fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Ireneusz Krzemiński: Topór na opozycję

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Gadaniem polityki się nie robi, jeżeli „gadanie" nie buduje obrazu świata pociągającego dla wyborców.

Kończy się, trwająca praktycznie niemal miesiąc, rozgrywka w tzw. Zjednoczonej Prawicy, a co tymczasem robi opozycja? Mówię ogólnie, nie tylko o PO, pardon, o Koalicji Obywatelskiej. Otóż – jak pisałem niedawno w „Rzeczpospolitej" – cały zabieg „rekonstrukcji rządu" polegać miał na skonsolidowaniu całego obozu PiS, aby stał się jak pięść rozwalająca resztki demokratycznej budowli państwa. A trzy lata do wyborów to dla tego zadania raczej mało czasu, bo jednak opór społeczeństwa okazał się bez porównania silniejszy, niż – zapewne – spodziewał się Jarosław Kaczyński. I nawet wsparcie biskupów Kościoła katolickiego, z wybijającym się na czoło niedawnym jeszcze humanistą katolickim – arcybiskupem Jędraszewskim, do końca nie było skuteczne. Czasu mało, więc działania muszą być stanowcze, przemyślane, „zjednoczone". Polityka to działanie, a to chyba trzeba przypomnieć opozycji. Politycy PO, tfu, KO istotnie bardzo się wyrobili w gadanym. Główna strategia pana Schetyny przez cztery lata polegała na atakowaniu PiS za to, że tak niszczy nasze demokratyczne państwo! Ba, na telewizyjnych ekranach wypadało to coraz lepiej, trzeba przyznać, i oznaczało coraz mniej, nawet wtedy, gdy dziennikarze śledczy wykrywali rozmaite afery pisowskie, bijące na głowę w zasadzie niemal wszystko, co było wcześniej... I nic z tego nie wynikało dla wysokiego poparcia rządzących.

Zmarnowany czas

A to chyba powinna być bardzo ważna lekcja dla następców Schetyny oraz dla wszystkich polityków. Gadaniem polityki się nie robi, jeżeli „gadanie" nie buduje obrazu świata pociągającego dla wyborców i jeśli nie wskazuje, co i jak należy zrobić. Kiedy nie otwiera ludzi na nowe możliwości życiowe – ich własne i całej wspólnoty. Tak trzeba mówić, aby byli chętni ruszyć za partyjnymi politykami. Oczywiście, aż wstyd to pisać, ale czuję się zmuszony do przypomnienia rzeczy podstawowych, bo sytuacja do tego zmusza. Jak można było nie wykorzystać tego czasu dla przygotowania własnych propozycji? Co prawda guru opozycji na wygnaniu, czyli Donald Tusk, zalecił swym kolegom inteligentne przeczekanie tego, by zobaczyć, co wyniknie z wewnętrznej kłótni w rządzącym obozie. Ale też jego całkiem mądre wystąpienie skończyło się niespodziewanym apelem do obywateli, że to od nich zależy, czy plan zamachu na demokrację Kaczyńskiego się powiedzie, czy nie... Tymczasem przewodniczący PO, czyli KO, wystąpił tuż przed zakończeniem procesu podporządkowania Ziobry prezesowi ze wspaniałym pomysłem wniosku o odwołanie ministra sprawiedliwości! Pogratulować polotu w pomysłowości politycznej! Wygląda na to, że opozycja kładzie głowę pod topór PiS-u!

Zasadnicza zmiana

Lecz pomysł miał konkretnego autora, a dlaczego mówię o całej opozycji? Moment tak długich i zajadłych rozgrywek w ramach obozu rządzącego to doskonała okazja do tego, by opozycyjne partie oraz, za przeproszeniem, ruchy polityczne natychmiast ze sobą się porozumiały i zaprezentowały się właśnie jako zróżnicowana wspólnota broniąca demokracji i walcząca o jej naprawę, a nie zniszczenie. W minionych 30 latach wolnej i demokratycznej Polski wspólnota nigdy nie była jednolita – była demokratyczną wspólnotą przez to właśnie, że zróżnicowaną. Zróżnicowaną, lecz mającą na uwadze wspólne cele dobrego państwa, dobrego rządzenia państwem w interesie społeczeństwa, w interesie obywateli. Owszem, możemy krytykować wszelkie odstępstwa od realizacji celów społecznych, a także o nieumiejętności wskazywania ważności długofalowych rozwiązań, jak np. reforma emerytalna Tuska, wcale niewyjaśniona społeczeństwu. Lecz ta podstawowa zasada demokratyczna nie była złamana. Nawet przez rząd towarzysza Millera, który pierwszy chciał wyraźnie upartyjnić państwo – lecz powtarzał, że jak się to nie będzie podobało wyborcom, to nie wybiorą ich ponownie. Jarosław Kaczyński od początku objęcia władzy przez PiS w 2015 roku złamał i łamie tę podstawową zasadę demokratycznego ładu: przeciwnik polityczny dla niego to jest „wróg narodu", „wróg zdrajca". Odebrał swymi nagonkami moralne prawo przeciwnikom – a nie wrogom politycznym – występowania z własnymi propozycjami rządzenia państwem i definiowania interesów. Polska opozycja wciąż zachowuje się tak, jakby nie dostrzegała tej zasadniczej zmiany politycznej, podstawy politycznego działania. I nic nie proponuje.

Wielkie osiągnięcie

Kampania prezydencka przyniosła bardzo ciekawe wyniki – w sensie pomysłów reformowania demokracji popisowskiej. Różne hasła i wręcz programy, np. pana Kosiniaka-Kamysza, brzmiały bardzo zachęcająco, także napuszonego na ogół pana Hołowni szczególnie ważne, bo najsilniej akcentujące konieczność włączenia obywateli w decyzje i działania polityczne. Kampania Rafała Trzaskowskiego była wielkim osiągnięciem, bowiem starała się stworzyć nowe poczucie wspólnoty narodowo-obywatelskiej, przeciwstawne temu, z czym mamy teraz do czynienia, czyli tworzeniem ksenofobicznej, homofobicznej wspólnoty narodowo-katolickiej. To bardzo dobry i obiecujący kierunek, niestety, zapomniany w działaniach PO, pardon, KO. Rzecz jasna, jak zwykle w PO, w końcówce kampanii Trzaskowskiego zabrakło zdecydowania i jasnego, ostrego przeciwstawienia się zaczątkom napaści na środowiska LGBT, pod pretekstem ataku na „ideologię".

Biada nam

Jednakże istnieje materiał, na którym można budować wielowątkowe, zróżnicowane w swym kolorycie porozumienie obywatelskiej obrony demokracji. Ale, jak widać, na to potrzeba jakiejś głowy, albo kilku zjednoczonych w myśleniu głów, których wciąż brak w opozycji, bez względu na ich własne mniemania o sobie. Ludziom teraz – jak sądzę – warto powiedzieć, że oto jesteśmy zróżnicowaną, ale zjednoczoną grupą polityków, którzy chcą obronić demokrację wraz z obywatelami i dla obywateli. Zaproponować można od razu dyskusję społeczną – włączyć ludzi w takie przedsięwzięcia jak doskonały i całkowicie zmarnowany pomysł Komitetów Obywatelskich i naprawdę zebrać w całość społeczne debaty, wyciągnąć z tego wnioski i zaproponować nowe działania polityczne. Niestety, wygląda na to, że jak tak dalej pójdzie, to topór Kaczyńskiego łatwo zetnie polityczne głowy opozycji... A nam biada! Chyba, żeby zacząć organizować jakiś nowy KOD, którego nie da się rozbić byłym partyjniakom ani służbom cywilnym, bo do upadku poprzedniego na pewno przykładały ręce...

Autor jest socjologiem i profesorem nauk humanistycznych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA