Reklama

Czy Kościół milczy, czyli reguły demokracji

Biskupi z dystansem o politycznym sporze.

Publikacja: 22.12.2015 19:54

Relacje PiS z Kościołem ciągle budzą emocje. Na zdj. Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze

Relacje PiS z Kościołem ciągle budzą emocje. Na zdj. Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze

Foto: PAP

Spór – a właściwie awantura – o Trybunał Konstytucyjny sprawił, że tzw. wielka polityka zeszła pod strzechy, a ludzie, którzy dotąd milczeli lub patrzyli na poczynania polityków z pewnym dystansem, poczuli się w jakimś stopniu odpowiedzialni za los Rzeczypospolitej. Ową odpowiedzialność jedni widzą w działaniach Prawa i Sprawiedliwości, inni w poczynaniach opozycji. Jedni i drudzy w ostatnich tygodniach wyprowadzili na ulice swoich zwolenników. Obie strony sporu przerzucają się wzajemnie argumentami i twierdzą, że jedynie oni mają rację.

Ten polityczny spór widać w mediach. Część z nich próbuje zachować pewien obiektywizm, a część otwarcie angażuje się po którejś ze stron. Niektórzy dziennikarze stali się zaś trybunami ludowymi.

Jako że na co dzień zajmuję się sprawami Kościoła, a więc także jego obecnością w życiu społeczno-politycznym, czekałem na głos wzywający Kościół hierarchiczny do wyrażenia swojego stanowiska. I doczekałem się. Oto przed tygodniem Katarzyna Wiśniewska na łamach „Gazety Wyborczej" stwierdziła – powołując się na anonimowych biskupów – że PiS, który usiłuje (jej zdaniem) zawłaszczyć władzę sądowniczą w Polsce, „zarobił u biskupów punkty ujemne". Kilka dni później ta sama autorka pisała, że Kościołowi powinno zależeć na obronie konstytucji, a jej zmiana i wywrócenie „porządku państwowego do góry nogami" nie jest mu na rękę. Wnosiła również o mocny apel episkopatu, który przypomniałby podstawowe wartości demokracji.

Wtórował jej swoim mocnym głosem także publicysta „Krytyki Politycznej" Sławomir Sierakowski, pytając na łamach jednego z portali internetowych: „gdzie, do diabła, jest Kościół?!".

Tylko dla porządku trzeba powiedzieć, że głos w tej sprawie zabrali także księża-celebryci. Ich nazwiska jednak, pomny swych wcześniejszych doświadczeń, pominę.

Reklama
Reklama

W tych apelach i pytaniach sporo jest przewrotności. Weźmy przykłady z ostatnich miesięcy. Kiedy abp Stanisław Gądecki napisał list do prezydenta Komorowskiego, w którym prosił o niepodpisywanie ustawy o in vitro, oskarżano go – a wraz z nim także cały Kościół – o wtrącanie się do polityki. Podobne zarzuty stawiano, gdy prezydium episkopatu wystosowało listy gratulacyjne najpierw do prezydenta Andrzeja Dudy, a potem do rządu Beaty Szydło. Dziś, gdy Kościół milczy i nie komentuje – oczekuje się od niego, by jednak do polityki się wtrącił.

Ale czy biskupi faktycznie milczą i dystansują się od tego, co dzieje się wokół nich? Nie do końca. Mówią bowiem i o konstytucji, i o demokracji. W minioną sobotę (19 grudnia) gościem Krzysztofa Ziemca w RMF FM był kard. Stanisław Dziwisz.

Metropolita krakowski pytany o to, kto jest winien tego, że emocje polityczne są tak duże, odparł: „Trzeba umieć odejść z funkcji, którą się miało, a równocześnie trzeba umieć podjąć obowiązki, które się wzięło na siebie. Dla dobra wspólnego całej ojczyzny i obywateli". A dalej hierarcha podkreślał, że spory do niczego nie doprowadzą, i wyrażał nadzieję, że wreszcie „nastąpi wzajemne zrozumienie – my dzisiaj, wy jutro", bo „taka jest demokracja".

Z kolei na pytanie o potrzebę włączenia się Kościoła i pogodzenie zwaśnionych stron kardynał odparł, że Kościół robi to na co dzień: „Tylko według naszych norm, nie uprawiamy bezpośredniej polityki, ale głosimy miłość wzajemną, życzliwość i zachowanie norm, które obowiązują wszystkich – czy to wierzących, czy nie".

Tak się złożyło, że kilka godzin przed rozmową Ziemca z kard. Dziwiszem toczyłem dysputę o sytuacji politycznej w Polsce z metropolitą przemyskim abp. Józefem Michalikiem – jej pełny zapis ukaże się w czwartek w świątecznym wydaniu „Plusa Minusa".

Były przewodniczący episkopatu jedną z przyczyn aktualnej awantury politycznej dostrzega w radykalizmie nowej ekipy rządzącej, „który wywołał poczucie zagrożenia", i zaleca umiarkowane działania, bo „nie można przeciąć wszystkich wrzodów, nie można zrobić wszystkich operacji naraz, bo albo pacjent nie przeżyje, albo pobije chirurga".

Reklama
Reklama

Mało tego – hierarcha, którego od lat zapisuje się do PiS – wcale nie uważa za dobrą sytuację, gdy wszyscy wychwalają rząd i ma on bezwarunkowe poparcie i „nie ma żadnej reakcji opozycji". „Ona być musi – mówi abp Michalik. – Musi patrzeć rządzącym na ręce (...), bo trzeba zwracać uwagę na błędy każdego rządu, trzeba piętnować potknięcia, brak wizji, ale nie wolno posuwać się do nawoływania do buntu, osłabiania autorytetu. To przecież nie może się dobrze skończyć".

U obu hierarchów widać optymizm i oczekiwanie na zmiany. Ale jest także coś jeszcze. Zarówno kard. Dziwisz, jak i abp Michalik zwracają uwagę na siłę drzemiącą w narodzie, na jego mądrość i potrzebę solidarnego działania na rzecz dobra wspólnego. Można obie – wzajemnie uzupełniające się – rozmowy traktować jako głos wtrącania się. I pewnie każda strona sporu będzie interpretowała je po swojemu, wyciągając wygodne dla siebie argumenty. Tymczasem trzeba je potraktować jako celne analizy życia społecznego i przynajmniej na moment zapomnieć o pomysłach wciągania Kościoła do czynnej polityki. I dotyczy to w równym stopniu PO, jak i PiS.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama