fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Sławomir Sowiński: Czy PO wymyśli się na nowo

Platforma Obywatelska od początku była partią wielonurtową. Na zdjęciu z roku 2001 od lewej: Donald Tusk, Maciej Płażyński, Andrzej Olechowski
Reporter, Witold Rozbicki
W politycznej walce nie wystarczy już ostra retoryka, bo znaczenia znów nabiorą barwy i sztandary.

Pomimo wielu nieprzychylnych Grzegorzowi Schetynie i jego partii komentarzy, to Platforma Obywatelska jest i w najbliższym czasie zapewne pozostanie liderem opozycji. To ona – po stronie opozycji – ma najwięcej możliwości działania i to na niej spoczywa największa odpowiedzialność. Nie dziwią zatem emocje, jakie, nie tylko wewnątrz partii, budzą jej polityczne dylematy związane z prawyborami prezydenckimi, przywództwem Grzegorza Schetyny czy relacjami PO z powracającym do polskiej polityki Donaldem Tuskiem.

Rzecz jednak w tym, że warunkiem trafnych dla Platformy decyzji politycznych, i szerzej jej faktycznego prymatu w opozycji, wydaje się jej głęboka polityczna autorefleksja. A nowi lub sprawdzeni już liderzy PO, zanim staną w kolejne szranki, znacznie jaśniej niż dotychczas odpowiedzieć muszą sobie i wyborcom: po co? jaka? i dla kogo właściwie ma być Platforma? Wiele wskazuje bowiem na to, że po wejściu do Sejmu lewicy i Konfederacji, oraz rewitalizacji PSL, na ubitym polu naszej politycznej rywalizacji nie wystarczy już ostra retoryka i gruby polityczny pancerz, bo istotne znaczenie znów mieć będą także polityczne barwy i sztandary.

W nowym otoczeniu

Już pierwsze tygodnie nowej parlamentarnej rzeczywistości, zanim ruszyła na dobre kampania prezydencka, pokazują, w jak złożonej sytuacji znalazła się Platforma. Sprawność mniejszych partii, od Razem przez PSL po Konfederację, szturm polityków młodszego pokolenia, wyrazistość polityczna lewicowych i prawicowych sztandarów, wreszcie coraz większy tłok w politycznym centrum i rosnąca konkurencja w walce o elektorat wolnorynkowy. Wszystko to potencjalnie stawia dziś Platformę w niewygodnej roli wielkiej zaciężnej armii z poprzedniej epoki, która na nowym dynamicznym polu walki, pod wyblakłym już nieco sztandarem, dobrze wyćwiczony ma jedynie manewr personalnego ostrzału lub starć pozycyjnych.

Dla dużej partii z dorobkiem i aspiracjami wyjścia z takiej naturalnej do pewnego stopnia pułapki nie są rzecz jasna gwałtowne szarpnięcia, czy wymyślanie politycznego prochu na nowo. O tym przekonało się niegdyś choćby SLD. Rzecz raczej w ponownym, wyrazistym opisaniu własnego potencjału i politycznej oferty.

Na kluczowe pytanie: po co właściwie walczymy o władzę, liderzy Platformy odpowiedzieć muszą dziś na tyle przekonująco, by nie tylko utrzymać pięciomilionowy elektorat, ale także, by stać się istotnym punktem odniesienia dla swych konkurentów, definiując tym samym pole nowej politycznej gry. W polityce bowiem, albo własną rolę i pozycję określa się samemu, albo robią to konkurenci.

Taka przekonująca odpowiedź czy też opowieść nie jest rzecz jasna sprawą łatwą. Platforma jest bowiem partią różnorodną. Nie wiemy też ciągle jak trwała okaże się korzystna dla PO (i PiS) dwubiegunowość sceny politycznej, od czego partia Grzegorza Schetyny abstrahować przecież nie może.

Niemniej jednak, trzy ostatnie ogólnopolskie elekcje pokazały Platformie trzy ważne rzeczy. Po pierwsze, jak wielu wyborców szuka dziś racjonalnego centrum, odrzucając zarówno radykalny sposób zarządzania państwem, projekt rewolucji obyczajowej, jak i wiarę w dobrobyt bez wysiłku. Po drugie, że – wbrew różnym prognozom – polska scena polityczna pozostaje nadal prawoskrętna. I w związku z tym – po trzecie, że choć lewica wróciła do Sejmu, to w tym segmencie oferty politycznej, ciągle mamy chyba przerost podaży nad popytem.

Dlatego naturalnym miejscem dla PO wydaje się rosnące dziś polskie centrum, wraz z jego charakterystycznym, rozległym prawym pobrzeżem. A naturalnym i pożądanym przez wielu wyborców programem jest odpowiedzialne, rozsądne państwo.

Państwo, które szanując swą wartość i konstytucję, nie wymyśla się ciągle od nowa. Państwo odpowiedzialne za wszystkich, ale także wobec wszystkich obywateli. Państwo skuteczne, ale nie oferujące nikomu cudów. Nowoczesne państwo rozumiejące, że swą odpowiedzialność wobec obywateli udźwignąć może nie charyzmą polityków, ale siłą sprawdzonych instytucji, w których ludzka odpowiedzialność rośnie i dojrzewa. Siłą rodzin, samorządów, szkół i uniwersytetów, firm, kościołów, zawodowych gildii i organizacji społecznych.

Szklane domy rozsądku

Tę często powtarzaną opowieść można rzecz jasna wydłużać, wspominając o nowoczesności konserwatyzmu, odpowiedzialności liberalizmu czy pragmatyzmie wrażliwości społecznej. Prawdziwe jednak polityczne wyzwanie to obudzenie dziś politycznej emocji i uszycie z niej atrakcyjnego politycznego sztandaru.

W czasach gwałtownych cywilizacyjnych zmian, społecznych niepokojów, kulturowych eksperymentów i politycznych turbulencji odpowiedzialne, bezpieczne państwo i polityczny rozsądek przestają być nudną oczywistością, na wyciągnięcie politycznej ręki. Dobrze zarządzana służba zdrowia, szkolnictwo i administracja, sprawiedliwa, ale też mobilizująca do działania umowa społeczna, realna solidarność międzypokoleniowa, budujące wspólnotę media i polityka historyczna – to ciągle odległa rzeczywistość, polityczne marzenie i „szklane domy" z „Przedwiośnia" Żeromskiego.

I o tym właśnie powinna być ta opowieść. O politycznym marzeniu, wizji, determinacji i cierpliwości. O przywództwie i profesjonalizmie politycznego teamu. O politycznym doświadczeniu i przyszłości.

Ile tych sztandarów?

Aby kształt i barwę takiego politycznego sztandaru nieco jeszcze ukonkretnić, warto się zastanowić, kto w Polsce dziś na niego najbardziej czeka? Wymieńmy kilka grup potencjalnych wyborców.

Po pierwsze, jest to zapewne dorastające w czasach pierwszej Solidarności pokolenie polskiej transformacji. Ci wszyscy, którzy po roku 1989 budowali wolną Polskę i są z tego dumni, choć duma ta i ten wysiłek nie są dziś wszędzie dobrze widziane. Po drugie, pracujący dla państwa urzędnicy, pracownicy służby zdrowia czy nauczyciele, którzy szczególnie mocno doświadczyli w ostatnich latach turbulencji instytucjonalnych, jednocześnie nie doświadczając satysfakcji ze swej trudnej publicznej służby.

Po trzecie, zapracowane polskie kobiety, które swe zawodowe pasje i ambicje łączą z macierzyństwem i odpowiedzialnością za rodzinę. Po czwarte, wielu młodych, którzy wyrastając z nastoletniej kontestacji, pytają coraz częściej o poważną polityczną reprezentację ich życiowych marzeń, planów i możliwości. Dziś i za 10 lub 20 lat.

Czy PO podejmie wysiłek takiej pilnej politycznej autorefleksji i czy wyjdzie poza poziom bieżącej polityki, z tą, lub inną polityczną opowieścią? Tego oczywiście nie wiemy. Podobnie jak nie potrafimy do końca ocenić, czy w przypadku partii wielonurtowej, jaką jest Platforma, taka opowieść zmieści się na jednym czy na kilku różnych, choć niewykluczających się, ideowych sztandarach.

Dwie jednak rzeczy wydają się jasne. Bez takiego politycznego wysiłku liderzy Platformy stając w rożne szranki, coraz bardziej uczestniczyć będą w rozgrywkach lokalnych i środowiskowych, oddalających tę ważną polityczną formację od prawdziwej odpowiedzialności za państwo. Rozległe zaś polskie polityczne centrum, krok po kroku, pod takimi lub innymi sztandarami, zagospodarowywać będę inni. Na przykład dynamiczny PSL, czy środowisko polityczne Jarosława Gowina.

Autor jest dr. hab. politologii, w Instytucie Nauk o Polityce i Administracji UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA