Rzecz o polityce

Bitwa nie tylko o handel w niedzielę

Ustawowe zamknięcie sklepów nie wystarczy. Polakom trzeba przypomnieć o innych niż zakupy formach spędzania wolnego czasu.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Pokazywaniem większego dobra można przekonać Polaków do zmiany mentalności – twierdzi publicysta

Na podstawie zawartości dużej części krajowych mediów w ostatnich tygodniach można dojść do wniosku, że czołowym zmartwieniem większości społeczeństwa jest obowiązujące od 1 marca ograniczenie handlu w niedziel. W pierwszy marcowy weekend pojawiły się wręcz oznaki paniki.

Na jednym z portali społecznościowych ktoś donosił, że w sieci dyskontów tłumy, jak nigdy i też wnioskował (nie bez podstaw), że w ogólnym zamieszaniu część Polaków myślała, iż już następnego dnia nastąpi pierwsza niedziela bez handlu. Mogły ich w tym przekonaniu utwierdzać niektóre spoty reklamowe.

Można też, śledząc medialne doniesienia, dojść do wniosku, że niemal cały naród – niczym polskim skoczkom narciarskim w Pucharze Świata – kibicuje z ogromnym zaangażowaniem handlowcom, wyszukującym i wymyślającym, jakby tu nowe prawo obejść i jednak w niedzielę sklepy otworzyć oraz klientów towarem uszczęśliwić. A jeśli nie uda się w ten sposób wprost świątecznego sprzedawania kontynuować, to przynajmniej przekonać wszystkich dokoła, że wprowadzane właśnie w życie unormowania są prawnym bublem, są pozbawione sensu, a przede wszystkim szkodliwe. Namnożyło się m.in. materiałów medialnych na temat planowanych przez wielkie sieci handlowe niekorzystnych dla pracowników zmian w organizacji pracy. Wynika z nich, na przykład, że niektórzy sprzedawcy, kasjerzy itp. i tak będą musieli nie tylko wracać z pracy dopiero w niedzielę, ale również przed jej zakończeniem do niej wyruszać. Pojawiały się też sondaże, według których ogromna rzesza tych, którzy dotychczas kupowali w niedzielę, nie zamierza zmieniać przyzwyczajeń, a jedynie rozejrzą się za nowymi miejscami, gdzie wciąż będą mogli to robić.

Lista nagłaśnianych pomysłów na naginanie prawa jest długa i dająca do myślenia. Niektóre podawane z całą powagą propozycje są tak ekstremalne i wydumane, że można by je zgłaszać do rozmaitych ksiąg rekordów.

Niektórzy eksperci zapowiadają, że z powodu ograniczeń niedzielnego handlu zmieni się organizacja czasu pracy nie tylko w sieciach handlowych, ale też w centrach produkcyjnych i usługach związanych z handlem. Według Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, wolne od handlu niedziele wymuszą inwestycje, np. w większe powierzchnie handlowe i kasy samoobsługowe, a to spowoduje wzrost cen.

Cezary Kaźmierczak ze związku Przedsiębiorców i Pracodawców zaprezentował wizję wydarzeń, którą uzasadnił tym, co w związku z ograniczeniem niedzielnego handlu zdarzyło się na Węgrzech. Według niego nowe zasady zaszkodzą też małym sklepom, ponieważ wielkie sieci rozpoczną „dzikie promocje" już w piątki, obniżając ceny o 20–30 proc. (w stosunku do tych w małych placówkach) i dzięki temu szybko wyrabiając w klientach „amerykański zwyczaj robienia zakupów raz w tygodniu". Zgodnie z jego prognozą małym sklepom znacznie spadną obroty i zaczną bankrutować.

Natężenie i rodzaj argumentacji przeciwko ograniczeniom handlu w niedzielę daje do myślenia. Pozwala domniemywać, że chodzi tu o coś więcej niż tylko pieniądze. Wygląda na to, że w tej „bitwie o handel" chodzi o rząd dusz. O kształtowanie stylu życia milionów mieszkańców Polski.

Wielkie sieci handlowe osiągnęły w naszym kraju pod tym względem wielki i spektakularny sukces. Ich konsekwencja, upór i pomysłowość doprowadziły do tego, że mimo początkowego oporu Polacy w ogromnej liczbie dali się namówić do spędzania w sklepach także niedziel. Udało się u nas coś, z czym w bogatych i wydawałoby się bardziej nastawionych na konsumpcję krajach Zachodu handlowcy mają problemy. Tam duża część społeczeństw robi sobie jednodniową przerwę w „byciu klientem". Polacy zgodzili się nimi być siedem dni w tygodniu, co więcej, chodzenie po sklepach uczynili ważnym elementem świętowania.

Łacińska sentencja mówi, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Przyszłość pokaże, jak szybko uda się przełamać wyrobiony w Polakach nawyk spędzania niedzieli między wypełnionymi towarem półkami. Z pewnością będą potrzebowali pomocy. Samo ustawowe zamknięcie sklepów nie wystarczy.

Socjolog, prof. Janusz Czapiński, zasugerował w jednym z wywiadów, że wśród beneficjentów prawnego ograniczenia handlu niedzielnego znajdą się stacje telewizyjne. A jeśli nie telewizja, to co? Każdy, kto dotychczas spędzał w niedzielę czas w sklepach, stanie wobec pytania, jak go zagospodarować w nowych okolicznościach. Dla wielu będzie to prawdziwe wyzwanie, z którym sami mogą sobie nie poradzić.

Abp Wiktor Skworc, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, komentując obszernie 1 marca wejście w życie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele, stwierdził: „Na tle rozważań o świętowaniu niedzieli i przeżywaniu jej przez wspólnotę Kościoła rysują się nowe wyzwania i duszpasterskie szanse". Dodał, że dla wyznawców Chrystusa niedziela zawsze pozostanie pamiątką Jego Zmartwychwstania oraz uobecnieniem Pięćdziesiątnicy – Zesłania Ducha Świętego, „sercem niedzieli" będzie udział we mszy św. Zwrócił uwagę, że w parafiach nie powinno zabraknąć mszy św. o „charakterze rodzinnym" lub z udziałem dzieci. Poza tym „każda parafia – bogata w grupy modlitewne i apostolskie, radę duszpasterską i stowarzyszenia – może prezentować pozaliturgiczne oferty wspólnotowego przeżywania niedzieli". To bardzo istotne przypomnienia. Kościół wciąż jest niejako w sposób naturalny predestynowany do nauki kolejnych pokoleń prawdziwego świętowania.

Ale nie tylko Kościół ma w kwestii zagospodarowywania czasu w niedzielę poważne zadania. To także szansa dla samorządów oraz licznych instytucji państwowych, związanych z pielęgnowaniem kultury i tradycji. Prezydent Andrzej Duda, podpisując ustawę ograniczającą handel, stwierdził: „Wierzę w to, że w ten sposób przywracamy normalność, że po prostu przyzwyczaimy się do tego tak jak w innych krajach UE, Niemczech czy Austrii, że po prostu sklepy są zamknięte w niedziele". Mówił również o niedzieli jako dniu przeżywanym wspólnie przez rodzinę. Powiedział też, że jest to moment istotny, moment pokazania wewnątrzspołecznej solidarności.

To bardzo ważne, aby wokół wolnej od handlu niedzieli nie ulegać negatywnej narracji. Konieczne jest w najbliższym czasie pokazywanie wszelkich korzyści i pozytywów związanych z nowymi uregulowaniami. Trzeba nagłaśniać takie inicjatywy, jak np. proponowane przez Koleje Śląskie, które w ramach akcji „Rodzinne niedziele" oferują bezpłatne przejazdy dla rodziców w każdą pierwszą niedzielę miesiąca wolną od handlu.

Im więcej będzie tego rodzaju pomysłów, tym szybciej miliony Polaków, którzy dotychczas spędzali dzień świąteczny w sklepach, odkryją i zrozumieją, że dzięki ograniczeniom handlu niczego nie tracą, a bardzo dużo zyskują. To najskuteczniejszy sposób, aby dokonała się zmiana mentalności na dużą skalę. Niezbędna zmiana. Jeśli ona nastąpi, handlowcy sami dojdą do wniosku, że nie warto otwierać sklepów w niedzielę i nie trzeba będzie mnożyć restrykcji i zaostrzać prawa, co zapowiadają niektórzy politycy. Wojny o rząd dusz nie wygrywa się wzmożonymi kontrolami i wymierzanymi karami, lecz pokazywaniem większego dobra. ©?

Autor jest księdzem archidiecezji katowickiej, w latach 2009–2011 był jej rzecznikiem prasowym. Jest twórcą portalu wiara.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL