonań, co nie jest zgodne z duchem polskiego prawa autorskiego (wyrażonym np. przez roszczenie opisane w art. 44 pr. aut., stosowanym odpowiednio do artystycznych wykonań). Autorka powołuje się także na dorobek doktryny prawa cywilnego, oparty na art. 57 kodeksu cywilnego oraz 509 k.c., wskazując, że niezbywalność wierzytelności majątkowej nie musi wynikać jedynie z przepisu prawa, ale może się opierać na „osobistej więzi stron, zaufaniu lub określonych przymiotach osobistych". Ponadto powołuje się na logikę samego prawa autorskiego, wskazując, że inne wynagrodzenia należne artyście wykonawcy, które mają zastępować prawo wyłączne (art. 20 pr. aut. oraz 70 ust. 2 pr. aut.), mają na podstawie art. 18 pr. aut. charakter niezbywalny. Dlaczego ustawodawca miałby dyskryminować w tym względzie wykonawców utworów muzycznych i słowno-muzycznych, których głównie dotyczą tantiemy z art. 86 ust. 3 pr. aut.? – pyta mec. Parzuchowska-Janczarska.

Warto odnieść je także do sytuacji twórców i praktyki stosowania praw do utworów.

Artykuł 86 ust. 3 pr. aut. dotyczy korzystania z artystycznego wykonania, które nie wynika z umowy, a dokonywane jest np. za pomocą płyty CD będącej już w obrocie. Takie korzystanie jest dozwolone, bo nieobjęte prawem wyłącznym artysty wykonawcy, ale właśnie słabszym prawem do wynagrodzenia. To zatem wydawcy i firmy fonograficzne, jako podmioty, które zawierają umowę z artystą wykonawcą i wprowadzają nośniki do obrotu, są najbardziej zainteresowani w nabyciu prawa do wynagrodzenia z art. 86 ust. 3 pr. aut. To one staną się beneficjentami sukcesu artysty i nadawania wykonywanych przez niego piosenek w radiu.

Czy taka sytuacja byłaby sprawiedliwa?

Z jednej strony artysta powinien oczywiście zarabiać na swojej pracy. Z drugiej biznes muzyczny też musi „z czegoś żyć" i często to firma fonograficzna ponosi ryzyko finansowe wydania płyty. Zrozumiałe jest, że chce zarobić na wtórnej eksploatacji wykonań.

Jak radzą sobie autorzy utworów muzycznych i słowno-muzycznych? Oni również mają zazwyczaj słabą pozycję negocjacyjną, a na polach: nadawanie, odtwarzanie i reemisja, są tak samo „zachęcani" przez wydawców i firmy fonograficzne do zbywania praw. Interesów twórców strzeże jednak ZAiKS, który jeżeli tylko ma jakąkolwiek, nabytą na podstawie umów powierzenia praw kontrolę nad obrotem autorskimi prawami majątkowymi, ogranicza możliwość zbycia prawa do wynagrodzenia. Przy autorze musi pozostać minimum 50 proc. prawa do tantiem z tytułu tzw. praw mechanicznych oraz 60 proc. tantiem z tytułu tzw. praw publicznych, czyli właśnie nadawania i odtwarzania.

Wydaje się, że działanie ZAiKS jest najbardziej sprawiedliwe, choć nie wynika z brzmienia ustawy, ale z regulaminów tej organizacji. Kształtując praktykę ograniczenia zbywalności prawa do wynagrodzenia na korzyść twórcy, nie pozostawia jednak nabywców praw (wydawców) bez możliwości zarobienia na eksploatacji utworu.

Myślę, że takie rozwiązanie byłoby także dobre w kontekście wtórnego korzystania z artystycznych wykonań.

Bez względu na powyższe, dla jednolitości stosowania prawa warto postulować de lege ferenda, by ustawodawca wprost przesądził o zbywalnym albo niezbywalnym charakterze prawa do wynagrodzenia z art. 86 ust. 3 pr. aut. Moim zdaniem taka regulacja powinna przyjąć konstrukcję jedynie ograniczenia, a nie wyłączenia, zbywalności tego prawa, tak by zarówno artysta wykonawca, jak i wydawca jego płyty mogli czerpać korzyści z wtórnej eksploatacji artystycznych wykonań. Takie rozwiązanie uważałabym za wyważone i sprawiedliwe.

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym, wykładowcą na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina. Prowadzi blog Prawomuzyki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA